Czy nazwa zajęć ma znaczenie? O poziomach zaawansowania na Indoor Cyclingu

Kluby fitness zwykle proponują klientom zajęcia Indoor Cycling na trzech poziomach zaawansowania. W grafiku znajdują się lekcje dla początkujących, dla średnio- oraz dla zaawansowanych. Czy dla każdego ma to znaczenie? Po wysłuchaniu kilkudziesięciu opinii przez kilka lat wiem na pewno, że nie zawsze odgrywa to kluczową rolę.

Wybierając się na treningowanie, zwykle najpierw patrzy się na godzinę, która pasuje. Jeśli jest ten komfort, że można wybierać i przebierać w porach, zwraca się uwagę na instruktora. Dopiero potem istotne jest, jak nazwane są zajęcia. Poziom lekcji to bardzo często kwestia umowna, co nie oznacza, że nie należy jej przestrzegać.

Jeśli zatem harmonogram mówi, że o siedemnastej zaczynają się zajęcia dla początkujących, a na sali pojawi się przynajmniej jedna taka osoba, lekcja powinna się odbywać „pod nią”. Sugerując się za bardzo tym, że na zajęcia przyszły osoby „wyjeżdżone”, odpalimy hardkorową godzinę i skutecznie zniechęcimy do roweru mniej zaawansowanych uczestników, którzy będą mruczeć: „to są zajęcia easy?!”. Rozumiem, że instruktorzy mogą nie przepadać za takimi godzinami, kiedy powinni tłumaczyć wszystko od podstaw (choć w zasadzie to mnie to dziwi, bo przecież to swego rodzaju misja, by pokazać komuś coś nowego i być może zaszczepić w nim nowe zainteresowanie czy przyczynić się do zmiany jego stylu życia), nie zmienia to jednak faktu, że każdemu należy się początek dostosowany do jego możliwości.

Jeśli już tak martwisz się o tych zaawansowanych na początkującej lekcji, to powiem Ci, że osoba, która swoje już na sali przejeździła, poradzi sobie również na zajęciach prostych, a podjazdu na siedząco nie odbierze jako odpoczynku. Jeżeli uwielbia dodatkowe techniki – trudno. W przypadku easy/intro/zwał jak zwał, pierwszeństwo mają ci, dla których długi podjazd na stojąco nie jest jeszcze możliwy. Grupa jest tak silna, jak jej najsłabsze ogniwo – jak to mawiała master Wierzbicka. Ktoś, kto jest wciągnięty w rowery, i tak na nie wróci. Na zajęciach początkowych warto zadbać o to, by powracały kolejne osoby.


Średniozaawansowani


To zwykle grupa najbardziej mieszana. Ktoś przyjdzie pierwszy raz z przekonaniem, że jakoś sobie poradzi, ktoś inny z nadzieją, że może grupa będzie mocna i będziemy robić nie wiadomo jakie cuda. Przy regularnych spotkaniach wiadomo, na co kogo stać i jak poprowadzić zajęcia. W przypadku totalnie mieszanej grupy najlepszym rozwiązaniem jest to, czego można się nauczyć na kolejnych szkoleniach – prowadzenia miksów. Potem już tylko oczy do okoła głowy, trochę beatowej matematyki i prawie wszyscy są zadowoleni.


Zaawansowani


To taka jednostka, podczas której można dopieścić lubiących zostawić na sali płuca i wszystkie wypite przez cały dzień płyny. Co zrobić, jeśli na takich zajęciach pojawi się jeden człowiek, który jest pierwszy raz? Pojechać całe zajęcia pod niego? Ja tego nie robię. Moim zdaniem trzeba go uprzedzić, że zajęcia będą nieco mocniejsze, ale jednocześnie zaprosić… i mieć go cały czas na oku, czy przerost ambicji się za mocno nie pokazuje. Rzadko zdarza się, że na tak oznaczonych zajęciach w przewadze są osoby, które dopiero zaczynają; jeśli jednak dochodzi do takiej sytuacji, opcją jest działanie z miksami. Serio, można to ogarnąć. :)

Sugerujecie się poziomem zajęć, zanim przekroczycie próg sali?

Kiedyś, dosyć nieroztropnie, poszłam na zajęcia oznaczone „STEP II”. Step dwa i ja. Haha, haha.

Podaj dalejShare on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *