Czego uczy praca instruktora?

 

Bycie instruktorem to świetne zajęcie. Musisz dużo z siebie dać, ale równie wiele odbierasz w nagrodę! Tysiące kropel potu i czasem zdarte struny głosowe dają prowadzącemu profity nierzadko większe niż kasa za te wyjeżdżone czy wyskakane godziny.

Czego zatem uczy praca instruktora?

ODWAGI

Zwłaszcza na samym początku pracy. Założę się, że nie każdy prowadzący, kiedy zaczyna swoją przygodę, kipi pewnością siebie i nie robi mu nic: a) zwrócenie komuś uwagi, że z tym siodełkiem to zjebał odrobinę przesadził; b)zwyczajne zagadanie do grupy przed lekcją. Prowadzenie grupy kilkunastu osób oprócz tego, że może podszkolić w komunikacji interpersonalnej, to ciągle zmusza do przełamywania się. Gdybym kiedykolwiek miała duże opory przed zagadywaniem do obcych ludzi, instruktorstwo pewnie skutecznie by mnie z tego wyleczyło. No ale ja bywam raczej bezpośrednia (taka wskazówka, jakby ktoś kiedyś chciał coś ode mnie, ale się wstydził spytać :)).

A skoro już tak pracuje się z ludźmi, to warto nauczyć się…

DYSTANSU DO CUDZEJ OPINII

Oczywiście nie chodzi o ślepe zapatrzenie we własne prawdy i nie branie pod uwagę sugestii kogokolwiek innego. Mam na myśli to, że praca instruktora (jak i pewnie każda „usługowa”) pokazuje dosadnie sens zdania: „Jeszcze się taki nie urodził, co by każdemu dogodził”. Kiedy na zajęciach znajduje się powiedzmy piętnaście osób, nie ma szans, by każdego zadowolić co do sekundy. Ostatnio podczas jednej godziny miałam na sali spinningowca, jedną początkującą, trzy osoby bardzo zaawansowane, jedną z dużą otyłością, kolejną bardzo przemęczoną. Choćbym nawet się mocno wygimnastykowała i pojechała choć trochę „pod każdego”, zajęcia jako całość nie miałyby zupełnie sensu.

Na szczęście taki trening to nie spanie w pięciogwiazdkowym hotelu i większość osób wie, że tutaj jeden człowiek może i próbować nad nimi skakać, ale tak naprawdę liczy się praca włożona przez nich samych. Jeśli ktoś tego nie wie i nawet powie Ci coś niemiłego, to prawdopodobnie nie musisz się tym przejmować, bo ta osoba już nigdy nie pojawi się na Twoich zajęciach.

ROZWOJU

Nie wyobrażam sobie pozostać przy bejsiku i polecam każdemu zainwestowanie w doszkalanie się. Oprócz tego, że będzie się miało więcej do zaoferowania innym, to samemu nie skiśnie się z nudy i nie zacznie tworzyć bytów ponad potrzebę. Pasję też trzeba pielęgnować, a poszerzanie horyzontów w ulubionym temacie to najlepszy sposób na pozostanie w lekkim stanie zakochania w stosunku do tego, co robimy na co dzień.

I wreszcie… Ta praca uczy UŚMIECHU.

Choć może to na wyrost stwierdzenie, bo ja na przykład nie mam z nich problemów nawet bez łatki instruktora, a z kolei kogoś innego nawet perspektywa nadchodzących zajęć nie zachęci do szczerzenia się. Nie wątpię jednak w to, że podstawą pozytywnej energii na zajęciach jest choć trochę zacieszający prowadzący, a najlepiej, jeśli nie czuje się do tego zmuszony.

Ach, no i jeszcze. Praca instruktora uczy regularnego robienia prania.

Podaj dalejShare on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

Komentarze (2)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *