Spełniaj się na zajęciach jak chcesz

19 listopada 2016

ic7

Przyszła na zajęcia w pełnym makijażu, żarówiastym t-shircie i z komórką w ręce. Wsiadła na rower, strzeliła sobie foto do lustra, co najmniej przez połowę zajęć pedałowała dwa razy szybciej niż pozostali uczestnicy. Bez skazy na swoim pudrowym licu opuściła salę po ostatnim wspólnym wydechu.

***

Wszedł do sali dumny jak paw, zajął swoje ulubione miejsce, rozejrzał się wokoło i… zaczął nas bajerować. Znamy go: lubi sypać dowcipami, przekomarzać się z kolegami, puścić oko do pań. Nie można powiedzieć, że w czasie zajęć daje z siebie wszystko, ale przed nimi na pewno jest bohaterem głównym w naszym zajęciowym teatrze.

***

Przyszła na zajęcia w ostatniej chwili i nie zwracając uwagi na ustawienie roweru, szybko dosiadła sprzęt w pobliżu swojej koleżanki. Wraz z pierwszymi dźwiękami utworu na rozgrzewkę, rozpoczęła swoją własną etiudę – wyginając się w jedną stronę, musiała sprzedać swojej znajomej ostatnie plotki. Pedały uciekały spod jej stóp równie szybko co słowa z trajkoczących ust. Zadyszki nie odnotowano.

***

Prawdopodobieństwo do prawdziwych zdarzeń wcale nie jest przypadkowe. Przytaczając te przykłady chciałam, byśmy trochę pomyśleli stereotypami. Co jako pierwsze pojawia się w naszych głowach? Hm, no cóż – ktoś tutaj jest chyba niezłym pustakiem, a już na pewno bardzo,  bardzo marnuje swój czas. Pofatygował się do klubu, a tak naprawdę nic z tego czasu nie wyniesie, kręcąc bez obciążenia, robiąc zdjęcia, plotkując, chodząc piąty dzień z rzędu na bieżni i tak dalej.

Zaraz, zaraz. Owy ktoś faktycznie może nie wynieść ze sobą lepszej kondycji. Trening w takim wykonaniu nie zadziała tak, jak powinien, ale… jakieś profity na pewno będą przez uczestnika zauważone. To bardzo ważna rzecz, którą zrozumiałam ostatnio, kiedy na którejś lekcji jedna z pań jechała z totalnie niskim obciążeniem i na nic były moje uwagi, że może trochę dokręcimy. Wiedziałam też, że na sali są jej cztery koleżanki, przez które najpewniej została już któryś raz zachęcona do przyjścia. No i wtedy mnie lekko olśniło: hej, ta godzina może mieć funkcję towarzyską. Nie każdy przychodzi  tutaj spuścić sobie sama-wiesz-co. Nie każdy będzie mieć poczucie zmarnowanego czasu, jeśli nie da z siebie wszystkiego. Czasami kartę multisport można mieć po to, by pośmiać się przed „treningiem” i po nim, usłyszeć ulubiony utwór, pogadać z koleżankami w szatni czy szepnąć coś podczas SERO. Po to, by dostać inne emocje niż te, których się spodziewamy podczas wycisku. Widać nie każdemu potrzebne jest padnięcie na pysk, by dostać zastrzyk endorfin. Kurde, te moje odkrycia Ameryki, jak to mi ułatwia życie!

I czy to nie jest wygodne dla instruktora, że niektórzy chcą zaspokoić na tej sali inne potrzeby niż wyplucie płuc? O ile nie rozwala to całych zajęć, niechaj się dzieje. Zresztą, łatwiej zaspokoić prawdziwe potrzeby klienta, te, z którymi przychodzi, niż na siłę udowadniać mu, że chce spełnić zupełnie inne.

Jakkolwiek to brzmi, hehe.

Podaj dalejShare on FacebookTweet about this on Twitter
  • Kocham moją salę sportową za te wszystkie takie dziwne jednostki i za to, że każdy z nas jest tam jednakowo szanowany. Grubsza dziewczyna, która na początku się wstydziła wychodzić z szatni, osiłek podnoszący coraz większe ciężary, blondynka z długimi paznokciami i wyginającym się ciałem. Właścicielom sali udało się stworzyć super atmosfere, mimo, że jesteśmy różni, każdy ma inne podejście do treningu, każdy ćwiczy po swojemu. Jest nam bardzo fajnie. Wcześniej chodziła na próbę do innej sali i nie czułam tam czegoś takiego. To mi dało kopa, żeby nikogo nie oceniać, żeby zająć się własnym tyłkiem i treningiem, żeby zgrać się z grupą i dobrze się bawić :)

    • Szacun dla właścicieli, że stworzyli taki klimat na sali. Pewnie bardzo miło jest czuć się częścią takiej grupy. :)