Albo alkohol, albo dobra forma

 

Plaża, dzika plaża…

No dobrze, może nie dzika, ale pełna amatorów kąpieli, którzy stanem swojego ciała pokazują, jaki tryb życia prowadzą. Przechodzisz obok gości, których brzuchy i pośladki mówią same za siebie: ruszają tyłek z łóżka, by usiąść na nim w pracy, potem przesiąść się na fotel samochodowy i z niego szybciutko z powrotem na kanapę. Mijasz kobiety, dla których jedyną formą pocieszenia w życiu jest tłusto-cukrowe dobro podniebieniowe w postaci czekolady czy innych ciasteczek (a najbardziej dietetycznie dla kobiet byłoby, jakby największymi ciachami w ich zasięgu byli ich mężowie). Ale… Cóż to! Nagle wyłaniają się dwie skąpane w promieniach słonecznych boginie, które w pocie czoła rzeźbiły sylwetkę przez całą zimę, a teraz z powodzeniem w nadmorskiej miejscowości nalewają piwo, świecąc sześciopakami (na brzuchu, nie w puszkach). Otrzymanie zimnego piwa w taki upał, z takich rąk… przecież to raj na ziemi!

Już szukasz po kieszeniach portfela, kiedy przypomina Ci się nagle dialog:

 

– Alkohol ścina białko…

– No, a jedno piwo to tydzień treningu w plecy…

Kto zna abstrachujki, wie, co było dalej.

 


 

Czy faktycznie tak jest?

Każdy miłośnik siłowni powie, że owszem.

Ja, uwielbiacz sportu, aktywności i zdrowego życia, ze sporym dystansem do dietetycznego świata, zapytam: „Napraaawdę aż tydzień?”

Zamiast wypić kalorie i za chwilę nie ogarniać życia, naprawdę wolę zjeść coś słodkiego. Każdy ma swój sposób na przyjemności i jeśli już mają się wiązać z wkładaniem czegoś do ust… to wolę jedzenie niż alkohol. Nawet ten w piwie.


Co alkohol robi z Twoim ciałem?


 Po wszystkie procesy chemiczne zapraszam gdzie indziej, tutaj powiem prosto i konkretnie. Przede wszystkim alkohol robi jedną bardzo ważną rzecz z punktu widzenia tracenia wagi. Kiedy pijesz procentowe płyny, organizm jest najbardziej zajęty metabolizowaniem tego, co zawarte w wyskokowym napoju. Jedzenie jest dla niego sprawą drugorzędną i nie tak trudną, w żadnym razie nie jest odbierane jako zagrożenie. Szamę zawsze można upchnąć w tkance  tłuszczowej. A tego chyba nie chcesz? Dodając do tego apetyt, który załącza się po spożyciu, mamy przejedzenie w komplecie. (Kto nie jadł fast foodów przed powrotem z imprezy? Kto nie odkurzał lodówki po zakrapianych tańcach? Chyba tylko ten, kto doprowadził się do tego stanu, w którym nie mógł już sięgnąć po cokolwiek…)

 


Dla mnie sprawa jest jasna: albo forma, albo alkohol


 Oczywiście – bez paniki. Piwo na urlopie nie sprawi, że na drugi dzień  nie zrobisz przysiadu. Ale już po dwóch tygodniach baletów nadmorskich chyba nie będziesz oczekiwać, że pierwsze bieganie powczasowe będzie szczytem świeżości. Sama nie rozgryzłam jeszcze alkoholu, bo oczywiście sama sporadycznie decyduję się na małe szmery w głowie spowodowane procentami. Kiedy po jednej zakrapianej winem osiemnastce umyłam podłogi w całym domu (perfekcyjna pani domu napędzana promilami?), zaczęłam obawiać się o rolę procentów w moim życiu. Bywają też poranki poimprezowe, kiedy decyduję się na lekki wysiłek fizyczny i wychodzi z tego całkiem niezły trening. Ale gdzieś tam w głowie wiem, że Organizm wcale nie jest zadowolony i alkohol nie jest elementem zdrowego życia. Nawet, jeśli po spożyciu podłogi w domu błyszczą.

Regeneracja z piwem? Nie czarujmy się. Od kiedy procenty mogą służyć jako paliwo dla mięśni i wspomagać odnowę? W sumie trochę mnie dziwi, że po niektórych biegach można w ramach regeneracji łyknąć browara… Jak to powiedziała moja ulubiona dietetyk: „Piwo po treningu byłoby świetnym rozwiązaniem… Gdyby nie ten alkohol”. Bo owszem, węgle w piwie może i pomagają uzupełnić to i owo, ale już promile po takim wysiłku gwarantują, że ktoś będzie musiał odprowadzać Cię do domu.

Jeśli pijesz piwo okazyjnie, a przy tym prowadzisz zdrowy tryb życia i ogólnie czujesz się dobrze ze sobą, nie masz na pewno większych dylematów na imprezach, bo wiesz, na ile możesz sobie pozwolić. Jeśli jednak jesteś na diecie redukcyjnej, starasz się o lepszą formę i sylwetkę, odpuść sobie browara, a na pewno zauważysz różnicę. I nie oszukuj się, że alkohol podczas odchudzania nie wpływa na postępy.

Koniec moralizowania. Sobotę mamy, nie myślcie o tym tekście wieczorem. Ale w każdy inny dzień: tak.

PS. „I pamiętaj. Wszystko, co robisz w życiu, rób na (sto procent?)… na masę!”

Podaj dalejShare on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *