Cecha, którą najbardziej lubię w ludziach

6 czerwca 2017

Paulina
Dla Pauliny.

„Uczono nas na kursie, że grupa jest tak silna jak jej najsłabsze ogniwo. Wybaczcie, ale dzisiaj będziecie musieli przeżyć zajęcia dostosowane do mojego poziomu” – takim tekstem zdarzyło mi się kiedyś zacząć zajęcia, co większość grupy przyjęła ze śmiechowym entuzjazmem. 

Wierzę, że to również dobre rozpoczęcie krótkiej refleksji, z którą dziś przybywam. 

Czasem, z okazji wielkiego święta typu Znajomi Wpadają na Planszówki, robię coś bardzo dla siebie nietypowego, to znaczy piekę ciasta. Z reguły aktywność taka kończy się sukcesem i okruchami, ale raz zdarzyło się, że zamiast ¾ szklanki mleka dałam 3-4 szklanki mleka i ciasto ani myślało się urobić. Normalnie nie potrzebowałabym w tym przypadku pomocy szlachetnego księcia z bajki, by wyrównał proporcje, bo sama bym do tego doszła po wcześniejszym zapewnieniu sobie solidnej dawki śmiechu z siebie, ale… Tamtego wieczora dopadła mnie czarna rozpacz.

Teraz oczywiście się z tego śmieję, ale wtedy, kiedy zamiast jednej drożdżówki ostatecznie wyszły dwie wiedziałam, że należy popracować nad czymś, co miałam od zawsze, ale pozwoliłam, by ode mnie uciekło. Cecha, którą uwielbiam w ludziach.

DYSTANS DO SIEBIE

Bardzo lubię ludzi, którzy potrafią się śmiać z samych siebie, ponieważ świadczy to o jednej ważnej rzeczy: po prostu darzą siebie sympatią. Z takimi osobami nie boję się żartować, bo wiem, że wszelkie dowcipy zostaną ciepło przyjęte i nie urażę ich może nie do końca przemyślanym tekstem. Dzięki temu nasze relacje stają się swobodne, a swoboda… No cóż, nie każdej relacji jest dana, dlatego doceniam podwójnie! Osoby, przy których nie musisz się zastanawiać, co powiesz, to prawdziwy skarb.

Myślę, że ludziom ze sporym dystansem do siebie o wiele trudniej jest sprawić przykrość. Pewnie w każdym otoczeniu znajdą się osoby, które uwielbiają wbić komuś szpilę czy to na temat wyglądu czy zachowania. Jeśli nie weźmiemy takich uwag zbyt mocno do siebie, prawdopodobnie krócej będziemy zastanawiać się nad jakąś celną, uśmiechniętą ripostą. O wiele inne jest również podejście to tak zwanej „konstruktywnej krytyki” – zamiast koncentrować się na tym, jak bardzo nam coś nie wyszło, przyjmujemy cudzą opinię i na chłodno oceniamy, czy jesteśmy w stanie coś naprawić lub następnym razem zrobić coś lepiej.

Nie trzeba być pilnym obserwatorem mediów, by wiedzieć, że na świecie co chwilę dzieje się coś tragicznego. Jeden odcinek „Polskich dróg” w tygodniu i przescrollowanie fejsbuka raz dziennie wystarczy, by być przekonanym, że na każdym kroku czyha na nas niebezpieczeństwo… Dystans do siebie ratuje nas przed tym, by małe, codzienne potknięcia nie urastały do rangi kolejnych nieszczęść.

Druga broda na zdjęciu? Złe proporcje w cieście? Kolejna przegrana podczas gry w ulubioną planszówkę? Literówka w mailu do klienta? Jak miło jest to wszystko obśmiać! To duży komfort: móc zdecydować, jak poważnie podejdziemy do „błędu”, który przed chwilą popełniliśmy.

A błędów, potyczek, małych i większych porażek zaliczymy w życiu naprawdę mnóstwo. Dobrze jest więc sporo powodów do śmiechu.

 

Podaj dalejShare on FacebookTweet about this on Twitter