II Bieg na Miedzyniu

20 czerwca 2016

  13445659_1029986373758234_5635723492889138203_n

Miałam na studiach taki przedmiot, co się zwał „edukacja regionalna”. Przez formułę i atmosferę szczerze go nienawidziłam, a wraz z tróją w indeksie postanowiłam raz na zawsze o tym zapomnieć. Nie oznacza to jednak, że zagadnienia związane z małą ojczyzną są mi zupełnie obce. Wprost przeciwnie – bardzo mnie interesują! Tym bardziej cieszy fakt, że coś takiego można troszeczkę połączyć z bieganiem. 

 
Bieg na Miedzyniu to małe, lokalne wydarzenie, zorganizowane w tym roku po raz drugi. Lokalny był też humor, bo podczas konkursów można było śmiać się pod nosem, odpowiadając na pytanie, które ulice są na Miedzyniu utwardzone. Kto uszy miał na swoim miejscu, dowiedział się też co nieco o patronach miedzyńskich ulic. Młodzież może bardziej interesowały umięśnione klaty usytuowane kilkadziesiąt metrów dalej, ale ja chętnie uzupełniłam ubytki w swojej wiedzy.
 
Jeżeli chodzi o sam bieg, można by porównywać, co zostało poprawione od zeszłego roku, o ile… w ogóle byłoby co poprawiać. 
 
Pięć kilometrów w większości poprowadzone po lesie to świetny sposób na sobotnie rozbudzenie. Tym bardziej jeśli wiesz, że biegnie z Tobą trzysta osób. Co do samego biegu nie mam większych uwag czy rozwlekłych zdań do napisania. Wszystko z prostego powodu: zanim się rozkręcisz, już jesteś na mecie. Początek biegu na Miedzyniu jest dosyć luźny i prowadzi z górki, dzięki czemu wybałuszyłam oczy po pierwszym kilometrze, widząc na garminie 5:15min/km. Potem, przez spore ulewy, czekały na biegaczy miniprzełaje. A ten, który na ostatnim kilometrze nie zdołał już docisnąć, mógł liczyć na to, że rąbnę go w plecy i każę dzidować. ;) Na koniec winylowy medal; jakie nagranie można tam znaleźć, pisałam Wam na instagramie.
 
13432355_1029986427091562_2224669062617601652_n
To są te nogi,które rosną od dokręcania. I pobiegowy burak
 
Na uwagę zasługuje cała otoczka biegu. Oprócz tego, że otwarto plac zabaw dla dzieci, można było spróbować swoich sił w na drążkach. Ponadto swoje umiejętności zaprezentowały psy straży miejskiej – dla mnie, zadeklarowanej psiary, był to świetny akcent przedbiegowy.  Jednak wszystko pobił chyba bon do nadleśnictwa, który otrzymałam w pakiecie startowym. Widziałam, że i Wam się spodobało. No przecież to świetny pomysł! Mój miłorząb znalazł już dobry dom i tylko patrzeć, jak będzie rósł. „Zobacz, a to drzewko babcia wybiegała na Miedzyniu…”
 

IMG_20160618_105039

 Miłorząb gdzieś w tle, na pierwszym planie świerk koreański
 
Babcia – dobrze brzmi. Ale że czas leci, nie martwię się w ogóle. Porównując zdjęcia z biegu zeszło- i tegorocznego utwierdzam się w przekonaniu, żem jak wino. Mój wynik też, bo o minutę krócej biegłam niż ostatnio. Czymże jednak jest ta piątka w obliczu tego, że za 20 dni triathlon…
Podaj dalejShare on FacebookTweet about this on Twitter