Spontaniczny Bieg Przedsiębiorców 2016

6 czerwca 2016

IMG_20160605_171932

Na Bieg Przedsiębiorców w Bydgoskim Parku Technologicznym zapisałam się krótko po Biegu Papiernika. Ma się tych redakcyjnych kolegów, którzy informują o takich smaczkach! Na szczęście nie trzeba być potentatem, by się spocić pod takim szyldem. Impreza, organizowana przez Urząd Miasta w Bydgoszczy, jest darmowa, co jakby nie patrzeć – wyróżnia ją na tle innych tego typu uciech.

Brak opłaty startowej, organizator: Miasto, miejsce: Park Technologiczny… Wydawało się, że zbyt wiele nie można oczekiwać, po prostu zorganizowane niedzielne wybieganie. Tym też większe było moje zaskoczenie, kiedy kolejne aspekty budziły pozytywne emocje.

Tłoku przy odbieraniu pakietów startowych nie było. Zaskoczyło mnie to, że dostanę koszulkę. Wiadomo było bowiem, że wdzianko otrzyma ileś pierwszych osób, które się rejestrowały na bieg, a ja to robiłam tuż po Biegu Papiernika, na ponad tydzień przed Biegiem Przedsiębiorców. A tu niespodzianka – moja szafa wzbogaciła się o kolejną koszulkę techniczną. Męską bo męską, ale materiałowo trzymającą się panujących sportowych standardów. Potem już tylko przedstartowy przeżywacz z męską ekipą, w której tym razem przebywałam, rozgrzewka (co ja profesjonalna jestem…!), długie łapanie sygnału przez Garmina i jazda.

Mimo upału i niewyspania byłam podświadomie przekonana, że to będzie dobra prawie-godzina. Może to yerba płynąca w żyłach, a może spokój, że to luzacki bieg na 700 osób, w którym nie będę leciała na łeb na szyję po życiówkę, tylko zobaczę, na co mnie stać w takich warunkach.

W czasie biegu niewiele w mojej głowie uległo zmianie. Od początku biegło się naprawdę dobrze, choć krajobraz prawie się nie zmieniał. Trzymałam się pacemakerów na 55 minut. Później usłyszałam, jak jeden z nich powiedział, że „musimy teraz nadrobić, bo potem będzie podbieg”. Nie spodobała mi się ta strategia; wiedziałam, że jeśli przyspieszę, na siódmym zacznie się upalna agonia… No i przy okazji pozbyłam się już przekonania o płaskiej trasie. Świadomie odpuściłam więc trzymanie tempa z pace’mi. Biegłam minimalnie wolniej, ale mimo to morale rosły – nie byłam jedyną, która przykozaczyła na początku i mogłam spokojnie wyprzedzać innych. Na dobre zwolniłam po szóstym kilometrze, kiedy połączenie ogromnego pragnienia z podbiegiem skutecznie wygoniło z mojej głowy myśl „A może by jednak tak…” i upewniłam się, że to nie będzie spontan życiówkowy. Niby nie oczekiwałam od tego biegu rekordu, ale… Nieśmiała myśl zawsze gdzieś się przebija.

Połączenie wody od sympatycznych wolontariuszy przy Exploseum na siódmym i natychmiastowego zbiegu dodało trochę wiatru w skrzydła, jednak nie na tyle, by być wyprzedzającą, a nie wyprzedzaną. Upatrzyłam sobie grupkę osób i chciałam się ich trzymać.

Finisz był doskonale ulokowany – ostatnie 1.5 km to tylko jeden zakręt i płaściutki odcinek. Dla wielu była to okazja do nadrobienia strat, dla mnie złapanie się na myśli: „Coś nie widzę tego triathlonu…”. Muzyka w odtwarzaczu jednak nie pozwoliła mi się użalać i dałam z siebie ile mogłam. Po biegu żałowałam, że nie przycisnęłam na mecie jeszcze bardziej, jednak zdaję sobie sprawę, że to wszystko, na co było mnie stać ze słoneczną lampą na twarzy i totalnie wysuszonym… wszystkim. Poza pachą.

IMG_20160605_172013

Dwie nieprzespane noce miały prawo zadziałać na moją niekorzyść. Tak samo upał i niski kilometraż. Tym bardziej cieszę się więc, że bieg zakończyłam z rezultatem o pół minuty lepszym niż majową dychę w Kwidzynie. Do życiówki zabrakło mi (oprócz tego, co zwykle, czyli formy, hehe) chłodnego powietrza i zupełnie płaskiej trasy. Bo to chyba wypada się sobie wytłumaczyć? ;)

Cieszę się, że mogę śmiało polecić bydgoszczanom (i pewnie nie tylko Wam) ten bieg. Jako pierwsza dycha sprawdzi się doskonale, a i organizacja jest niczego sobie (tutaj tylko jedna uwaga: lepiej polubić Aktywną Bydgoszcz na fejsie, bo inaczej trudno o informacje). Dziękuję Laboratorium Kalorii za pożywne ciacho i pyszny szejk na mecie, zmęczonemu organizmowi udało się to przyswoić. Z radością zanotowałam, że desery nie były napakowane cukrem. Dziękuję organizatorom za medal i koszulkę oraz za dobrze zmierzoną trasę, co w Bydgoszczy wcale nie jest takie oczywiste. W sumie warto pobiec „u siebie”, z tyloma osobami można się przywitać!

Upewniłam się, że moja biegowa zajawa wciąż może trwać i że wolałabym teraz pojeździć na trochę więcej biegów cichych, niszowych, w których radocha z tej aktywności wygrywa z lansem. Jakieś propozycje?

Podaj dalejShare on FacebookTweet about this on Twitter
  • Przemysław Kozłowski

    Ja ne mogę polecić żadnego biegu. Biegam z musu :) i wybieram biegi na które mam dobry dojazd ale okazało się że nie należą do jakoś wielce obsadzonych. Półmaraton – Ostrów Wlkp, maraton – Łódź. Dyszek nie biegam bo się można zasapać i zmęczyć.

    • Pewnie szlaki wodne chętniej byś polecił. :D
      Ta Łódź czasem mnie kusi, choć może nie maratonowo.

      • Przemysław Kozłowski

        W okolicy Bydgoszczy zalew Koronowski :-) do pływania i żeglowania :-)
        a w Łodzi ten maraton nie był nawet nudny, przynajmniej do 30km ;-)