fbpx

Polecamy książki #5. Chrobot. Życie najzwyklejszych ludzi świata

chrobot tomek michniewicz

 

Kiedy łapię się na narzekaniu na Polskę, wracam myślami do książki, która najpewniej jest w pierwszej trójce najlepszych, które przeczytałam w tym roku: Chrobot. Życie najzwyklejszych ludzi świata Tomka Michniewicza.

Myślę o ubezpieczeniach zdrowotnych i życiu na kredyt w USA. O pracy po czternaście godzin dziennie w Japonii. O krajach, w których pieniądze pierze się dosłownie, bo tak mało jest ich w obiegu albo o tym, że gdzieś na świecie największym luksusem w mieszkaniu jest wiatrak.

Finlandia, Stany Zjednoczone, Kolumbia, Japonia, Zimbabwe, Uganda, Indie. Siedem pięknie przeplatających się historii dorastania i poszukiwania sensu w tym samym czasie, lecz w różnych miejscach.

Viva perspektywa

Dla nas to oczywiste, że poszliśmy do szkoły, a gdzieś indziej, by wykształcić jednego człowieka, zrzutę robi całe jego otoczenie. Kontakt skóra do skóry matki i noworodka mamy zagwarantowany ustawą; w USA wystawiliby nam za to rachunek nawet na kilkanaście tysięcy dolarów. W Ugandzie zdarza się, że kobiety tuż po porodzie wracają do swojego miejsca zamieszkania, bo nie ma miejsca w szpitalach. Ja w tym szczególnym czasie po dziesięciu minutach spaceru byłam wykończona, a one idą nawet kilkanaście kilometrów.

Wiem, że nie na każdego działa takie podejście, bo „jaki ma wpływ na moje życie to, że ktoś ma gorzej kilkaset tysięcy kilometrów dalej”… Wtedy Chrobot można poczytać, by znaleźć nieznane dotąd ciekawostki o życiu w różnych stronach świata. Ale jeśli jesteś z tej drugiej drużyny, której takie historie pomagają zdystansować się do swoich kłopotów, spod jesiennego koca wyjdziesz dopiero po skończeniu tej książki. Tym bardziej, jeżeli blisko Ci do wrażliwców, którzy w Chrobocie znajdą te nienarzucające się refleksje o konsumpcjonizmie, relacji człowieka z naturą i z drugim człowiekiem.

 

Polecamy książki #4. Co tam, bracie, w antykwariacie?

Chrobot przypomniał mi też rozmowę z kolegą z pracy, który do Polski przybył z Ameryki Południowej. Przyleciał do nas w środku zimy, a więc uznałam, że najlepszym tematem do pierwszego small-talka musi być pogoda. Zauważyłam rezolutnie, patrząc na jego grubą, puchową kurtkę, że pewnie doświadczył szoku termicznego. U nas mrozy, śnieg, a potem zwykle szaro i plucha, a tam, w jego stronach… Słońce, plaże, raj, marzenie każdego Polaka! Nowy kolega od razu odparł, że przynajmniej jest różnorodność, a nie, że wciąż upał. A poza tym pogoda nie jest jego zmartwieniem, bo w Polsce przynajmniej, kiedy siedzi w knajpie, nie słyszy odgłosów strzelaniny na ulicy, co w jego kraju jest na porządku dziennym.

Tak że tak, moi państwo. Kwestia perspektywy.

Podaj dalejShare on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *