Wysiłek fizyczny… do picia. Łykasz to?

 

Ten temat chodzi za mną już od dłuższego czasu, ale moc emocji rowerwowych skutecznie przerzucała go na drugi plan. Ilość powiadomień „zostałeś oznaczony na zdjęciu (i tu nazwisko innego indoor cyclingowego świra)” powoli się zmniejsza, a to znak, że można zerknąć, co dzieje się, jak to zwykłam mówić, w innych dziedzinach życia.

A dzieje się, oj, dzieje… Przez te wszystkie przygody rowerowe ominęłaby mnie informacja, że na szczęście mogę już zażyć wysiłek fizyczny w płynie!

Wielu z Was widziało już, jak to jedna z firm wspaniałomyślnie stwierdziła, że trening można połknąć. Powiedzieć, że się zdziwiłam, to nic nie powiedzieć.

Jestem tylko małym człowieczkiem, który nie ma prawie żadnego wpływu na ogromne koncerny. Odpowiadam jednak za swoje wybory. Mogę też na blogu wyrazić swoje zniesmaczenie: skorzystam więc z tej możliwości.

BEZ ZMĘCZENIA

Po fali konsternacji, która ogarnęła mnie po przeczytaniu tekstu, moją uwagę przykuła jedna rzecz. Wszystko dostaniesz bez zmęczenia. Bez wysiłku, bez kropli potu. Tu już nawet nie jest aż tak ważne, jakie specyfiki znalazły się w tym środku, jak to opróżni kieszenie leniwych naiwniaków i ile pistacji mogłabym sobie kupić za pieniążki, jakie zarobią na tym pomysłodawcy. Bardziej istotne dla mnie jest to, że wszystko pokazuje prawdę o naszym funkcjonowaniu i o tym jak nie chce nam się wysilić, by coś zmienić, by poczuć się lżej, by było lepiej.

CO JESZCZE W TABLETCE?

Bo przecież wszystko można teraz kupić w aptece, a przy dobrych wiatrach nawet przy kasie w supermarkecie. Łatwiej wziąć tabletkę na ból głowy, niż zainteresować się, czy nie jest się odwodnionym albo nie przesadza się z cukrem. Prościej zażyć specyfik, niż spakować buty do torby i poświęcić godzinę, by duch i cało miały się lepiej, a za trzydzieści lat, stojąc w kolejce po leki, nie mieć pretensji do siebie, że całe dotychczasowe życie wybierało się tę aptekę, a nie warzywniak i las. Wciąż tak trudno jest zrozumieć, że nie ma drogi na skróty.

Niedługo w płynie dostaniesz złudzenie treningu, a potem orgazm w tabletce, wyższą pensję w żelu i okłady, za sprawą których wzrasta ego.

A najsmutniejszy jest fakt, że to wszystko będzie się sprzedawać.

 

Podaj dalejShare on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

Komentarze (2)

  1. Bez pracy nie ma kołaczy. Stara prawda, a tak trudna do przyjęcia przez dzisiejszy rozleniwiony świat. Nie mówię, że zawsze wybieram idealnie, ale staram się jak najczęściej włączać myślenie. Dobrze, że ktoś znowu mi o tym przypomniał. To się wiąże z tym, co napisałaś w recenzji „Whiplasha”. Jeśli się chce coś osiągnąć, to trzeba się liczyć z wysiłkiem. Przypominania nigdy za wiele, droga Agato. Dzięki :-)))

    1. Ależ proszę!
      Czasem się zastanawiam, czy jest sens któryś raz przypominać innym – i sobie przede wszystkim – o tym samym. A potem znowu dostrzegam różne przykłady zagubienia, niezdecydowania, wybierania wygody i wtedy wiem, że warto coś powtórzyć piąty, dziesiąty i setny raz. Myślenie jest w cenie, włączajmy jak najczęściej. :D

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *