Dotrzeć do mety w upał

To, że bałam się, jak podczas triathlonu mój rower zachowa się w wielkim deszczu, teraz wydaje mi się bardzo niedorzeczne. Obawiam się raczej, że podczas trasy mogę stanąć i nie ruszyć dalej w wyniku zatopienia się opony w asfalcie.

[Przyjaciel mówi mi, że nie, jeśli rower jest lekki. Ale jeśli dupa ciężka?]

Na termometrach powyżej 30 stopni – wielki szacun dla wszystkich, którzy ukończyli dziś tri w Szczecinie. Chyba nie zdziwicie się więc, jeśli powiem, że roboczy tytuł tego tekstu nosił tytuł „patelnia”. Startowałam w biegach w różnych warunkach – upalna dyszka nie jest mi obca, zdarzył się też taki półmaraton. Mogłabym sobie wyobrazić, że ¼ IM to taki Papiernik… tyle że trzeba na niego dojechać rowerem, uprzednio zaliczając intensywną kąpiel w pralce…

Moje triathlonowe złudzenia pryskały równie prędko jak się pojawiały. Najpierw samozniszczeniu uległa myśl, że zdołałam się przygotować na tyle, na ile bym chciała. Później straciłam nadzieję, że znajdę inną prognozę pogody na dwunastego lipca, a potem, że się ona sprawdzi. Kiedy już uznałam, że prawdopodobnie przyjdzie mi nie tylko walczyć z prądem w Brdzie, ale jeszcze z pokusą wskoczenia do niej podczas biegania, postanowiłam przeszukać cały Internet w poszukiwaniu niezawodnego sposobu na to, jak poradzić sobie przez około cztery godziny wysiłku fizycznego w temperaturze co najmniej niekomfortowej. Choć tak naprawdę znam to na pamięć, no ale kto zrozumie panikującą.

Jedyne rozsądne recepty na start w upale to po prostu trochę rozwinięta wersja tego, co każdy powinien robić, by przetrwać tak wysokie temperatury.

Nawodnienie

Nie chodzi tylko o solidnego, niezaplanowanego łyka podczas pływania i o regularne popijanie w trakcie zawodów. O tym pewnie wie każdy. Bardziej wtajemniczeni wiedzą też, że cały proces nawadniania najlepiej zacząć już na kilka dni przed startem. Odwodnienie to najkrótsza droga do tego, by organizm skapitulował prędzej, niż tego chcemy. Jeśli mamy w perspektywie zawody w upale, butelka dobrze zmineralizowanej wody mineralnej ma być naszym przyjacielem jeszcze częściej niż zazwyczaj. Dobrze sprawdzą się też izotoniki, ale jako że te sklepowe są często napakowane chemią, warto zrobić sobie swój albo sięgnąć np. po wodę kokosową. Podczas startu wypocimy mnóstwo elektrolitów i choć to zawieje truizmem, to przypominam: trzeba je uzupełniać.

Taki start to podsycony adrenaliną ponadprzeciętny wysiłek dla organizmu. Nie dbając o wodę skracamy sobie trasę maksymalnie – niestety, nie prowadzi ona do mety. Bóle głowy, zaburzenia równowagi, totalne osłabienie spotkać mogą odwodnionego zawodnika nawet podczas startów chłodną jesienią, a co dopiero w pełni lata.

zawody-w-upale1

Poważniej, fachowo: klik

Nakrycie głowy

Wygląda na to, że podczas triathlonu odpadnie paniom jedno zmartwienie – fryzura. Już w pierwszej konkurencji na naszych głowach wylądują cudownej urody czepki, dzięki czemu będzie można nas odróżnić raczej po (tu wpisz dowolną część ciała, nie wnikam) niż po włosach. Zaraz po wyjściu z wody trzeba natomiast przyodziać kask. Kiedy cebulki włosowe wspaniale się ugotują, doprawimy je czapką na bieganie. Tak, podczas takich temperatur, które przewidują na przyszłą niedzielę polscy synoptycy, nakrycie głowy jest wręcz konieczne.

Jeśli jesteśmy już przy częściach garderoby sportowej – lepiej dwa razy upewnić się, czy koszulka, poza szpanerską metką i fajnym napisem oferuje nam coś jeszcze, a spodenki nie sprawią, że obetrzemy sobie swoje największe skarby [NOGI]. Podczas jazdy czy biegu po patelni fajnie mieć ze sobą odzież, która nawet jeśli nie będzie pomagać, to chociaż raczy nie przeszkadzać w pokonywaniu kolejnych kilometrów. Robiąc triathlon w wersji oszczędnościowej nie mamy t-shirtów za tysiaki, ale na pewno w szafach znajdzie się coś, w czym ciało będzie mogło choć trochę pooddychać. Bo czy będzie miało chęci do tego – okaże się.

triathlon

Krem do opalania

Zaakceptowałam fakt, że podczas triathlonu się usmażę i będę wyglądać lepiej niż Karina, co wyjechała ze Staszkiem na ol inkluziw, by tam prezentować swój strój kąpielowy w panterkę (ale wrócę ze swojej podróży chudsza niż oni z tych swoich czasów). Mam nadzieję, że w ferworze zmian odzienia zdążę pomyśleć o maźnięciu się białym balsamem i w strefie finiszera – o ile do niej dotrę – będę mogła objadać się lodami, a nie toczyć nierówną walkę z dreszczami udaru słonecznego.
Krem z filtrem to dobra sprawa, lepiej mieć niż nie mieć.

I tym odkrywczym zdaniem… Pozdrawiam Was ja, radosny, acz przestraszony amator, który zdolności racjonalnego myślenia traci powyżej 25 stopni Celsjusza. Jak chcecie odwzajemnić pozdrowienia, to dajcie znać, jak sobie radzicie z upałami – może mi ktoś uratuje sportowe życie!

Zdjęcia: Andrew Writer, Stephanie Watson, Rob124.

Podaj dalejShare on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

Komentarze (2)

  1. Toć ja żartowałem z tym wtapianiem się w asfalt :D (ostatni tydzień to już oszczędzę sucharków)

    Ja na dłuższych wysiłkach ciągle jem i pije. Z resztą ja cały rok jem i pije – cały rok i bez treningów. W upał na rowerze jest bardzo przyjemnie, bo wieje lekki wiaterek. A tak w ogóle to ma być mniej stopni niż jest teraz : ))

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *