Cele sportowe 2016 – aktualizacja…

 

Jeśli dużo czasu spędzacie na prosportowych blogach, pewnie wychodzicie z założenia, że biegacze i inni beznadziejni w trzech dyscyplinach są niezwykle skoncentrowani na swoich celach, a w dążeniu do nich – wytrwali. Nie ma lekko i mimo tego, że włosy w nosie pokrywają się szronem albo po dwóch krokach ma się w nogach bajoro, dzielnie wychodzą na trening. O szóstej rano.

Też się cieszę, że są tacy ludzie.

Moja etatowo-radiowo-indoorowa rzeczywistość wygląda zgoła inaczej i choć pamiętałam o niej, wyznaczając cele sportowe na 2016 rok, nie sądziłam, że życie tak szybko zweryfikuje moje zamierzenia. A raczej każe znaleźć odpowiedź na tylko-Laska-wie-jak ważne pytanie: ALE PO CO?

Poznań Półmaraton

Mimo biednego kilometrażu nie tracę nadziei. Sprawdziłam już, jak to jest robić półmaraton po aspirynie, po słodyczowej zimie, w czasie zajechania 10h IC w tygodniu… Tym razem sprawdzę, jak do startu mają się nie wybiegane kilometry, ale tabata. Jeśli dobrze, to… zacznę udostępniać herezje, jak to można w miarę dobrze przebiec połówkę bez robienia kilometrażu. W każdym razie w przypadku tego biegu bardzo wiele działa na moją korzyść, a im bliżej 17 kwietnia, tym mam większy apetyt na niepohamowaną radość na mecie. I będzie mi bardzo, bardzo smutno, jeśli nie wyczeszę życióweczki.

Bieg Papiernika

W zasadzie to wszystko jak wyżej, poza tym, że krócej, intensywniej i prędzej z głowy.

Terenowa Masakra

Jednak nie zapłacę 109 zł (albo więcej, bo czas ucieka) za kąpiel błotną. Podobno kto chce, widzi możliwości, kto nie – szuka przeszkód… I właśnie w tym przypadku jestem tym drugim ktosiem. Po prostu mi się nie chce tak sponiewierać „dla wielu lajków pod zdjęciem w błocie”. Sama lajki chętnie dam.

Bydgoszcz Triathlon

W bluzie BT biega się bardzo dobrze! Jeśli już się biega. Nadal utrzymuję, że odcinkiem, na którym chcę urwać minuty, jest przebieranie się.

Poznań Maraton

Żaden z powyższych celów tak mnie nie przeraża jak ten i coraz bardziej wątpię, że pokuszę się o jego realizację. Z moim trybem życia i predyspozycjami mogę sobie pobiec poniżej pięciu godzin, a ta perspektywa niespecjalnie mnie satysfakcjonuje. Choć są śmiałkowie, którzy dają się na ten dystans bez przygotowania, ja obstaję przy tym, że do pokonania ponad czterdziestu dwóch kilometrów potrzebne są wcześniejsze wybiegania. Oczywiście, mogę wszystko poświęcić dla przebiegnięcia maratonu w świetnym czasie i na przekór swoim ograniczeniom, ale… Nie mam takiej potrzeby. Nie sądzę, żeby było mi to potrzebne do szczęścia, a by podbudować morale to jednak wysoki koszt. Maraton to zbyt poważna sprawa, by traktować ją pobieżnie, a zarazem za mało ważna dla mnie, by dostosowywać pod nią pozostałe zajęcia. Niedosyt po październiku 2013 jest najwyraźniej zbyt mały, by zmusić mnie do poświęceń na rzecz przygotowań do królewskiego dystansu.

Reasumując: doceniam, że mogę wszystko zrealizować. Ale jednak nie wszystko chcę.

Trochę ta moja aktualizacja odbiega od lansowanego podejścia do swoich celów, ale trudno. Autentyczność to też ważna rzecz, więc nie będę Wam tu wkręcać, jak to pięknie trenuję poza indoorem i mam apetyt na maraton. No i przy okazji pokazuję dowód na to, że publiczna deklaracja niekoniecznie zobowiązuje do regularnego trenowania i realizacji… Jeśli sam wystarczająco czegoś nie chcesz.

A jak tam u Was przebiega weryfikacja planów życiówkowych? :)

Podaj dalejShare on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

Komentarze (2)

  1. Lubię tą naturalność u Ciebie na blogu. Najgorsi są Ci co cały czas piszą jak jest świetnie, a później że trzeba się zatrzymać i jednak wszystko poukładać… Na agatamusz wszystko wiem na bieżąco, bez pierdolenia ; )

    Weryfikacja planów życiówkowych rewelacyjnie na tyle, że jutro odpowiem Ci linkiem na swoim blogu! : D

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *