Najlepsze chwile w życiu instruktora

 

Takich momentów jest więcej niż tych powodujących niesmak. Albo po prostu to kwestia nastawienia głowy – jak zawsze. Są emocje z zajęć, są dyplomy, są maratony. Jasne. To wszystko jest piękne, ale składa się z poniższych szczegółów.

Wpięcie butów w pedały

Jeśli nie jesteś instruktorem IC, albo w ogóle daleko Ci do tej profesji, ale uprawiasz sport, wkładanie butów masz opanowane. Ba, opanowane ma to każdy od dzieciaka, ale nie zawsze trzeba przeżywać to jak przeniesienie do innego świata. To pewne skrzywienie sportowców. Czujesz czasem coś specjalnego, wkładając sportowe obuwie?

Ja pierwszą moc zajęciową czuję, kiedy wpinam buty w pedały tomahawka. To sekundy, które informują mnie z całą jasnością: znowu wygrałaś. Nie chciało Ci się, ale dotarłaś tu, żeby za chwilę poczuć się lepiej.

4,3,2… wstajemy!

Seated Climb jest super. I choć jest to jedna z moich ulubionych technik, to i tak uważam, że najlepsze w niej oczekiwanie na podniesienia tyłka nad siodełko. Uwielbiam ten moment. Wolę przesiedzieć pół utworu, żeby poczekać na najbardziej zajebistą dużą jedynkę [rozpoczęcie refrenu czy inne dobre uderzenie]. W ogóle lubię przedłużać czekanie na wspaniałe rzeczy. Zawsze się opłaca.

Opłaca się też pracować z ludźmi. Bo wtedy wszystko, co wymienione powyżej, i tak ma minimalne znaczenie.

 

ONI

Czasem przychodzą na zajęcia osoby, którym nie daję szans. Wiem, może to przykre i niesprawiedliwe, ale stwierdzam to na podstawie doświadczenia: wiele osób rezygnuje od razu. Spora część z nich ma nadwagę. Wytrzymają jedne zajęcia, które na pewno są odpowiednie do ich możliwości, ale potem nie pojawiają się już nigdy. To temat na oddzielny tekst, bo pytań o jazdę na rowerze w przypadku nadwagi jest bardzo wiele. Teraz kilka zdań o jednym z takich przypadków, których pojawienie się jest sensem pracy instruktora.

Niedawno na zajęciach pojawiła się pani, która zatrzymywała się w trakcie jazdy, nie mogła ani przez chwilę utrzymać prawidłowej sylwetki. Nie spodziewałam się, że jeszcze kiedyś się spotkamy na IC, ale ona przyszła nawet drugi raz i trzeci. I tak zeszły dwa tygodnie, trzy, a ja za każdym razem dziwiłam się, że ją ponownie widzę. Na ostatnich zajęciach przejechała bardzo ciężki kawałek bez problemu, z właściwym obciążeniem, w Standing Climb. Chociaż wiem, że zasługa w tym moja minimalna, serce rośnie.

Co w tym niezwykłego?

Niezwykłe jest to, że to zupełnie zwyczajne zachowanie, które powinno być naturalne dla każdego człowieka. Kobietka miała w dupie, czy to zajęcia dla zaawansowanych czy easy bike. Przychodziła na hardkorowe trening i chociaż była jedyną osobą, która odbiega od reszty grupy, radziła sobie we własnym tempie. Nie obchodziło jej, że nie pojedzie jumpów na cztery. Ważne było, że „spodobało się!”.

I niech ktoś mi powie, że nie przyjdzie na zajęcia, bo jest gruby, bo jest słaby, bo zmęczony. Od takiej osoby powinny się hartu ducha uczyć te panie, które nie potrafią dokręcić w obawie przed utratą starannie wykonywanego w szatni makijażu.

Stąd się bierze moc do zostania na instruktorskiej drodze. To dzięki temu latam jak na zdjęciu.

Fot. P. Obarski

Podaj dalejShare on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *