Tak jeszcze w temacie nóg

2 marca 2016

nogi

Ostatnio na fan page zrobiło się wesoło, bo na tapetę znowu weszły słowa kluczowe, po których niezadowolone panie trafiają na blog. Jednym z największych nieszczęść internautek skierowanych przez wyszukiwarkę do mnie są „grube nogi”. Jako posiadaczka całkiem solidnych fundamentów (które jeszcze rosną od IC, heh…) muszę się wypowiedzieć.

Po pierwsze

Założę się, że tak naprawdę wiele tych nóg jest grubych trochę na wyrost. Jestem przekonana, że są to kończyny całkiem równe, normalne, może nieco zaokrąglone, ale wciąż zaliczane do nóg po prostu zwyczajnych. Ich brzydota powstaje tylko w głowie właścicielek, które za bardzo wzięły sobie do serca i oczu reklamy różowych żilet, których używanie sprawia, że nogi – oprócz gładkości – stają się również równomiernie opalone przez cały rok. Smagane słońcem, czy jak to tam. Muśnięte. Zwał jak zwał – seksowne. Przypominam, że rzeczywistość wygląda trochę inaczej. Nie, że nie macie seksownych nóg, tylko że są raczej nieopalone o tej porze roku.

Warto więc na samym początku upewnić się, że problem nie leży tylko w głowie. Jeśli tak, to nawet zajeżdżając nogi maksymalnie, nie dotrze się do punktu, w którym pojawia się zadowolenie. Ćwiczenie z braku sympatii czy nawet nienawiści do którejkolwiek części swojego ciała nie ma nic wspólnego ze zdrowiem w jakiejkolwiek formie.

Po drugie

Są kobiety, które mają 180 cm wzrostu, płaskie brzuchy, nogi szczupłe długie do nieba. Ale mają też, na przykład, płaskie tyłki i małe biusty. Te o zaokrąglonych pupach mogą mieć natomiast nieco solidniejsze, że to tak ujmę, kończyny dolne. Tak jest świat zbudowany, a raczej: tak są zbudowane ciała. Każde inaczej. Można robić mnóstwo marszów spalających i jeszcze nie-wiadomo-co-robiących, a nogi/tyłek i tak nie zmniejszą/ nie zwiększą swojej objętości. Ujędrnią się, jednak nie staną się nagle tymi z marzeń. Jaki sens ma walka z własną budową ciała i skupianie się na tym, co ma się odbiegające od ideału?

To naprawdę nie jest duży problem – posiadanie takiego to w sumie duży komfort… Wpisując takie hasła w Google znajdziesz co najwyżej mnóstwo niedostosowanych indywidualnie porad od internetowych specjalistów. Tymczasem zaczynamy od akceptacji, a potem idziemy do ogarniętego trenera, który postara się wstrzelić w oczekiwania głowy co do partii ciała niżej.

Po trzecie

Masz te nogi masywne, pogodziłaś się z tym, a teraz ćwicz. Na pewno poprawisz ich wygląd i choćby nawet obwody miały spaść minimalnie, fundamenty będziesz mieć mocne, jędrne i… pewne siebie. Z doświadczenia wiem, że niezastąpione są przysiady, świetnie sprawdza się bieganie, a jeśli i tak masz spore nogi, to i opór na tomahawku zadziała na plus. Bonusem za ćwiczenie nóg w większości przypadków jest też świetna pupa. 

Przepraszam, że nie użalam się tutaj nad sobą i Wami, tymi z dużymi nogami. W tej kwestii działam zupełnie przeciw systemowi: w końcu jak można, mając dość solidne kończyny dolne, jeszcze jeździć na ostrym kole (łyda rośnie) i tak dokręcać obciążenie. No i nie być na diecie. Dramat jakiś.

Ponieważ: lepsza duża noga, ale umięśniona, niż chudy flak! I nie dąsać się mi tu!

Podaj dalejShare on FacebookTweet about this on Twitter
  • Maria Łojewska

    Czasem trener na siłowni mówi : „Masz przodopochylenie miednicy i dupy ni jak nie zrobisz” :D Mimo nieustannej, zażartej i ambitnej walki. Pewnie zamieścisz tu jeszcze wielu mądrych notek a i tak wciąż będziemy słyszeć słynne pytanie „klasyk” przed zajęciami IC. Zmieniajmy w sobie to co bardzo chcemy i jesteśmy w stanie a resztę po prostu akceptujmy:)