Ciężkie brzmienie i Indoor Cycling. Jak to pogodzić?

Mało co pozwala tak się wyrazić młodemu człowiekowi jak muzyka. To dlatego gimnazja i licea pełne są wyrostków, którzy albo chodzą w bluzach i skrobią rymy na ostatnich stronach zeszytów, albo depresjonatów w glanach, rysujących na ławkach pentagramy.

Sama popylałam w brudnych trampkach i chociaż nie sprawdzałam na ławkach możliwości cyrkla, skakałam na koncertach punkowych – ba, do tej pory lubię to robić. Czarne włosy to był stan umysłu i teraz, mając po wczorajszej akcji farbowania włosów na głowie blond loki niczym świnka, mogę się tylko głupio zaśmiać na wspomnienie noszenia workowatej, czarnej odzieży i koloru włosów nieco odstającego od obecnego. Nie zmienia to jednak faktu, że tamten czas był ważny i mocne uderzenie muzyczne na pewno ukształtowało mnie w jakiś sposób….

…a potem zostałam instruktorem.

To ciekawe, jak profesja może wpłynąć na gusta. Odkąd zaczęłam chodzić na fitness, moje ciało bez ostrzeżenia zaczęło reagować spontanicznie na wszelkie utwory z fajnym bitem, sugerując odłożonenie w kąt płyt z punk rockiem i innymi gitarowymi decybelami. Do dzisiaj pamiętam, jak mój obecny Współdetoksiak patrzył z pogardą, kiedy robiłam przed lustrem steptacze do „Born this way”…

Kiedy zostałam instruktorem, nie miałam już problemu z przerzuceniem się na kawałki o wiele lżejsze niż preferowane dotychczas. Wiem jednak, że nawet bardzo zatwardziałych fanów gotyckiego metalu może natchnąć Indoor Cycling, a gust pozostanie ten sam, i w rezultacie staną oni przez problemem ułożenia zajęć, które zorają nogi uczestników, ale nie ich uszy.

Drogi fanie metalu, prawda jest jedna: zajęcia robisz dla ludzi. Jeżdżenie ulubionych utworów to nieopisana sprawa, ale trzeba znać umiar i skomponować playlistę tak, żeby była do przeżycia przez potencjalnego kandydata na stałego bywalca rowerowych sal. Jeśli wiec Twoja mama reagowała na puszczana przez Ciebie muzykę okrzykiem: „Wyłącz to wycie!!!!”, to znak, ze twój wysublimowany gust muzyczny może wystraszyć klienta.

Jeden, dwa mocniejsze kawałki w ciągu jednej godziny nie zaszkodzą. Wolny, rockowy podjazd to petarda – w towarzystwie, dajmy na to, Limp Bizkit. Ale… całe zajęcia?


Co zrobić, jak żyć?


Znaleźć złoty środek. To bardziej banalne, niż się wydaje. Nawet, jeśli wzdrygasz się na dźwięk remisów ulubionych rockowych kawałków, na pewno znajdziesz miejsce w czeluściach Internetu, gdzie ktoś podaje swoje wersje cięższych piosenek w wersji nieco łagodniejszej. Można też wybrać zespoły, którym czasem bliżej do innych gatunków niż do metalu, a wciąż można usłyszeć gitary.

Może spodoba Ci się to:

Albo to:

Albo chociaż niezastąpieni mocarze


Na koniec mała wskazówka: jeżdżenie do piosenek, w których lepiej słychać bit, będzie prostsze również dla Ciebie. W punk rockowym brzmieniu też można odnaleźć rytm, ale sądzę, że nie jest to tak banalne jak przy typowym umc umc. Nie trzeba od razu uwielbiać Benassiego… Co i tak się wydarzy po dwustu wyjeżdżonych godzinach. Przykro mi. Bring the noise!

Podaj dalejShare on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

Komentarze (2)

  1. Współdetoksiak sam nie miał wyjścia na fitnessie i nieobcy jest mu już balans do (napiszę fonetycznie): „Johny, la hanta esta mu loka”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *