Gdy chętnych jest więcej niż rowerów

14 stycznia 2016

alana2302-1560x1040

Zima to sezon ogórkowy dla wielu biznesów, ale nie dla klubów fitness. Stają się one podobne do plaży latem i lidla w okresie karpiowym.

Dla instruktorów to czas jednocześnie miły i wymagający. W końcu zajęcia w komplecie dają dużą satysfakcję. W okresie zimowym jest to normalka i to jest ten miły akcent. Czas ten również sporo od nas wymaga: pojawia się wiele nowych osób, trzeba umiejętnie dobierać poziom zajęć, wprowadzać ludzi w ten nowy dla nich świat. Niestety (stety?), trzeba też trenować asertywność. W przypadku zajęć fitness nie ma większego problemu ze wstępem na zajęcia. Wystarczy kawałek wolnej podłogi i jedynym ograniczeniem jest to, czy wsadzimy komuś łokieć w oko podczas rozgrzewki.

Jeśli zaś chodzi o indoora, oczywistym jest, że do treningu trzeba mieć rower – najlepiej nie swój. W związku z tym wiele klubów decyduje się na wprowadzenie rezerwacji na zajęcia, kończąc z zasadą „kto pierwszy, ten lepszy”. Okazuje się jednak, że również w tym przypadku trzeba ustalić obowiązujące zasady… Optuję za tym, by rezerwacja była ważna do pięciu minut przed rozpoczęciem zajęć. Oznacza to, że jeśli chcesz wpaść pojeździć na 18:00, o 17:55 jesteś już na sali. W przeciwnym razie Twoja rezerwacja przepada i na zajęcia wchodzi ktoś, kto się pojawił bez zapisów albo jest na liście rezerwowej.

Pomyślisz, że to niesprawiedliwe: w końcu zapisywałeś się, to rower powinien czekać. Tak, zgadzam się z tym. Niestety, nie wszyscy są tak słowni i najczęściej zdarza się, że brak punktualnego przyjścia oznacza nieprzyjście w ogóle. Rower stoi niewykorzystany, a chciało na nim pojechać z pięć osób… Przykro jest odprawić z kwitkiem kogoś, kto przychodzi na salę o 18:01 i widnieje na liście. Ale już brać do siebie focha kogoś, kto przybywa po rozgrzewce i ma pretensje, że nie ma dla niego miejsca, nie uważam za konieczne. Rozumiem,że foszek może się przedłużyć i już nie zobaczę spóźnialskiej na zajęciach, ale takie ryzyko trzeba podjąć, by ktoś inny mógł skorzystać.

Wiem, że to usługa, że płacisz za nią, że czasem trudno dojechać na czas w popołudniowych godzinach, bo poślizg w pracy albo gorzej – na drodze. Mimo tej wiedzy musimy czasem postąpić inaczej, niż jest od nas oczekiwane przez rezerwujących miejsce. Trening ma się zacząć punktualnie, bez rozpraszaczy w rodzaju instruktorskich tłumaczeń, dlaczego miejsce nie było grzane. To sprawi, że nadal będzie on trochę… luksusowy. W końcu takim się staje, skoro dostęp do niego mają tylko najwytrwalsi.

I spokojnie. Postanowienia noworoczne zaraz się skończą.

Podaj dalejShare on FacebookTweet about this on Twitter
  • Olimpia

    No mam nadzieję, że się skończą, bo muszę przyznać, że zdębiałam, jak się okazało, że nie ma miejsc na TRX na godzinę 8 w poniedziałek ;<

    • A to dopiero szaleńcy! Spoko, to minie… :)

      • Olimpia

        Myślałam, że tylko tylko we mnie i kilku osobach (które się nie zmieniały) tkwi tyle szaleństwa ;P

  • Karolina Hołownia

    Sprawiedliwe czy niesprawiedliwe należy uszanować,a nie brać na piedestał „bo zapłaciłem/zapłaciłam i mi się należy”. Zdecydowanie przydałoby się więcej empatii :)

  • Ooo… o punktualności to ja mogę długo, bo nienawidzę spóźniania. Zresztą mam taki temat na swojej liście;) W kwestii fitnessowej należy się szacunek w obie strony – instruktor niech zaczyna punktualnie, a klient niech się nie spóźnia. Niestety tak jak piszesz klienci często wymagają bo płacą itp itd . Podejście „klient nasz pan” nie do końca jest mi bliskie. W przypadku rezerwacji najgorsze jest gdy klienci nie odwołują rezerwacji i potem jest sytuacja, że 5 osobom odmówiło się uczestnictwa, a finalnie zostało kilka pustych miejsc. Dodatkowy problem to uczestnicy z kartami Multisport – tu nie mają ciśnienia, nie odwołują bo po co? Temat rzeka…