Bądź mądry, rozgrzewaj się

 

Biegowym amatorem zostałam jakieś siedem lat temu i… pozostałam nim do teraz. Amatorstwo to przejawia się między innymi w tym, że nagminnie wybiegam z domu bez rozgrzewki, a maraton ukończyłam w butach, których prędzej nie miałam na nogach. Spece od biegania pewnie już pukają się w czoło, ale ja… Czuję się z tym świetnie,  jak i moje nogi w nowo kupionych butach, specjalnie z okazji maratonu.

ROZGRZEWKA PRZED BIEGANIEM – DWA SŁOWA

Wszystkim jednak polecam być mądrzejszymi ode mnie i trochę poskakać, zanim wybiorą się na robienie dystansu życia.  Można to zrobić nawet w domu. Parę skoków w miejscu, trucht – nie trzeba nawet wybiegać z pomieszczenia, w którym się przygotowujemy do biegu. Do tego skłony tułowia, skrętoskłony, krążenia bioder… To tylko kilka mało wymagających minut, a mogą zmienić jakość biegu. Ja doświadczam tego głównie przed biegami zorganizowanymi, więc najwyższy czas przenieść uwagę na dyscyplinę, w której rozgrzewki nie opuszczam nigdy – jeśli siedzę za sterami.

ROZGRZEWKA NA INDOOR CYCLING – TROCHĘ WIĘCEJ SŁOWA

Jest równie ważna jak w każdym innym treningu. Po to, by zaadaptować organizm do wysiłku, by łatwiej przejść przez trudniejsze chwile obciążeniowe, by mięśnie pracowały sprawniej. Wreszcie po to, by najzwyczajniej w świecie nie zrobić sobie krzywdy: nierozgrzane ciało, od którego wymaga się sportowych wyczynów, jest bardziej podatne na kontuzje.

Jeśli idę na zajęcia, na których nie zdążę się porządnie rozsiąść, a już każą wstać, to dużo mi to mówi na temat tego, co dane mi będzie przeżyć. Na prawidłowo rozplanowanych zajęciach pierwsze 8-10 minut jest przewidziane dla jazdy na siedząco, więc coś takiego jak „rozgrzewka w górze” to chyba jakiś element fristajla, łakamakafon. W górze zawsze się pracuje, głównie z obciążeniem, a jeśli nie, to w standing joggingu, który na rozgrzewkę raczej też się nie nadaje ze względu na swoją intensywność. Zatem niech wybaczy mi każdy instruktor, do którego wskazówek nie będę się stosować, jak mi w trzeciej minucie krzyknie „góra!”. To nie znaczy, że mam focha, tylko że o siebie dbam i dołączę za chwilę, bo wstyd mi będzie nie dotrwać do końca przez zbyt szybki zryw…

Prędkość rozgrzewki? Do 100 obrotów na minutę, ale zdarzają się zajęcia, kiedy przejedziemy z grupą takich 8 minut (czyli 800 obrotów. A mówią, że matura z matmy niepotrzebna!) i nie czujemy ciepła. Wiem: można wyłączyć klimatyzację, ale można też  przyspieszyć o dwa obroty i krzywda się nikomu nie stanie (ale cśśś, podręczniki mówią co innego). Kadencję 80, czyli minimalną na początek, odczuwam raczej jako podjazd i unikam takich prędkości na początek zajęć. Na rozgrzewce, jak w każdej części, obciążenie jest dostosowane do muzyki, a na osiemdziesiątce to mi się lekko pod górkę robi. Jasne, na wolnym kole też nie jeździmy, ale góry na początku nie są wskazane.

Zatem rozgrzewaj się, na zdrowie! I pilnuj instruktorów. Dobrego poznasz po tym, jak zaczyna.

I jak kończy. I co robi w trakcie. I w ogóle, w ogóle.

Podaj dalejShare on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *