Indoor Cycling w parach

13 sierpnia 2016

indoor_cycling_w_parach

Tak ktoś do mnie trafił. Po haśle „Indoor Cycling w parach”. Pomyślałam, że opiszę jakiś hipotetyczny przypadek. Na przykład jak dwie osoby poznały się dzięki zajęciom i żyją długo i szczęśliwie, wydając na świat pociechę, która oczywiście już przebiera nogami w oczekiwaniu na pierwszą rozgrzewkę, mając wpajane od maleńkości, że ma być swoim własnym bohaterem. Albo napiszę, że jest to doskonały pomysł na umocnienie więzi i wspólne gubienie nadprogramowych kilogramów, co przecież może przełożyć się na inne sfery życia…

Ale zanim weszłam komuś do łóżka stwierdziłam, że scenariuszy wcale nie muszę wymyślać. One już się napisały.

 

Koleżanki

Źródło wielu uciech. Przychodzą boso, przychodzą bez wody, czasem przychodzą w sumie nie wiedzieć czemu – Ania Oli powiedziała i tak oto są tu razem. Po wstępnym ogarnięciu trzeba mieć na nie oko cały czas  – mogą na przykład stwierdzić w połowie zajęć, że zamienią się rowerami. Szansa na wyperswadowanie im tego konkretnymi argumentami, mając w tle łup-łup-beat-beat graniczy z cudem, ale kto powiedział, że instruktor będzie tylko dj-em, no nie? Koleżanki to kobiety o żelaznej kondycji, o czym świadczy choćby plotkowanie, kiedy reszta z trudem łapie oddech.

Szczerze je uwielbiam. Jak mam w końcu na zajęciach damskie pół działu jednej firmy, to wiem, że dobra wieść się rozniosła.

 

O matko z córką!

Kolejny z moich ulubionych duetów. Podczas swojej pracy miałam okazję poznać kilka takich „par” i wierzcie mi, relacje między nimi można ocenić czasem już po kilku treningach. Nie chcę się tu kreować na speca od ludzi, ale… no mam nosa, no! I myślę, że już fakt wybrania się na trening razem świadczy o dobrych relacjach mamy z córą. Zawsze mnie to przepozytywnie nastraja, kiedy jedna pokazuje ten świat drugiej, kiedy ślą sobie porozumiewawcze uśmiechy albo patrzą na siebie z dużą dozą humoru.

O ile można patrzeć na coś z humorem. Jeśli dotąd nie było można, to właśnie w kontekście IC chciałabym to oficjalnie wprowadzić do słownika.

 

Ona i on 

On: No dokręć sobie.

Ona: Co?

On: Mocniej!

Ona: Na siebie spójrz, nogi ci uciekają. <foch>

No, to tak pokrótce – rozgrzewkę mamy zaliczoną.

Para zakochanych – albo zakochanych kiedyś – również dosyć prędko pokazuje, jak to u nich bywa na co dzień. Jestem w stanie z dużym prawdopodobieństwem trafienia określić, kto u przybyłych gości zarządza domowym budżetem. No, ale do tego nie trzeba mieć specjalnego talentu, kiedy słyszy się dyskusję na temat tego, czy warto iść kupić wodę przed zajęciami, czy lepiej odpuścić sobie te cyrki. Nietrudno też domyślić się, kto przyleciał do sali IC niesiony na skrzydłach Amora, a kto został do tego czynu zmuszony i z łaski swojej trochę pokręci, ale następnym razem będzie sabotował dziwne pomysły związane z wyjściem z domu.

Miłośniku indoora, w chwilach zwątpienia pamiętaj: miłość może od Ciebie odjechać, rower stacjonarny… wątpię.

 

Dwaj przyjaciele, ojciec z synem, bracia

Ja nie wiem… Oni przychodzą, robią swoje i wychodzą.

Niesłychane…

 

Podaj dalejShare on FacebookTweet about this on Twitter
  • Agata Białas

    Czyli wiesz ;-) – „przychodzą, robią swoje i wychodzą”
    Słychane ;-)