Ile zarabia instruktor Indoor Cycling?

30 marca 2017

ile_zarabia_instruktor

Ile zarabia instruktor indoor cycling? To pytanie na pewno spędza sen z powiek tym, którzy do tej profesji aspirują, po cichu licząc na to, że będzie to mogło być ich jedynym źródłem utrzymania. Czy rzeczywiście, dostając rowerowe godziny w klubie fitness, można pozwolić sobie na rzucenie wypowiedzenia w etatowej pracy i pochwalenie się światu, że odtąd będę zarabiać na pasji?

Odpowiedzieć można jak na większość pytań… „To zależy”.

Zacznijmy od tego, że prawdopodobnie im większe miasto, tym na wyższe stawki godzinowe można liczyć, z grubsza: od 30 zł/h.   Jak kariera się rozwinie, a certyfikatów przybędzie to zdaje się, że w kwestii zarobków ogranicza instruktora już tylko wyobraźnia… albo manager klubu, w którym jeździmy. Trudno mówić o jakiejś górnej granicy. Podczas jednego ze szkoleń w Warszawie usłyszałam od właścicielki jednego z klubów, że początkująca zumbiarka zawołała stówę za godzinę zajęć. Jak to mówią: „twoja praca jest warta tyle, ile ktoś jest w stanie za nią zapłacić”. Czy jakiś indoorowy instruktor też tak kozaczy po bejsiku? Nie poznałam takiego osobiście, ale kto wie, co tam się wyrabia w stolicy. Poza tym coraz głośniej mówi się o tym, że kluby wolą zatrudniać niewykwalifikowane osoby za mniejsze pieniądze, niż dać godziwą stawkę tym z doświadczeniem i papierami. Wracasz z kursu z wyższym poziomem i masz zbierać swoje manatki – takie historie też można usłyszeć w fitnessowym światku.

Wracając jednak z zagłębia plotek do konkretów… Idziesz na godzinę do „pracy” i dostajesz co najmniej 30 zł, podczas gdy smażąc frytki w młodości pobierałeś z kasy 5 zł netto za ten sam czas – brzmi kusząco? Chyba jednak nie tak bardzo – nie znam chyba żadnego instruktora, który żyłby tylko z cyclingu. Owszem, są osoby, których głównym źródłem dochodu jest właśnie prowadzenie zajęć, ale są to najczęściej kombosy cycling + trener personalny + step + tańczenie na rurze itd.  Dobra, trochę poleciałam z tą rozpiętością ich kwalifikacji, ale domyślacie się, jaki jest zamysł: do indoorowej „pensji” mogą jeszcze dorzucić kasę z prowadzenia innego rodzaju czy rodzajów zajęć. Niekiedy instruktorzy mają własne kluby.

Myślę, że rozważając scenariusz życia tylko z IC trzeba zadać sobie pytanie, ile chcemy zarabiać i czy utrzymywanie się wyłącznie z zajęć da nam poczucie bezpieczeństwa (o ile go potrzebujemy, rzecz jasna). Trzeba liczyć się z tym, że aby pensja była naprawdę godna (i określić, jaka to pensja), swoje wyjeździć trzeba, co na pewno będzie się wiązać ze sporym zmęczeniem materiału w którymś momencie. Tak, słyszę te głosy, że można prowadzić zajęcia z podłogi i nie jechać na petardzie – ja jednak przestałam sobie wkręcać, że kiedyś będę z tych instruktorów, którzy na zajęciach sobie odpoczywają. A jeśli nie chce się lub nie umie spasować, to po 10h w tygodniu naprawdę nawet nie umie się porządnie wypocząć. Oczywiście dla niektórych może to być lepsze niż 8h przy biurku za stałą pensję – szanuję.

Warto pamiętać również, że w branży fitness latem nastaje sezon ogórkowy i może zdarzyć się tak, że letnią porą tych godzin będzie mniej. Czasem przypadają święta, czasem chcesz wyjechać na urlop, a innym razem po prostu się rozłożysz z 39 stopni i ani myślisz o pedałowaniu. A czasem ups! Jesteś w ciąży… (ale skrajności dziś :D) Prawdopodobnie nie masz etatu, więc każde takie odstępstwo od normy sprawia, że comiesięczny dochód spada.

Od początku instruktorstwa swego wiedziałam, że ma to być moja odskocznia i pasja, bez ciśnienia na kasę. Do tej pory, kiedy zdarzy się coś totalnie pozytywnego na zajęciach to wiem, że nie robię tego dla pieniędzy. Ale nie zmienia to faktu, że miło jest dostać co miesiąc wynagrodzenie i wkurzyłabym się, gdyby z jakiegoś powodu mi go nie wypłacono. A bywają i takie kluby, gdzie bywa z tym różnie, obyście się nigdy o tym nie przekonali na własnych spompowanych łydkach. Cieszę się jednak, że ustawiłam sobie to wszystko tak, jak do tego dążyłam: mam pracę etatową, a pasję realizuję po niej, mając coś w stylu dodatkowego zawodu. Wiem, że robię IC, bo to uwielbiam i tego chcę, a nie dlatego że zmusza mnie do tego sytuacja finansowa.

Połączenie etat + indoor cycling w odniesieniu do tego drugiego oczywiście ma w mojej sytuacji swoje minusy, bo nie mogę zawsze brać zajęć jak leci i muszę się trochę w etatowej pracy nagimnastykować, aby IC z niczym nie kolidował. Zdaję sobie sprawę, że takie swego rodzaju uwiązanie nie każdemu jest na rękę i niektórzy wolą zarobić mniej, tylko z fitnessowych zajęć, ale być totalnie wolnym ptakiem. Obojętnie jednak, czy będziecie chcieli z tego żyć czy nie, warto pielęgnować to zajęcie jeszcze z innej strony, ale wciąż ekonomicznej: kiedy z różnych względów główne źródło dochodu się posypie, wciąż pozostaje trochę grosza z IC. Czynszu się może za to nie zapłaci, ale chociaż coś zje, by mieć siłę prowadzić trening. ;)

Wszystko więc zależy od tego, czego się oczekuje i jaki ma się plan na siebie. I na swoją wypłatę.

Podaj dalejShare on FacebookTweet about this on Twitter