Czy Bydgoski Kwartet Biegowy jest warty polecenia?

 

Moje odczucia wobec Bydgoskiego Kwartetu Biegowego są od wczoraj jeszcze bardziej mieszane. Jako że tylko 1/4 tej sportowej całości przeżyłam jako osoba uczestnicząca aktywnie (umówmy się, że kibicowanie aktywizuje nieco inne organy niż bieg…) na pewno nie opowiem wyczerpująco o tej imprezie. Jednak dużo obserwuję  i rozmawiam z uczestnikami. Poza tym mam potrzebę trochę oczyścić głowę z myśli na ten temat i mimo że mówi się teraz, iż blog nie jest pamiętnikiem, to ja go traktuję trochę inaczej i zostawię tutaj swoje relfleksje.

Do wczoraj, mając w pamięci poprzednie biegi, nie wystawiałam tej edycji zbyt dobrej oceny. Irytowały mnie workowate koszulki, błędy na trasie, jej słabe oznaczenie. Od czerwca atmosfera wokół kwartetu nie była zbyt pozytywna – wystarczyło, że z Biegu Nocnego wróciło w kilkuset niezadowolonych biegaczy, usiadło do kompa i klops wizerunkowy gotowy, bo w końcu chcemy biegać dychę, a nie dziewięć i coś.

Przy półmaratonie rzecz miała się już inaczej. Pojawili się sponsorzy, a wraz z nim lepsze koszulki, ciepły posiłek na mecie i pączki (ładunek energetyczny większy niż zużycie kalorii na 5 km, jadłabym). Biuro zawodów działało prężnie, choć wątpliwości budzi pytanie o rozmiar koszulki (zaznaczasz w formularzu, że XL, ale potem się rozmyślisz i weźmiesz jednak M. Tym samym ktoś pływa w Twojej zamówionej XL-ce…). Trasa jak przykazano, a nie na 19 km. Jej wygląd dla niektórych pozostawiał wiele do życzenia (dziwne nawrotki, kocie łby, Trasa Uniwersytecka; nie było łatwo), ale wiele osób mogło być dumne z debiutu w półmaratonie na takich odcinkach i przy aurze naprawdę niesprzyjającej życiówkom. Na mecie kibice byli bardziej ożywieni niż dotąd, bo prędzej zdarzało się wbieganie na cichy stadion.

Czy BKB jest godny polecenia?

Nie wiem, jak mają się prognozy jeśli chodzi o kolejną edycję kwartetu. Myślę jednak, że będzie o wiele lepsza, bo po tej czerwcowej wtopie, której już nie chce mi się rozdrapywać, organizatorzy będą dwa razy bardziej czujni. Opłata startowa jest standardowa, a więc standardy powinny zostać utrzymane. Można je pożyczyć z innych miast. Wbrew pozorom biegaczom nie potrzeba nic poza jasnymi informacjami, dobrą koszulką, punktami odżywiania i medalami na końcu.

Sama idea zbierania medali, które złożyć będzie można w jedną całość to bardzo ciekawy pomysł. Dla wielu osób był to jedyny powód dla tego, by uczestniczyć w październikowym biegu – dobry, jak to mówią, chwyt marketingowy. Gdybym sama miała za sobą już 3/4, na pewno tylko bardzo smutne okoliczności skłoniłyby mnie do odpuszczenia sobie półmaratonu.

Pomimo moich mieszanych odczuć zaznaczę, że najważniejsza w zasadzie jest jedna rzecz. To, że niektórzy na Run Myślęcinek w marcu zaczynali swoją przygodę ze zorganizowanymi biegami i nie myśleli w ogóle, że są w stanie przebiec półmaraton, a w październiku to zrobili. Jakby nie było, podstawowy cel biegów ulicznych spełniony: popularyzacja tej formy aktywności, propagowanie zdrowego stylu życia opartego o bieganie. W kontekście tego naprawdę nie mam potrzeby wskazywać palcem na niedociągnięcia.

No i KzB poprawił życiówkę w półmaratonie o 10 minut, tydzień po maratonie, w moje urodziny. :)

Podaj dalejShare on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *