Detoks cukrowy: zgrzeszyłam w drugim tygodniu

Hej, hej! Pijąc trzecią dzisiejszą kawę, opowiem Wam czyimiś słowami, dlaczego detoks cukrowy może być jedną z najlepszych akcji roku.

Najpierw jednak przyznam się do grzechu, który popełniłam w drugim tygodniu detoksu pod jednym z niemieckich marketów w moim mieście, a mianowicie: zjadłam dwa banany. Średnio dojrzałe. Zbrodnia to podwójna, a nawet potrójna. Po pierwsze, nie były to banany mało dojrzałe, dozwolone na detoksie. Po drugie, były to dwa banany, a więc przekroczyłam dopuszczalną dzienną porcję owoców o 100%. Po trzecie, to nie był dzień treningowy!

Straszne. Ale jakie smaczne. Ommmnom. Życie jest za krótkie na przeżywanie takich rzeczy. Po prostu klęczałam potem na grochu godzinę, co pięć minut zjadając garść oliwek. Czyli piekło.

No. A teraz – licząc na efekt świeżości – mam nadzieję, że kolejne słowa przykryją mój występek. Postanowiłam, że ja peany pochwalne nad tym przedsięwzięciem będę snuć pod koniec przyszłego tygodnia, na samo zakończenie akcji. Na jej półmetku oddam głos bliskiej mi osobie, która dzielnie walczy razem ze mną. Nawet bardziej dzielnie niż ja: istny anioł, nie zgrzeszyła ani razu.

Jak po połowie akcji czuje się mój Współdetoksiak? [Relacja prawie oryginalna]

Co ja mam ci powiedzieć, proszę ja ciebie. Gdybym jadła czekoladę, dostałabym depresję, siedząc w domu zagipsowana. Ale nie mam depresji, bo nie jem czekolady. Yyy, wiesz co, powiem ci, że jak miałam w środku zeszłego tygodnia takie… co na słodkie mnie ciągnęło, to teraz nie mam. Nie ciągnie mnie nawet do jabłka, ale dziś zjadłam, bo pamiętałam, że pani z warzywniczka miała dobre. Skończyłam to jabłko i nie miałam tak, że jeszcze i jeszcze bym chciała. Po dłuższym czasie mniej ciągnie do cukru. Mam jaśniejszy umysł jakiś taki, głupie myśli nachodzą rzadziej… Nie mam takiego dopołudniowego zamulenia. Wydaje mi się, że mi się chce mniej pić. Rano dużo piję, ale potem już mi się tak nie chce – może dlatego że węgle zatrzymują wodę, a teraz tyle ich nie jem. Brzusio płaski, ale fajniejszy będzie, jak będę ćwiczyła. No i fajnie nie żałować sobie tłustego i zjeść kurczaka ze skórką! Ludziom na detoksie polecam kakao ze śmietaną. Ale z umiarem. Bo od kilku dni nie mogę patrzeć na kakao. Detoks i takie jedzenie budzą jeszcze większą kreatywność w kuchni!

 Już w niedzielę lub poniedziałek najgrubsza detoksowa nota – z podsumowaniem i olbrzymim zapewnieniem, że każdy da radę. I każdy odczuje ogromną różnicę. Na plus.

Podaj dalejShare on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

Komentarze (7)

  1. I tak nie mogę się przekonać do życia bez cukru. Czytam wpisy, rozumiem podawane zalety, ale jak odmówić sobie jedynej życiowej przyjemności? :)

  2. Prawdą jest, że kiedy całkowicie z czegoś zrezygnujemy, przestaje nas do tego ciągnąć, organizm odzwyczaja się. Ja np. miała ogromne problemy z fast foodami typu Mcd czy KFC, bo kiedy wracałam o 22 z pracy styrana po zajęciach były to jedyne otwarte miejsca z jedzeniem po drodze ;) wszelkie akcje typu fast food „raz na 2 tyg”, „raz na msc” nie zdawały egzaminu, bo wciąż „pamietałam” smak tego żarcia ;) Od pierwszego stycznia powiedziałam sobie, ze definitywny koniec i nie ma akcji typu „raz na kiedyś”. Po jakis trzech mscach przestałam w ogole o takim jedzeniu myśleć, wiec nie odczuwam jego braku ;) ostatnio nawet bylam w McD ze znajomymi i ani trochę mnie nie ciągnęło, by coś sobie kupić :) Takze jestem w takich kwestiach radykalistką – u mnie zadne „cheat meale” się nie sprawdzają :) A w temacie – za cukrem na szczescie w ogole nie przepadam :P

    1. Ania, nie sposób przyznać Tobie i radykalnemu podejściu racji. Detoks cukrowy też mi pokazał, że można żyć bez cheatów (które są bardzo zdradliwe) i świat się nie zawali bez jakiegoś konkretnego smaku. Organizm to świetna machina i da sobie radę. :) Swoją drogą bardzo zazdroszczę Ci tego, że nie przepadasz za słodkim!

  3. Na miesiąc odstawiłam mięso, bez problemu, nie ciągnęło mnie, a po czasie nawet zapach odpychał. Problemem jest spoełeczeństwo: mamusie, nie wyobrażające sobie obiadu bez mięsa, mężowie ‚no-i-potem-nie-masz-siły’.
    Z cukrem na razie przegrywam, nie mam sił na tę walkę. Teraz. Pociesza się jedzeniem, na czekoladę ‚zasłużyłam’, ‚zawiera magnez!’, ‚dostarcza endorfin!’. Tego typu wymówki, chociaż wiem, ze to trucizna i zamula. Kiedyś przyjdzie czas na rozprawianie się z tym.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *