Chodzę na Indoor Cycling. Jak wysoko podskoczę?

 

Pewnego pięknego wieczoru, kiedy właśnie wypinałam bloki z pedałów i chowałam płyty po zajęciach, podszedł do mnie uśmiechnięty uczestnik i zapytał, jak rower wpływa na skoczność.

Aby szybko zorientować się w sytuacji, zerknęłam na jego stylówę oraz wzrost, które szybko powiedziały mi, że mam do czynienia z koszykarzem. Wspomnienia ożyły: ja, ciężki pasztet niczym rozpędzona lama, kozłująca i robiąca prawidłowy lewy dwutakt… Powrót do przeszłości był bolesny, więc szybko wróciłam do tu i teraz, po czym z wrodzoną elokwencją i uśmiechem numer pięćdziesiąt trzy odpowiedziałam: „tywieszcojaniewiem. Dobre pytanie”.

Na szczęście blond to nie mój naturalny kolor i obyło się bez wątpliwości: „Na skoczność? Znaczy na jumpsy?” i nie musiałam zastanawiać się, czy koszykarzowi chodziło o to, jak podnosić pośladki nad siodełko na osiem i na cztery. Nie zmienia to jednak faktu, że poczucie winy spowodowane myślą „Jak mogłam czegoś nie wiedzieć?!” nie dało mi żyć i zaczęłam przekopywać archiwum bibliotek internety w poszukiwaniu odpowiedzi.

 


To jak? Koszykarze nie podskoczą za wysoko, jeśli dokręcają?


Fora mówią, że u zupełnie początkujących wyskok może się poprawić, bo siła nóg się zwiększy przez wzmożoną pracę. Jeśli chodzi o osoby trenujące wytrzymałościowo, mogą mieć nieco gorszy wyskok – rower to wysiłek powtarzalny i aerobowy. Poprawa siły i wydolności może wpłynąć na utratę dynamiki (oczywiście to spore uproszczenie i skrót). W czasie wysiłku długotrwałego pracują głównie mięśnie wolnokurczliwe, a do wyskoku potrzebne są te szybkokurczliwe.

Całkiem poważnie proponuję zapytać kilku trenerów i porównać ich opinie. Ja to zrobiłam. Nie spodziewajcie się jasnej odpowiedzi.

Trener 1 (fitness): „Ty, no w sumie nie. Co to ma do tego? Rower to nie są jakieś wielkie obciążenia”.

Trener 2 (siłownia): „Oj, aż tak to nie wiem” (hahaha, buziak)

Trener 3 (Indoor Cycling): „To ile by ktoś musiał na tym rowerze jeździć, żeby faktycznie się coś pogorszyło?”

Oczywiście, traktujcie te wypowiedzi z przymrużeniem oka. To bardziej luźne rozmowy niż ferowanie wyroków. Na chłopski, zdrowy rozum zalecam: chillout. Martwić się będziemy, jak koszykarz będzie chodził 5 razy w tygodniu i dokręcał na petardzie. A kto to widział, żeby prawdziwy zajawkowicz koszykówki poświęcał tyle godzin życia na pedałowanie zamiast rzucać za 3 i robić pick&rolle? No właśnie!

Podaj dalejShare on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

Komentarze (2)

  1. Gram w kosza od 14 lat i niestety opinia w środowisku jest taka, że grając w kosza i chcąc wysoko skakać jazda na rowerze nie jest wskazana. Oczywiście przejażdżka od czasu do czasu nie wpłynie źle jako cardio ale szczególnie w trakcie dojrzewania lepiej nie przesadzać bo później żadne programy na wyskok nie pomogą…sam jestem najlepszym przykładem na to ;)

    1. Dzięki, dobre uzupełnienie z koszykarskiego świata. :) (Przesadziłeś z jazdą na rowerze?) Taki też był mój wniosek: dopóki koszykarz nie spędza na sali IC albo w terenie nieprzeciętnej ilości czasu, nie musi się mocno obawiać o skakanie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *