Detoks cukrowy: podsumowanie

 

W niedzielę minęły trzy tygodnie detoksu cukrowego. Uf… Nie sądziłam, że dam radę. Szczerze mówiąc, to wydaje mi się, że nie podołałabym, gdyby nie to, że nie trenowałam dużo (poza zajęciami dwa razy w tygodniu i trasami w terenie) i to, że ten czas był intensywnie przeżywany i mało myślałam o jedzeniu. I w ogóle mało myślałam. Co za komfort, swoją drogą…

Ja już swoje przeżyłam, teraz może czas na kogoś z Was. Dlaczego warto? Nie wiem, co będzie najbardziej przekonywające. Gładka skóra? Brak opuchlizny na brzuchu? Bardziej zarysowane mięśnie? Stały poziom energii? A może jaśniejsze myśli?

Spodziewałam się, że to pierwsze dni będą najgorsze, a potem jest już z górki i Organizm się przyzwyczai. Myliłam się; a więc decydując się na taką akcję, trzeba być gotowym na wszystko. Dla mnie najgorsze były ostatnie dni, ale tutaj znowu w  grę może chodzić psychika. Jak widać, są to rzeczy nierozerwalne, a jedzenie tak często jest w głowie…


Jak przeżyć detoks cukrowy w miarę bezboleśnie?


– Łatwiej, kiedy ktoś jest z Tobą. Jasne: nie zawsze można zaangażować całą rodzinę, czasem wręcz zupełnie nie ma się wsparcia i wypada mieć osobne gary. Wówczas równie warto zaopatrzyć się w podwójną dawkę motywacji. Super jest, kiedy można osobę, z którą się mieszka, też zaangażować w akcję i tym samym wspierać się wzajemnie. To, że ktoś nie zajada się obok czekoladą, działa naprawdę uspokajająco.

– Nie traktuj mimo wszystko tego eksperymentu jako cudu, jako kolejnej diety.  Zaniedbań z kilku miesięcy czy lat nie naprawi się w trzy tygodnie. To może być świetny wstęp do dalszego działania, ale nigdy jakaś cudowna recepta na zrzucenie kilogramów w krótkim czasie.

– Kojąco działają również inne aktywności. Umówmy się – bardzo często jedzenie ma być po prostu przyjemnością czy pomagać rozładowywać napięcia, nierzadko nie zdajemy sobie z tego sprawy i działamy na przykaz podświadomości. W czasie detoksu można zorientować się, jak cukier wpływa na główkę, ale zauważa się  również, że można go sobie zastąpić innymi rzeczami, które zrobią dobrze. Fajnie się akurat zakochać na detoksie, czy coś… (Ale praktyczna porada, aż sama jestem pod wrażeniem… No, ale może komuś to przychodzi bardzo łatwo, to niech planuje fruwanie nad ziemią akurat na te magiczne trzy tygodnie).

Dwadzieścia jeden dni to czas, kiedy – według różnych rozwojowców – można wypracować sobie nowy nawyk. I to się zgadza, taki styl żywienia się może wejść w krew. Szczególnie, kiedy odkryje się płynące z tego korzyści. Nie mam zamiaru za chwilę rzucić się na wiadro Cart Dorów, nie pochłonę milki albo dwóch, nie zjem słoika nutelli. Bo nie mam na nie ochoty? Cóż, mam ogromną. Ale wreszcie większą przyjemnością jest dotknięcie płaskiego brzucha, spojrzenie w lustro na gładką cerę, dobry humor bez dziwnych zjazdów. To wszystko jest cenniejsze niż chwila czekolady rozpływającej się w ustach.

Choć wiadomo, że i tak się skuszę. Ale dopiero, kiedy będę pewna, że degustacja zakończy się na kilku łyżeczkach nutelli, a nie wtedy, gdy zobaczę dno słoika. A na to jeszcze potrzeba czasu i pracy.

Detoksujcie. Polecam, Agata Muszyńska.

Podaj dalejShare on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

Komentarze (4)

    1. Karol, z własnego doświadczenia wiem, że zakochanie wychodzi naturalnie i nie jest w pełni zależne od Ciebie, więc jak nie wiesz co wybrać, to może należy zmienić wybrankę? :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *