Cele sportowe na widoku!

 

Są różne rzeczy, które mogą wprowadzić w prawie że niezdrową ekscytację.

Kilogram pistacji.

Półka pełna opakowań yerby.

Czekanie na występ Muse albo Modestep.

Informacja o przelewie.

Tytuł zakończony wykrzyknikiem.

Spodnie o rozmiar mniejsze, leżące wręcz idealnie. I to nie na tyłku sąsiadki.

Albo… kartka i długopis, a potem następstwa bawienia się tymi przedmiotami, które wciąż wnoszą więcej niż tablet i smartfon.

Zeszły tydzień zwieńczyłam konstruktywnym posiedzeniem na myślęcińskiej trawie – z piórem w ręku wytyczałam trasy swojej egzystencji w najbliższych miesiącach. Totalnie pozbawiona pokory zamierzałam rozśmieszyć Boga swoimi planami. Co gorsza – sportowymi…

Robienie takowych przychodzi mi najłatwiej. Zwykle okazują się bazą (nie mylić z bezą) wszystkich pozostałych zamierzeń. Teraz, zgodnie z wytycznymi poradników, po przeczytaniu których człowiek z miejsca staje się szczupły, dobry i bogaty (tylko życiówki się same nie robią), uzewnętrznię się tutaj, bo publiczne zobowiązanie (tak! 4 osoby to też publika) to jedna z największych sił napędowych…

OK, porzućmy te dyrdymały. Po prostu jak komuś o czymś powiesz, to Ci potem wstyd, że tego nie zrobisz. Zatem chcę powiedzieć, czego mam zamiar dokonać w 2016, mając przypięte do koszulek numery startowe. Bo życiówki z 2012 i 2013 roku już mi się trochę znudziły.

 

KWIECIEŃ 2016: Półmaraton Poznań

Rozczulałam się nad nim nie raz, a kolejna okazja już za kilka miesięcy. Zastanawiam się, ile jestem w stanie dać za to przewspaniałe uczucie złamania 2h w półmaratonie. Kiedy ostatnio to zrobiłam, byłam w najlepszej formie w życiu. Sierpień to dobry czas, by zacząć programować w głowie wynik kwietniowy, a musi on wynieść poniżej 1:57:48.

MAJ 2016: Bieg Papiernika

Zrobienie tam życiówki jest dla mnie niemożliwe (błagam, bez tych frazesów, że niemożliwe nie istnieje, ok?). Sygnał startu daje się słyszeć zwykle o godzinie 11:15, co oznacza ni mniej, ni więcej to, że biegnie się zwykle w największym upale. Dlatego jak nie polecę na życiówkę, to nic się nie stanie, ale trzeba będzie to zrobić gdzieś indziej. Czyli pokonać dyszkę szybciej niż w 54 minuty i 22 sekundy.

CZERWIEC 2016: Terenowa Masakra

Nie robię tego dla taplania się w błocie i by poczuć męskie ręce na swoich pośladkach w trakcie podsadzania mnie na jakąś ścianę. Nie po to też, by zobaczyć, jak to jest na sianie. Nie robię tego nawet dla sławy! Chcę po prostu zmotywować się do treningów funkcjonalnych, bez których nie mam możliwości tego ukończyć.

LIPIEC 2016: Bydgoszcz Triathlon

O tak, na to czekamy! Celem jest zejść poniżej… a nie. Celem jest nie zejść na bieganiu jak ostatnio. Innymi słowy: jeść. I krócej się przebierać. Całkiem przyjemne cele jak na taki start. Czasu na razie nie sprecyzowałam.

PAŹDZIERNIK 2016: Poznań Maraton

Chodziło mi po głowie, by zrobić to jeszcze w 2015, ale po pierwsze mam za mało kilometrażu w nogach (halo, gdzie brawa za rozsądek?), a po drugie tydzień później jest Evolution Ride w Niemczech. To drugie jest dla mnie o wiele ważniejsze i nie chcę połowy spędzić siedząc. Pół biedy, jeśli na tomahawku, ale kilka dni po maratonie to bardziej tęsknie patrzy się w stronę łóżka czy podłogi, a nie roweru. Już raz miałam taki październik: maraton, licencja B – weekendowy zjazd, a potem Evolution Ride. Tydzień po tygodniu. Wolę zrobić jedną rzecz, a porządnie, dlatego w tym roku Evo w Polsce i w Niemczech, a za rok poprawienie swojego czasu na dystansie królewskim. Nie bez znaczenia jest marketing Poznań Maraton, który sprawia, że nie umiem przejść obojętnie obok podarowania sobie jeszcze jednej szansy.

Co gorsza, mam nawet takie przebłyski, żeby trenować wg planu treningowego… To najlepiej pokazuje, że powinnam chyba usiąść do pisania na blogu o planach dopiero jak poczuję się lepiej.

Jak pomyślę, ile muszę kilometrów klepać biegowo to naprawdę poziom ekscytacji mi opada, bo bieganie nie jara mnie już tak, jak kiedyś. Z drugiej strony niby nie lubię tego już tak bardzo, a jednak wciąż ubieram buty i wychodzę z domu. Uzależnienie? Kotwica, skojarzenie z czymś dobrym?

Satysfakcja na mecie, otoczka biegów – to wygrywa. Zachęca też ta droga do celu, bo przygotowywanie się do startów niesie za sobą wiele korzyści. Znowu pojawia się regularność, jeszcze większe dbanie o regenerację i odpowiednie paliwo. Dla tego wszystkiego można ruszyć tyłek. To mi porządkuje świat.

No no, wszystko pięknie, a tak naprawdę to ona pewnie chce schudnąć, dlatego ma zamiar tyle biegać.

 

Podaj dalejShare on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

Komentarze (11)

  1. Ok, na październik 2016 lodówka będzie pękać od bananów. O 4 nad ranem. A myślałam, że to ja jestem nienormalna lubując się w biegach z przeszkodami…. :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *