Dwa tysiące osiemnasty. Duma i nadzieja, ale i sporo wstydu

 

Grudzień to miesiąc magiczny. W moim prywatnym zestawieniu w większości spraw przegrywa z wrześniem, ale – co nie zaskakuje – niesie za sobą więcej refleksji niż jego jesienny brat. Choćbym broniła się rękoma i nogami, kolejny koniec i kolejne odsłony ostatni ściszają i łamią mi głos.

W 2018 łamał mi się obraz siebie. Chciałoby się rzec: nareszcie. A Ty wiesz, co jest dla Ciebie ważne? Czy Twoje plany są obwarowane oczekiwaniami z zewnątrz? Biegniesz za tłumem, czy odstępujesz o krok i przyglądasz się z boku, dokąd oni tak zapierdalają?

Nie obrażę się, jeśli nie dotrwasz do końca tekstu. Nie chce mi się jednak pisać pod publikę, choć wiele poradników tak nakazuje. Wiem, jak powinny wyglądać odpowiednio opisane zdjęcia na Instagramie i co radzą, aby utrzymać ruch na stronie. A ja od początku pragnęłam tylko pisać… Mam swój wstyd, nadzieję, dumę i zażenowanie opisać pod SEO? Poszukiwanie siebie ująć w słowach kluczowych?

ZAŻENOWANIE

Joanna Malinowska – Parzydło w swojej książce Jesteś marką napisała zdanie, którego przesłanie chciałabym przekazać dalej. Otóż każdy powinien zastanowić się, co mówią o nim treści udostępniane w social mediach. Kolejny raz wstawiasz swoje zdjęcie – czy naprawdę nie znalazłeś nic ciekawszego poza sobą, czym mógłbyś się podzielić z innymi?

Miałabym takie życzenie na 2019, żeby twórcom internetowym o zarówno kolosalnym, jak i nieco mniejszym zasięgu, nigdy nie brakowało chwil na refleksję, a poczucie odpowiedzialności towarzyszyło im przy okazji każdej publikacji.

DUMA

Ślub i wesele na własnych warunkach to budujące doświadczenie. Wszelkie obawy roztopiły się we wszystkich uśmiechach, które tego dnia otrzymaliśmy. Zebraliśmy plony i zanim ktoś pomyśli o prezentach dodam, że chodzi o przyjaciół, rodzinę, kolegów. Tych, z którymi relacje pielęgnujemy jak umiemy, choć nieidealnie. Nasz dzień był piękny, a my utopieni w tym, jak wiele dobra można dostać w ciągu kilkunastu godzin. Przed tą cała sielanką trzeba było jednak wziąć kredyt zaufania… do siebie samych. Że można po swojemu. Że można nie przejmować się pierdołami i nie tracić z oczu tego, co najważniejsze. Że nie jesteśmy głupi, jeśli nie przejmujemy się kolorem serwetek.

WSTYD

W ostatnich tygodniach odczuwam głównie wstyd. Pewnie to przejściowe, choć pierwsza faza trwa już tak długo, że mam wrażenie, że  ślad zmieszania pozostanie ze mną już do śmierci. Chciałabym pisać o tym całe eseje, ale szanuję Was czas, a łatka oszołoma martwiącego się o cały świat nie jest mi potrzebna. Niemniej postanowiłam spojrzeć sobie prosto w oczy i wydobyć z nich tę hipokryzję, gdy powtarzam sobie o życiu w zgodzie ze sobą i swoimi wartościami i o uwielbieniu przyrody. W rzeczywistości – owszem, dopóki jest wygodnie. Jak większość z nas.

Popsuliśmy świat i przyrodę, prawdopodobnie jeszcze za naszego życia zaczniemy odczuwać tego bardziej dotkliwe skutki niż obecnie. Wierzę, że każdy przeczuwa w środku, że coś z tym światem jest nie tak. Gdybyśmy tylko odważyli się to zobaczyć na własne oczy…  W imię własnych wygód ciągle zaciągamy kredyt od Ziemi, ale o tym nie mówi się codziennie w telewizjach śniadaniowych. 

Jeden z moich profesorów na studiach powiedział, że człowiek to zwierzę refleksyjne. Cóż, nie sądzę. Świadomie nie czytamy informacji i badań, które są nie na rękę naszym wygodom, smakom i przyzwyczajeniom. Przecież wideo może zawierać drastyczne obrazy, a na horror to lepiej iść do multipleksu. Informacje, treści? Przyznaj sam, clickbajtowa papka lepiej wchodzi do głowy.

Więcej wartościowych treści:

Zjadanie zwierząt

Boskie zwierzęta

– 35 stopni w cieniu. Na razie jest super, nie? Ale niebawem wyginiemy

 

NADZIEJA

Ostatnie tchnienie optymizmu pozwala mi wierzyć, że to nie wielkie korporacje, piorące nam mózgi reklamami, rządzą rynkiem, ale my, konsumenci. Jeśli przybędzie osób, które zrezygnują czasem z burgera, taniego kurczaka z Biedronki, bluzki za funta z Primarka i kolejnego plastikowego gówna, które po miesiącu wyląduje na śmietniku, odwleczemy w czasie to, co nieuniknione. Nie trzeba wielkich, radykalnych zmian. Potrzeba mądrych wyborów, które z czasem wejdą w krew. Potrzeba refleksji i zainteresowania, a nie biernego podążania za tłumem.

Ja wiem, że nie zmienię całego świata. Ale jakże miło jest nie przykładać do czegoś ręki jako jednostka i trochę pewniej patrzeć w lustro.

 

Taki właśnie był dla mnie ten rok. Z tygodnia na tydzień bardziej świadomy. Boli to cholernie, ale jest w tym smutna satysfakcja bycia bliżej prawdy o sobie. Kolejne 365 dni nie będzie łatwe, ale wreszcie jestem gotowa na dyscyplinę, by żyć zgodnie z tym, co jest dla mnie naprawdę ważne.

I tego życzę Tobie! Dziękuję, że byłaś/ byłeś tu w tym roku.

 

Podaj dalejShare on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *