Pasja znów namieszała mi w życiu

21 grudnia 2016

trasa

Pamiętam moje pierwsze osiem godzin etatowej pracy. Wtorek. Wtedy miałam jeszcze zajęcia w ten dzień tygodnia, więc do torby pełnej stresu schowałam również frotkę na nadgarstek, bandamę i rowerowe gacie. Oto spełniał się mój wymarzony plan na „po studiach”: etat pasujący do popołudniowych zajęć. Nie szkodzi, że przy biurku, w końcu kiedyś trzeba dać nogom odpocząć, żartowałam sobie w duchu.

Tak wyglądało 1,5 roku.

Zrobiłam licencję A, pracowałam w wymarzonym na początku mojej instruktorskiej drogi klubie, zmianę godzin pracy etatowej udało się dopasować do IC – dwa razy w tygodniu mogłam sobie pozwolić na rowerowe pląsy. Środa, piątek, środa, piątek…

Tak wyglądał rok.

Życie się toczy, koło się kręci, nie ma przełomów. I kiedy już myślałam, że to zajęcie nie może niczego więcej u mnie zmienić…

Na zdjęciu chciałam uwiecznić, jak wyglądało niebo, kiedy szłam na indoor cycling prosto po ostatnim dniu pracy w tej firmie.

Wszystko przez to, że oto na horyzoncie pojawiła się możliwość jeżdżenia na tomahawku częściej. To jednak oznaczało jednocześnie, że obecna praca etatowa nie będzie już tak idealnie pasować do zajęć po niej. Musisz wybierać. Albo zostajesz w tym miejscu, w którym jesteś, na utartych szlakach z realizowaniem pasji dwa razy w tygodniu, albo idziesz po nowe.

Pół roku podejmowania decyzji – wiem, nie dostanę za to nagrody za najlepszy refleks. Raczej nie odzyskam już też dni zmarnowane na tym wszystkim, co przeżywałam. Na pewno można było rozegrać wszystko tak, by mniej dramatycznie odczuć to na psychice: bez przeliczeń, nieprzespanych nocy, zawalenia bloga. Ja nie umiałam, poniosłam koszt. No i mam teraz to „nowe”.

Środa, piątek, środa, piątek… Okazało się, że pomimo łyknięcia możliwych poziomów wtajemniczenia IC, pewnego poczucia stania w miejscu, ta pasja wciąż jest w stanie w przełomowych momentach zmusić mnie do nieszablonowego myślenia. To zajęcie pokazało mi, że robienie tego, co się zwyczajnie lubi, nie jest mrzonką nastoletnich lat i może oddziaływać na całe życie. Że dodatkowe zajęcia, na które idziesz, choć wiesz, że tak naprawdę nie musisz, może zaprocentować w najmniej spodziewanym momencie.

Na razie nie wypinam się z pedałów.

Podaj dalejShare on FacebookTweet about this on Twitter