Trzy lata bloga. Tekst osobisty

15 czerwca 2017

Pomost

15 czerwca 2014 roku po raz pierwszy kliknęłam „opublikuj”. Na stronę agatamusz.com wjechał tekst powitalny. Mam zdjęcie z tamtej chwili… Pokazałabym je gdyby nie to, że z dekoltu „domowej” bluzki wypływało zdecydowanie zbyt wiele niż chciałam zaprezentować, w dramatycznym geście łapiąc się za czoło.

Pomyślałam, że może fajnie będzie z tej okazji napisać tekst… długopisem. To dość absurdalny pomysł, biorąc pod uwagę to, że niedługo będę to przepisywać w panelu administracyjnym. I dlatego że nie zapanuję do końca nad tym, co spod tego długopisu wyjdzie. Klawiatura jednak zawsze pewne rzeczy blokuje.

Tekst na trzecie urodziny bloga piszę w pociągu relacji Poznań Główny – Bydgoszcz Główna. Dla mnie to zawsze udana relacja. Stolica Wielkopolski to jedyne jak dotąd miasto, z którego każdorazowo, bez wyjątku nie chce mi się wyjeżdżać. Kiedyś myślałam, że przyjadę tu, pobiegnę kolejny półmaraton i po prostu zostanę. Tymczasem jest inaczej. Bydgoszcz jest wystarczająco dobra, Poznań wciąż pozostaje świętem.

Litery są koślawe, pociąg jak z zadań na lekcjach fizyki mknie z punktu A do punktu B. A w zasadzie odwrotnie. Wracam do mojego punktu A, gdzie czeka na mnie moje „ułożone” życie, z miłością, pracą, pasją.

Z niepokojami.

Wiem, że poza mną nikt nie myśli o absencji blogowej i od tym, że daleko mi do zapału sprzed miesięcy. To tylko mój kłopot, z którym w tym momencie, jadąc wśród pól i lasów, przestaję walczyć. Nie naprawię tego teraz, nie naprawię przez najbliższy czas, bo po prostu nie jestem w formie. I mogę to napisać głośno, długopisem.

Twórczo nie istnieję. Z powodu zmęczenia materiału, z powodu braku bodźców, które zwykle popychają mnie przed kompa, by czymś się podzielić, a może jeszcze z miliona innych powodów. Wciąż chcę, by było to dobre i pozytywne miejsce, i może dlatego od pół roku nie umiem się przełamać. I nie mam siły się starać. Siadać przed komputerem i udawać, że umiem coś napisać bez weny trzy razy w tygodniu, albo choć raz. Że pierdolnę zaraz coś endorfinowego o indoor cyclingu, kiedy trudno mi znaleźć chęć, by przez kwadrans się porozciągać, a co dopiero zostawić na blogu wartościowe akapity. Albo chociaż takie, przy których ktoś się uśmiechnie. Mam nadzieję, że niedługo będę w lepszym stanie i to ja uśmiechnę się, czytając ten tekst.

Z okazji trzech lat od założenia bloga, który tak mały, a tak ważny dla mnie jest, chciałabym powiedzieć, że…

no kurwa, nie zawsze jest w porządku.

Głupio to pisać, będąc zdrowym i kochanym. Fakt, ale nic uśmiechniętego nie stworzę, więc chociaż odezwę się tak, szczerze. Nawet zdrowy i kochany człowiek może stracić równowagę. Miesiące bez odpoczynku w końcu się zemszczą, wydatkowanie energii fizycznej i psychicznej bez ładowania akumulatorów doprowadza do dość zaskakujących rezultatów – niekoniecznie tych, jakich spodziewamy się, zapierdalając do bliżej nieokreślonej przyszłości. Niestety, teksty na blogu, ich częstotliwość i nastrój są zawsze związane z tym co czuję, choć bardzo dążyłam do tego, by tworzyć niezależnie od swojego samopoczucia. Takie teksty są jednak puste, pozbawione emocji i na stałe porzucam już zamiar tworzenia bloga w oderwaniu od swojej aktualnej sytuacji. Nie bacząc na stan ducha to sobie można zrobić przysiady, a nie się uzewnętrzniać.

Miło byłoby tu wyjechać ze zdjęciem okolicznościowego tortu i zrobić podsumowanie, ile pojawiło się na blogu tekstów i komentarzy przez 36 miesięcy. Ubrać wszystko w wykrzykniki, nałożyć maskę entuzjazmu i być kolejną osobą z internetu, u której wszystko idealnie. Umówmy się jednak, że skoro za jedną z największych zalet swojego bloga przyjęłam naturalność i „normalność”, to nie będę ściemniać, że myśl o blogowych urodzinach powoduje moją ekscytację i rozluźnienie łydek. Wybaczcie mi więc, bardziej i mniej anonimowi Czytacze, tę pewną… mentalną rozlazłość.

Ja też postaram się sobie wybaczyć.

A potem wpadnę tutaj zetrzeć kurz.

 

 

 

Podaj dalejShare on FacebookTweet about this on Twitter
  • Agata Wodzień

    Przyznawanie się do spadku formy, do gorszego czasu w życiu – takie niemodne. A tak ważne! Nie musimy być wiecznie widocznie dla świata szczęśliwi, uchachani, roześmiani i manifestujący jak to nam się w życiu wiedzie. Normalność – dziękuję, że o niej przypominasz w tym wpisie tworzonym gdzieś wśród pól miedzy Poznaniem a Bydgoszczą :)

  • No to życzę, żeby liczby w nawiasach były takie jak w 2014 roku :)
    SEO samo się nie zrobi, Google lubi wartościowe i świeże treści, a warto zostawić pamiątkę po sobie na świecie.
    Skoro już tak refleksyjnie, to tak mnie właśnie zastanowiło. Co z hostingiem po śmierci? Trzeba poprosić znajomych lub potomków, żeby opłacali? :D