Jak wskrzesić chęć na zajęcia?

Jest zima.

Lubię tak odkywczo zaczynać pisanie.

Tak, pomimo tego że słońce pokazuje się coraz częściej, o wiośnie nie można jeszcze powiedzieć. Nie wszyscy są wystarczająco dużymi cwaniakami, by wyskoczyć na rower na powietrze.

A więc zima. Ciepłe koce, herbatki (one), zimowe opony (oni), pełne kluby fitness i… przemęczeni instruktorzy.

 

Kiedyś pisałam o wypaleniu, ale wtedy nacisk położony był bardziej na instruktorów, którym się nie chce ruszyć wyrzeźbionych tyłeczków na szkolenie. A ilu znam takich, którym się chce aż za bardzo…

Ale w końcu wymiękają.

Co robić, gdy instruktorskie moce opuszczają ciało?

ZMIENIĆ MUZYKĘ

(Poza szkoleniami) chyba nic nie działa tak odświeżająco na prowadzącego jak energetyzująca, nieoklepana nuta. Można lubić „Aghartę”, przepadać za „Tsunami” i mieć ciary przy „Resurection”, ale w końcu piosenka zostaje dosłownie zajechana, jeśi jest puszczana non stop – czy to w domu, czy na godzinie indoora*. Powtarzalność i rutyna nie są sprzymierzeńcami dobrze prowadzonych zajęć, więc nowe, nawet bardzo odmienne od dotychczasowych utwory, na pewno są świetnym – choć pewnie doraźnym – środkiem na smuteczki instruktorskie.

ODPOCZĄĆ

Jeśli to możliwe, warto zrobić sobie kilka dni wolnego.

Jeżeli nie można, bo kasa, bo nie oddasz komuś swojej grupy (można wpisać swoją instruktorską wymówkę), to postanów, że z piętnastu godzin w tygodniu na maksa pojedziesz/poćwiczysz tylko połowę.

No dobra, trzy czwarte… Wiemy, jak jest. Jak się poczuje flow, to nie ma zmiłuj, w końcu nie po to się tak kocha ten rodzaj ruchu, którym się „zawodowo” zajmujemy, żeby nie dawać z siebie wszystkiego… Tyle że organizm nie za bardzo to rozumie i ma święte prawo domagać się odpoczynku. Z fizycznego zmęczenia jest tylko krok do psychicznego (a i odwrotnie: zdarza się przecież, że jak się przez wiele dni nie ma humoru, to i zaczyna się kaszleć, pociągać nosem, rejestrować bóle głowy), a wtedy nici z podarowania radości klientom, którym robisz trening.

Mam porównanie. Często zdarzało się, że byłam jedynym osiągalnym instruktorem na zajęcia i chyba nigdy nie zapomnę pewnego stycznia, kiedy pozostali ogarniający rowery byli zapracowani albo rozchorowani. Nie mogłam sobie wyobrazić sytuacji, w której ludzie przychodzą jeździć, a nie ma zajęć, bo nie mają z kim pojechać… To takie szlachetne! W efekcie odwiedzałam studio IC prawie każdego dnia przez cały miesiąc.

Teraz nie przekraczam progu sali częściej niż kilka razy w tygodniu. Czy trzeba mówić, kiedy czuję się lepiej?

 

ALTERNATYWNE ŹRÓDŁO ENERGII

Oprócz tak oczywistych spraw jak wypoczynek, warto zastanowić się nad tym, co oprócz zajęć sprawia frajdę. O pasji pisze się zawsze w superlatywach, ale dla mnie niczym dziwnym nie jest, że i codziennym pielęgnowaniem swojego ulubionego ogródka można się zwyczajnie zmęczyć. To szczególne ważne, kiedy prowadzenie zajęć jest jedynym źródłem dochodu. Ja to się jeszcze oderwę od indoora na etacie… Żartowałam. W każdym razie szydełkowanie, rysowanie czy pisanie bloga (tak, tak, to o mnie) korzystnie wpłynie na zdrową równowagę w życiu.

Aha, alternatywnym źródłem energii dla fitnessu nie musi być bieganie albo crossfit, jak coś… Sportowe Czubki!

Pokój z Wami i do usłyszenia poniżej i na fan page.

 

*Nie dotyczy tego kawałka.

Podaj dalejShare on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *