4 zasady żywieniowe, których się trzymam

 

Zakładając bloga byłam pewna, że nie będę pisała o tym, co jem, tylko o ogólnym podejściu do szamy. Byłam też przekonana, że w dobie informacji, internetu i hasztagów „foodporn” na instagramie, pisząc o jedzeniu powieliłabym wszystko, na co można się natknąć.

Jest jednak druga strona medalu, którą widzę dzięki Waszemu odzewowi – gubimy się w tym natłoku informacji. Nic dziwnego, skoro z każdej strony mówią nam coś innego. Trochę już tego przetrawiłam – dosłownie i w przenośni – i dziś… nie, nie będę pisać, żeby zamienić olej na oliwę z oliwek, a białe pieczywo zastąpić brązowym. Kto o tym nie wie? Podzielę się natomiast czterema zasadami, które pozwoliły mi trochę ogarnąć się w tym dietetycznym szale.

Dieta kopenhaska była na szczęście najgłupszym ruchem, który zrobiłam w ramach zrzucenia kilogramów.  Potem były jakieś mniejsze czy większe wymysły, ale kiedy zaczęłam poważniej uprawiać sport, przestałam wydziwiać. Aktualnie nie jestem wierna żadnemu systemowi żywieniowemu, rozpiskom czy innym planom. O ile uważam, że plan na życie i na dzień przyczyniają się do mniejszych i większych sukcesów, o tyle wszelkie plany treningowe i dietetyczne nigdy się u mnie nie sprawdzają. Działam intuicyjnie. Mam kilka zasad, na które zwracam uwagę i to mi w zupełności wystarczy do szczęścia. Do lekkiej głowy przede wszystkim, a to jest już dla mnie ważniejsze niż lekka dupa, choć przez lata było odwrotnie.

Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na pytanie: „co jeść?”. Jadłospis to sprawa bardzo indywidualna, a cztery poniższe wskazówki są bardzo osobiste – choć na tyle sprawdzone, że z czystym sumieniem mogę polecić wprowadzenie ich w życie:

TŁUSTE ŚNIADANIE. Mój pierwszy posiłek zmienił się dzięki jednemu szkoleniu i przekopaniu internetu w poszukiwaniu większej liczby informacji.  Węglowodany ze śniadania zamieniłam na kombinacje jajeczno-warzywne, koniecznie z dodatkiem tłuszczów (masło klarowane, ryba, oliwa z oliwek w sałatce, pestki). Dzięki temu dłużej czuję się syta i poziom cukru we krwi też ma się dobrze, a więc rzadziej niż za czasów owsiankowych miewam napady głodu.

DOŁADOWANIE PO WYSIŁKU. Bez węgli miałabym depresję, więc do ketozy jeszcze mi bardzo daleko. Staram się jednak ograniczać spożycie węglowodanów prostych, a za źródło energii służą mi wartościowe kasze i oczywiście wszelkiego rodzaju warzywa. Wiem jednak, że po porządnym wysiłku fizycznym mogę zaszaleć i cukry proste (w postaci dojrzałego banana najczęściej) zjadam krótko po treningu bez żadnych wyrzutów sumienia. Warunek jest jeden: to musi być naprawdę wycisk.

JAK NAJKRÓTSZY SKŁAD. Banalna sprawa. Po prostu czytam etykiety. Odrzucam wszystko co zawiera „E”, tłuszcz roślinny utwardzony oraz syrop glukozowo-fruktorozwy. Cukier dopuszczam tylko w produktach, które są słodkie, ale nie w sosach i innych wynalazkach, w których tego białego szkodnika nie czuć. Takie podejście skutkuje oczywiście tym, że zaopatruję się głównie w warzywniakach, bo większość produktów na półkach sklepowych ma w sobie składniki, których nazw nie potrafię wymówić… Ale dzięki regularnym odwiedzinom u pań w warzywniakach wiem, że jem jedzenie, a nie produkty.

RÓWNOWAGA. To już coś dla głowy – odstępstwo od codziennych zasad. Tak, jem czasem coś z cukrem, zjem pyszną czekoladę, zdarza się, że wypiję alkohol. Poczucie winy przy jedzeniu do niczego nie prowadzi i jeśli już się decyduję na grzeszki, to świadomie. Innymi słowy: kiedy jem coś słodkiego, nie informuję całego świata, że „ojej, jakie to tuczące” i jak długo będę musiała to spalać, a potem nie stoję przed lustrem szukając miejsca w ciele, gdzie odłożyło się brownie lub inny karmel.

Kończąc moralizowanie, zalecam… eksperymentowanie. Potraktowanie siebie jako indywidualności, jako systemu jedynego w swoim rodzaju. Wsłuchanie się w siebie. Tam naprawdę można znaleźć dużo odpowiedzi. Jeśli Muszyńska pisze, że doładowuje się po treningu albo codziennie wsuwa omlet na maśle, to nie znaczy, że masz lecieć na fermę po zakup jaj oraz założyć w domu dojrzewalnię dla bananów. Możesz spróbować, ale ktoś o wiele lepiej wie, dlaczego nie chudniesz, dlaczego boli Cię głowa, dlaczego ciągle chce Ci się spać. Ty wiesz.

Podaj dalejShare on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *