„Chrzań te diety” – chwytliwy tytuł… i co jeszcze?

19 sierpnia 2017

 chrzan_te_diety

Sobotnie popołudnie z kawą, poprzedzone uśmiechniętymi zajęciami IC na Miedzyniu i sauną – ach, cały pracujący tydzień można czekać na taki czas. Naprawdę, nawet problemu pierwszego świata nie jestem w stanie na tę chwilę wymyślić, czując, jak mi się łydki rozluźniły od ciepła i wiedząc, że nie muszę się z najwygodniejszego łóżka ruszać co najmniej kilka godzin. Chociaż… zobaczymy, czy Organizm nie zdecyduje po tej kawie, że jednak trzeba się przemieścić do innego pomieszczenia.

Nie o tym jednak chciałam!

Jako że na blogu wciąż istnieje kategoria o nazwie „Bez diety”, która była zaktualizowana chyba jeszcze za czasów blondu na mojej głowie i dodatkowych kilogramów na brzuchu (czyli „bez diety” w praktyce) postanowiłam opowiedzieć Wam o książce, która ostatnio wpadła mi w ręce. Trochę dlatego, że miała niebieską okładkę, a trochę przez tytuł.

„Chrzań te diety” – czyż taki rozkaz nie brzmi zachęcająco? Dodatkowo na okładce widzimy kobietę objadającą się ciastem, a po jej zaniepokojonym spojrzeniu widać, że docierają do niej krzyki mądrych głów: „cukier!”, „laktoza!”, „gluten”… Skoro mamy chrzanić diety, to czy spodziewać się, że w książce znajdziemy usprawiedliwienie dla wieczornego podjadania, sposób na ładną figurę bez wyrzeczeń i oficjalnie przyzwolenie na gluten?

Jeżeli ktoś tego oczekuje, srogo się zawiedzie. Pamiętajmy, że jedną z autorek jest dietetyk, zatem na pewno klauzula sumienia nie pozwala jej na zachęcanie czytelników do żywieniowych grzechów. Bardzo doceniam sposób  przekazywania wiedzy przez Agnieszkę Piskałę – przepraszam za brak wyszukanego słowa, ale ten styl jest po prostu… normalny. W dobie dietetyków, z których każdy chce ludziom wcisnąć swoją prawdę, i to najczęściej na większą skalę niż tylko w swoim gabinecie, okraszając „zero glutenowo-laktozowo-cukrowy” wpis swoim zdjęciem z ręki na fejsbukowym profilu, spokojne wyłożenie swoich racji jest przeze mnie naprawdę mile widziane. Świetnie czytało się tekst traktujący o odżywianiu, który nie opiera się na skrajnościach i nie powoduje, że człowiek ma wrażenie, iż zewsząd czai się żywieniowe zło… 

Zawodowe wspominki i dietetyczne wskazówki Agnieszki Piskały przeplatane są rozdziałami, w których dziennikarka Krystyna Romanowska rozmawia z coachami, psychoterapeutami i lekarzami. To dzięki nim inaczej spojrzałam na kwestię tak modnych ostatnio detoksów oraz marnowania jedzenia. Ponadto sporo treści poświęconych jest dzieciom, więc jeśli zastanawiasz się, jak postępować w przypadku Twojego małego Tadka-Niejadka i jak zachęcić dziecko do smakowania różnych rzeczy, pewnie zainteresuje Cię kilka rozdziałów.

To lekka lektura, którą prawie w całości pochłonęłam w trakcie podróży Warszawa – Bydgoszcz; pani Piskała pewnie jest ze mnie zadowolona, żem książkę pochłonęła, a nie paczkę landrynek. „Chrzań te diety” napisano przystępnie, z humorem, dając przy okazji do myślenia, szczególnie jeśli mowa o naszych żywieniowym zachowaniu z psychiką w tle. Żałuję, że niektóre kwestie nie zostały szerzej opisane, ale wydaje mi się też, że w takim przypadku książka trochę straciłaby na wspomnianej przeze mnie lekkości.  

Myślę, że wielu zagubionym w dietetycznym świecie osobom ta lektura pozwoli może nie od razu chrzanić diety, ale na pewno porozmyślać nad tym, co popycha człowieka do określonych żywieniowych zachowań i nabrać dystansu do treści na temat jedzenia, które zewsząd nas atakują. A dystans, szczególnie w branży fit, bywa ostatnio towarem deficytowym. 

Podaj dalejShare on FacebookTweet about this on Twitter