6 typów instruktorów w klubach fitness

 

To oni! Obiekty westchnień, pośrednie przyczyny Waszych zakwasów i niejednokrotnie adresaci najbardziej wulgarnych słów, jakie wypowiadacie na sali pod nosem na wieść o kolejnej pompce.

Wszyscy przyszli do mnie i prężą się przed lustrami. A może już się znacie?

Instruktor – wojskowy

Tylko dla odważnych. Co delikatniejsi rezygnują z treningu z nim po jednej godzinie, a na siłownię wchodzą po upewnieniu się, że nie ma go w grafiku.  Tylko brak gwizdka sprawia, że odróżnisz go od znienawidzonego pana od wfu z gimnazjum. Zajęcia to szkoła przetrwania, leje się pot, krew i łzy, ale za to potem wysypują się efekty.

*** Wersja damska. Postrach zarówno kobiet, jak i facetów, którzy chcieliby być silniejsi od nich, ale niestety odpadają w przedbiegach. To te, na których widok kobiety obrastające w tłuszcz mówią: „Nie chcę takich mięśni, to za męsko wygląda”.

Instruktor – tęcza

Z reguły kobiety, ale zdarzy się też i męski przedstawiciel. Na internetowe salony weszli wraz z „<3”, którym okraszona jest każda ich wypowiedź. Czasem zamiast tradycyjnej komunikacji wybierają emotikonową i obrazkową. Aspirują do popularności na miarę Ewy Chodakowskiej. Prezentują się w internecie w najlepszych pozach (najbardziej pożądane = lajkogenne są te najbardziej wygięte), a w rzeczywistości sprawiają wrażenie, jakby pożerali jednorożce na śniadanie, choć ich instagramy wskazują na to, że wcinają tylko pełnowartościowe owsianki i wafle ryżowe. Mają uśmiech przyklejony do twarzy, co w tej branży jest koniecznością, ale nigdy do końca nie wiesz, czy tak naprawdę pod tym pozytywnym grymasem nie kryje się „Och, odpieprzcie się ode mnie”.

Instruktor – bóg

O jego rzeźbie można by pisać poematy. Najmniej zadowolone ze swego pożycia klientki specjalnie wykonują ćwiczenie na przekór zasadom BHP, by tylko podszedł i palcem poprawił biodro. Instruktor – młody bóg może nie mieć nic do powiedzenia, ale kogo by to obchodziło, kiedy pokazuje, jak rozciągnąć pośladki? Kiedy wychodzi z basenu po prezentacji ulubionego stylu pływania?

Instruktor – gwiazda

Niespełnione marzenia o byciu aktorem, didżejem czy śpiewakiem spełnia na sali fitness. Charyzma pozwala zjednywać ludzi i przykrywać niedociągnięcia warsztatowe. Śpiewa, tańczy, podryguje, czasem nawet poćwiczy. Ma pełną salę nawet w piątek wieczorem, bo przecież kto jak nie on rozkręci najlepszą imprezę w mieście dla tych, którzy nie za bardzo lubią tańczyć?

Instruktor – orkiestra

Ruch to jego powołanie. Miał skończyć na prowadzeniu zajęć ze sztangami, ale ktoś w międzyczasie polecił rowery, a po rowerach to trzeba umieć się dobrze rozciągnąć, więc jak wystarczyło kasy i czasu w weekend, poleciał jeszcze dokształcić się w pilatesie. Tylko że kto by wyżył z trzech certyfikatów w tym podłym kraju? Trzeba jeszcze pomyśleć o crossficie.

Instruktor – etaciak

Kiedyś postanowił, że nie będzie żył wyłącznie z instruowania ludzi. Przez kilka godzin grzeje tyłek na bezpiecznej posadce, a potem wyfruwa zbawiać świat do klubu fitness. Pakowanie się to dla niego mozolny rutuał – rano wychodzi obładowany jak na wyprawę. Oprócz śniadania do pracy trzeba mieć ze sobą sportowy t-shirt, obcisłe majtochy, skarpetki na zmianę, ręcznik kąpielowy… grzebień, muzykę na zajęcia, fortkę na nadgarstek… pulsometr, bidon, opaskę…

No i jest też instruktor bloger, który obserwuje te wszystkie mordeczki z branży i potem się mądruje, ale to już poza główną szóstką – tak się dodałam, żeby mi nie było smutno. Pomyślałam też, że jeśli kiedykolwiek spotkam takiego prowadzącego, który prezentuje wszystkie te typy, to polecę mu dobrego psychologa.

Znacie jeszcze jakieś ciekawe typy instruktorów? Śmiało!

Podaj dalejShare on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

Komentarze (2)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *