Krótka refleksja na koniec roku

Znów wstałam dwie godziny za późno. Znów, jakiś pięćdziesiąty raz w tym roku. Taka poukładana ja. Spora ilość kofeiny w organizmie podnosi poziom podenerwowania. W kuchni powstają specjały na wieczór, a te niepowstałe czekają, aż się za nie wezmę. Ale przecież miałam napisać tekst. Miała być refleksja końcoworoczna. To ona ma się tu pojawić, a nie zdjęcie koreczków… Ale bałagan.

Bałagan, którego kiedyś bym nie przeżyła, a który teraz staje się błogosławionym chaosem, zupełnie jak w piosence Strachów.
Dzisiejszy tekst ma dwa słowa – klucze: wnioski i chwile.

 

WNIOSKI

 

Uwielbiam podsumowania. Choć spisywanie wniosków na koniec dnia to wciąż rzecz dla mnie obca, podsumowania miesięczne, półroczne i roczne niezwykle mnie pociągają – nawet, jeśli okazuje się, że jedyne co mogę zrobić, to sobie pocisnąć. Pod koniec roku lubię rozwlekle rozłożyć miesiące na części pierwsze, poszukać ulubionych powiązań przyczyna – skutek i przeczytać to kilka razy, rozpamiętując to, co dobre. Połączyć wszystko w całość i tym samym po raz kolejny uspokoić się, że życie pokazuje jedno: zawsze będzie dobrze.

Nauczyłam się jednak też, że rozwlekłe opisy nie dadzą wiele, jeśli nie będą podsumowane wnioskiem. Każda lekcja życia, każdy dołek i każdy sukces nie wzmocnią, jeśli ich celebracja (lub płacz nad porażką) nie zakończy się konkretną refleksją, która będzie wsparciem przy kolejnych przełomowych, trudnych bądź radosnych wydarzeniach. Przytyłaś? OK., a dlaczego? Zdałaś egzamin: za sprawą jakich działań tego dokonałaś? Straciłeś pracę: co zdarzyło się potem i czego dowiedziałeś się o sobie?

 

CHWILE

Spytałam Was na fan pejdżu bloga, spytałam też prywatnie o tegoroczne wnioski i nie zaskoczyło mnie to, co przeczytałam. Że nigdy nie jest za późno na nowe wyzwania i nowe znajomości, że szpinak jest dobry, jak się go doprawi, że wszystko zawsze się jakoś układa, że na końcu i tak się wspomina się te najbardziej emocjonujące chwile, a nie miesiące stagnacji. Że czasem lepiej się wyspać niż dążyć do celów na totalnym zmęczeniu, ale też dobrze czasem poświęcić czemuś godzinę więcej i zbierać potem plony.

Ja dodałabym, że nie trzeba spać zawsze ośmiu godzin, bo lepiej coś przeżyć. Że życie nie kończy ani nie zaczyna się na rozmiarze spodni. Że zawsze trzeba robić to, czego najbardziej się nie chce albo czego się boi.

Widzicie wspólny mianownik tych przykładów? Chwile i emocje. Ach, znów odkryłam Amerykę.

Czy ktoś kiedyś wspomina na łożu śmierci porządek?

Wszystkiego niepoukładanego w 2015 roku!

Podaj dalejShare on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *