Czego nie postanawiam na 2017 rok

1 stycznia 2017

explore

Aaaaa, 2017!!! Pod koniec roku będę mówić trzema językami, ważyć 70 kg i trzy razy wypocznę na egzotycznych wakacjach! Oh, wait…

Zastanów się raczej, czego nie postanawiać.

Życiówek

Sprawa sygnalizowana na tym blogu tyle razy, że aż samej nie chce mi się już tym pisać, a co dopiero Wam czytać.

Zamiast tego: rolowanie, regeneracja, raz w tygodniu inna jednostka treningowa niż IC. Może też zachce mi się znów notować swoje treningowe wyczyny, tj. odkurzę konto na Endomondo…

 

Idealnego odżywiania

Uważam, że sprawa wagi zaczyna się w głowie i jak tam jest wszystko naprawione, to i walka o wymarzoną sylwetkę bywa łatwiejsza niż wtedy, gdy człowiekowi towarzyszy ogromna presja. Zawsze chętnie postanawiałam, jak to wspaniale będę odżywiać się od nowego roku, ale nigdy nie byłam do końca zadowolona z realizacji postanowień. Teraz jest po prostu… normalnie. I to chcę utrzymać. Co nie zmienia faktu, że choć trochę zadziałam w tej sprawie, bo od miesiąca i tak folguję sobie niemiłosiernie.

Zamiast tego: mniej słodyczy i jedzenie w pudełkach do pracy (zdrowie + oszczędność).

 

Regularnego pisania bloga

Postanawiałam to ostatnie pół roku, a doba i tak się nie wydłużyła, ani i ja nie zaplanowałam jej tak, by móc napisać coś sensownego, co widać po ostatnich blogowych tygodniach. Mierz siły na zamiary, mówią… 

Zamiast tego: Jeden tekst w tygodniu to cel realny, a jego realizacja sprawi, że będziecie wciąż chętnie tu wpadali. I jakoś prościej wpisać to w kalendarz niż co drugi dzień „blog” z myślą, że przecież i tak nie podołam. A zawodzenie siebie nie jest nikomu potrzebne.

 

Ileś tam książek rocznie

Akcja fejsbukowa o przeczytaniu 52 książek jest zdecydowanie pozytywną inicjatywą, ale ja oczywiście jestem bardzo czepialska i powiem, że lepiej przeczytać 30 porządnych, niż 52 Grey’e. Niemniej, mimo postanowienia o czytaniu większej liczby książek, nie pochłonęłam pewnie nawet tych 30 porządnych, co już samo pokazuje, że nie powinnam się wypowiadać o czyichś akcjach.

Zamiast tego: Nie będę sobie narzucać pomysłu o liczbie tytułów, z którymi trzeba się zapoznać, by trzymać poziom. Czytanie w każdej chwili, w której ostatnio wolałam scrollować treści z neta wydaje się rozsądnym pomysłem. Ubogaci mnie to bardziej. W końcu chyba nie po to uczyłam się czytać, by poznawać świat przez obrazki z Instagrama…

 

Podboju świata każdego dnia

Pułapka produktywności – pewnie nie tylko ja wpadam w nią każdego dnia. Mam tyle do zrobienia, więc wpiszę w kalendarz co się da! Wieczorny rachunek sumienia nie raz pokazuje, że zestaw głowa-ręka nie wiedział, co czyni, planując dzień wcześniej tyle zadań.

Zamiast tego: cowieczorne planowanie kolejnego dnia w kalendarzu z realnym podejściem, co jestem w stanie zrobić. Dobra wiadomość jest taka, że jak się człowiek czymś jara, to chętniej przychodzi realizacja, nawet, jeśli zadań jest natłok.

 

Uff! Dobra, brzmi realnie. Zwierzę Wam się jeszcze, że rok 2017 roboczo ma u mnie nazwę „Rok Zapierdalania” i zgodnie z nadanym mu tytułem mam zamiar postępować. Dla Was też wszystkiego dobrego i dużo mocy na ten rok! Realizujcie wszystko, co sobie postanowiliście i w grudniu o tym pogadamy. No właśnie… Co to takiego?

Podaj dalejShare on FacebookTweet about this on Twitter
  • ladna

    W zeszłym roku szukałam postanowienia, które pozwoli mi trochę schudnąć i być w lepszej formie, ale cele w stylu: „schudnę 5kg”które powtarzałam co roku zupełnie mnie nie motywowały. Dlatego podeszłam do tego trochę inaczej i postanowiłam, że w 2016 wezmę udział w biegu na 10km. I udało się. :) Pobiegłam nawet w dwóch imprezach. A utrata wagi i lepsza kondycja przyszły jako efekty uboczne.
    Dlatego plan na 2017 to udział w półmaratonie. Cel wydaje mi się realny, ale dodatkowe kciuki trzymane w tej sprawie na pewno by nie zaszkodziły :)

    • Półmaraton to wspaniały dystans. Jakie miasto i bieg wybrałaś?

      • ladna

        Wybrałam bieg u siebie, czyli PZU Półmaraton Warszawski pod koniec marca.