Dlaczego nie Ty?… Czyli co myśli kibic na triathlonie

Dwadzieścia stopni Celsjusza, początek lata. Lekko wczorajsza cieszę się ze świeżego górskiego powietrza i butelki gazowanej wody w płóciennym worku. Równie mocno, co stabilne źródło wodopoju, raduje mnie fakt, że to nie ja będę zmagać się za chwilę z samą sobą na „zakręcie śmierci”.

Tym razem kibicuję i jestem „fotografem” (używanie lustrzanki jeszcze nie robi z nikogo fotografa, jak kupno niubalansów nie wystarczy do bycia maratończykiem) i pewnie już zawsze będę przyjeżdżać do Radkowa na triathlon tylko w roli kibica. To, co musieli przeżyć tam ludzie beznadziejni w trzech dyscyplinach, zasługuje na coś więcej niż zwyczajne pochwały.  Co najmniej na pokłony.

zalewblog

Siódma rano następnego dnia. Niedzielni bohaterowie budzą się z dumą i być może bólami (na ciele z żelaza chyba nie ma mikrourazów?), kibice ubierają biegowe buty i idą posmakować choć trochę terenu wczorajszej trasy. Dobiegam do zalewu i widzę zbiornik, w którym wczoraj jednocześnie płynęło wielu śmiałków. W głowie zaczyna huczeć: a dlaczego nie ty?

Dlaczego nie? Przecież są ludzie, którzy z marszu robią takie najtrudniejsze rzeczy. Na trasie zobaczyłam kilka osób, które na pewno usłyszały w głowie swoje własne „dlaczego nie?” i od razu zabrały się do roboty. W przypadku niektórych nie było to kupienie pianki do pływania, butów z systemem spd i akcesoriów biegowych typu lans-bans. Co więcej, nie było to nawet zrzucenie zbędnych kilogramów, by sprawnie pokonywać kilometry kolejnych dyscyplin. Kiedyś się dziwiłam: „Co, maraton bez przygotowania? Ale jak?” Potem myślałam: „OK. Maraton to jeszcze, ale triathlonu bez przygotowania nie zrobisz”. Okazało się, że można, nawet ten najtrudniejszy w Polsce.

Można powiedzieć: „Pff, ale co to za wynik, taki bez przygotowania”. Warto jednak zauważyć, że człowiek, który decyduje się na taki krok, pewnie nie obstawia jakiegoś świetnego czasu, w którym zaliczy daną dyscyplinę. On chce się sprawdzić. Nie za bardzo dba o jakość, bo to mu niepotrzebne. On decyduje robić się coś, czego na pewno mocno się boi, a jak nie boi się, to tylko dlatego, że nie zdaje sobie sprawy z tego, co go czeka. Nie siedzi i nie marzy „o, kiedyś to zrobię tri…”, tylko uiszcza opłatę startową i nastawia głowę na ukończenie zawodów. Nie walczy w czołówce o podium, ale walczy z samym sobą. A że decyduje się zrobić to podczas najtrudniejszej tego typu imprezie w kraju? Pewnie dlatego, że akurat taki był najbliżej jego miejsca zamieszkania…

Biegnę tym zalewem, pokonuję wzniesienia łatwiej niż kilka miesięcy temu i wciąż huczy w głowie: A DLACZEGO NIE TY? Też możesz zadać sobie to pytanie. I nie musi dotyczyć ukończenia triathlonu.

Podaj dalejShare on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

Komentarze (3)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *