Share Week 2015. A Ty kogo czytujesz?

 

Znacie Andrzeja? Andrzej już od kilku lat organizuje Share Week, kiedy można zostać altruistą roku i podzielić się adresami blogów, które odwiedzacie w internetach. Postanowiłam skorzystać z tej okazji i być może wywołać uśmiech na czyjejś twarzy za sprawą jednego z poniższych autorów.

Skąd wiem, że zostanę na którymś z blogów na dłużej? Jest mi to bardzo łatwo stwierdzić. Zwykle dochodzę do takiego wniosku po kilku godzinach od wejścia na daną stronę… Kiedy mam otwartych kilkanaście kart w przeglądarce, bo tak okupuję archiwum. Im dłuższe, tym gorzej dla zadań, które miałam danego dnia zrealizować. Tak stało się w przypadku trzech blogów, które dziś polecam.

Powerworkout. Jeśli komuś opowiadam o tym blogu, mówię „laska od kettli”. Przez nią zawiesiła mi się kiedyś przeglądarka. Angela pisze dosadnie, a jej wpisy zawierają tak poteżne dawki autoironii, że chce się do nich odesłać każdą dziewczynę płaczącą nad dodatkowym centymetrem. Pomijając już jej styl pisania, a skupiając się na stylu życia: autorka bloga pokazuje, że podnoszenie ciężarów nie sprawia, że kobietom rosną wąsy, co wydaje mi się niezbyt oczywiste dla niektórych osób odwiedzających kluby fitness.

StayFly. Moje zauroczenie trwa już od roku, taki to ze mnie długodystansowiec. W Wielki Piątek weszłam rano przypadkowo na stronę Janka i przepadłam na cały dzień. Nie wiem, czy wypada mieć tyle przyjemności w ścisłym poście. Na blogu jest miło, zabawnie, czytelnicy wprowadzają ciekawe opinie, a przede wszystkim jest regularnie, dzięki czemu nie czuje się wiecznie niedosytu. Najwyżej ten chwilowy. Bo wiesz, że pojutrze znowu będzie notka. Cóż za komfort.

Magdanazimno.be. O tej kobiecie nie potrafię powiedzieć nic poza tym, że nie znam drugiej, która tak pisze. Nie uświadczysz tam wpisu codziennie, ale jeśli Magda już coś opublikuje, to siedzę z otwartą buzią, a przez najbliższe kilka godzin krępuję się cokolwiek dodać na bloga. Jej książkę kupię w ciemno.

Na te trzy blogi wchodzę od razu, kiedy fejsbuk mnie informuje, że jest nowy wpis. Jeśli zapomni to zrobić, nie szkodzi: fatyguję się do przeglądarki. Najważniejszą sprawą dla mnie jest styl autora. Może mieć poglądy mocno odbiegające od moich, ale jeśli pisze tak, że ciągle się śmieję (dwa pierwsze) albo jestem pełna niemego zachwytu nad stylem (jak w trzecim), to mój czas, serce i oczy są zdobyte. Cóż, również w życiu lecę na ludzi, którzy mają ciekawy styl mówienia, a dodatkowo zaśmiewam się przy nich w głos.

Jeśli chcecie się podzielić ze mną swoimi blogowymi odkryciami, śmiało. Chętnie zerknę, co tam czytacie. Można też dać swoje typy Andrzejowi.

Podaj dalejShare on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

Komentarze (2)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *