Krótki rachunek sumienia przed 10. lipca

1 lipca 2016

 rowernascianie

Dear Diary,

Napiszę Ci w sekrecie, że tęsknię za zeszłoroczną czerwcową podjarką. Wizja pokonania ciekawego dystansu w trzech odsłonach wyznaczała rytm moich dni, a niepewność i wielka niewiadoma bardziej motywowała niż przerażała. Wiedziałam, że po prostu chcę dotrzeć do końca i był to wspaniały komfort – już samo przekroczenie mety było dla mnie tryumfem. Szkoda, że łeb zakodował, że trzeba by coś poprawić. Bo co to za sport bez poprawy wyników, no nie?

Najśmieszniejsze jest to, że pod względem przygotowań… zrobiłam co chciałam. Muszę uważać, czego sobie życzę i co postanawiam, gdyż to realizuję aż ze zbyt wielkim sukcesem. Założyłam, że najbardziej pragnę skrócić czas przebywania w strefie zmian. Co mogłam uczynić? A jakże – kupić strój strartowy. O dziwo okazało się, że produkowane są stroje damskie dla niszy zatytułowanej „spontaniczne orki 80 kg+” i ten fakt zaostrzył mój apetyt (na węgle, rzecz jasna). Dzięki temu nie będę musiała w wymyślny sposób pod ręcznikiem wyzwalać się ze stroju kąpielowego, nie pokazując przy tym wszystkiego, czym obdarzyła mnie natura i jedzenie czekolady. Strój jest wypaśny niczym komnaty w Boss Monsterze i nawet ten biust, co to nie wypadnie na oczach kibiców, solidnie trzyma, co znowu nie jest tak bez znaczenia przy niesportowym rozmiarze, możecie mi wierzyć.

Niestety, strój biusto- i skóroprzyjazny nie oznacza życiówki. W tym roku trasa biegowa jest wymierzona dokładnie i zakładając, że formę mam podobną jak w zeszłym roku, to czas zaoszczędzony w T1 i T2 spożytkuję na „dodatkowe” metry podczas biegania. No, a tak w ogóle, to co ja mam z tym robieniem trasy rowerowej na ostrym kole? Czy aby wspiąć się na wyżyny mocy w nogach wystarczy bezwzględna rezygnacja z alkoholu?

Internet pełen jest ludzi, którzy po latach obżerania się fast foodem, palenia fajek, niewysypiania się, nagle doznają oświecenia i przechodzą na „dobrą drogę”. Zaczynają się świetnie odżywiać, popadają w biegową ekstazę po pokonaniu piątki, by za chwilę planować Ironmana w Dubaju. Oczywiście raczą swym olśnieniem połowę populacji, która klaszcze, dając się wciągnąć do tej sekty. Biegnie piątkę, dychę, połówkę, w przypływie szaleństwa idzie na basen.

Gdzie jest miejsce dla tych, którzy głośno mówią o tym, że przez pół roku mieli na głowie inne rzeczy albo jarali się czym innym i nie trenowali?!

Naprawdę, nie jest łatwo być amatorem.  

Podaj dalejShare on FacebookTweet about this on Twitter