Emocje i rozmyślania kibica podczas Poznań Maraton 2015

O samej organizacji poznańskiego maratonu napisano na blogach już chyba wszystko. Impreza ma bardzo dobry poziom, a ci, którzy biegają również po Europie mówią, że jest to poziom nawet europejski. Na uwagę zasługuje na pewno tegoroczny bogaty pakiet startowy, w którym znalazło się coś dla sportowych łasuchów – dwa piwa naturalne, gorzka czekolada i sok pomidorowy. Ten ostatni mnie zachwycił, zero koncentratu, czyste pomidory.

Dystans królewski z perspektywy kibica pozwolił mi doświadczyć najrozmaitszych emocji, począwszy od łez wzruszenia na starcie, podekscytowania spowodowanego zobaczeniem „swojego” na trasie i ulgi, gdy  ten „swój” był już na mecie. To była doskonała okazja by zobaczyć, jak wyglądają zawodnicy na początku stawki; jak poruszają się biegacze, który docierają na metę z dwójką z przodu na zegarkach. Zwykle widuję ich tylko na starcie, kiedy wymachują nogami, opierając się o płoty i barierki. Z wielkim podziwem obserwowałam kobiety na trasie – wciąż są mniejszością, ale biegną z ogromną klasą. Natomiast podróżowanie tramwajem pomiędzy kolejnymi punktami dopingowania dostarczyło mi sporo logistycznych wrażeń, a wykrzykiwanie do wielu osób po imieniu (po to są te imiona na numerze startowym!) sprawiło mi chyba więcej radości niż samym biegnącym. Mimo to… pozostał niedosyt.

Maraton zawsze weryfikuje przygotowanie. Usłyszałam po nim: „Do półmaratonu biegło się ekstra, najgorzej potem” – otóż to. Gdyby później też było tak pięknie, dystans królewski nie miałby już tego (morderczego, ale jednak) uroku. Dla mnie – póki co -jest to wysiłek nieporównywalny z czymkolwiek innym, jednostajny, przy którym uwielbienie do biegania może pomóc, ale może też po nim zwyczajnie odejść. Jako kibic miałam doskonałą okazję, by się do maratonu zdystansować i sprawdzić, czy naprawdę tego chcę… Bo ciągle kłócą się ze sobą we mnie dwie osoby; ta, która wie, jak długich i mozolnych potrzeba do tego przygotowań, jak trudno jest na trasie, jak to może być niekorzystne dla zdrowia; z tą, która po prostu chce tego doświadczyć jeszcze raz, nieracjonalnie marząc już teraz o medalu 17-stej edycji Poznań Maraton.

Na poziomie amatorskim nie ma co liczyć na namacalne nagrody i czasem mam wrażenie, że straty przeważają nad zyskami. Mimo to stan na drugi dzień po maratonie jest bezcenny i dostępny tylko dla tych, którzy potrafili daleko posunąć się w swojej zuchwałości i… nieodpowiedzialności? Choć na starcie i mecie często pada słowo „zdrowie”, to mam wobec tego mieszane uczucia, bo zależy, z czym ten maraton zestawimy. Jeśli z narkotykami albo po prostu siedzącym trybem życia – okej, dystans królewski wygra. Jeśli z dobrze skomponowanym planem treningowym itp., to nie jest już tak kolorowo. Bo maraton wykańcza.

Wszystko zależy też oczywiście od tego, w odniesieniu do kogo rozpatrujemy ten dystans. Dla grubaska, który wyczytał, że może wszystko i zafundował organizmowi pieszą, ponad czterdziestokilometrową tułaczkę, nie będzie to najkorzystniejsza opcja w walce o lżejsze jutro. Na triathloniście te zawody już tak mocno się nie odbiją, choć od wczoraj jestem pewna, że 1/4 IM i maraton do rzeczy nie do porównania… O ile w ogóle można je porównać. O dłuższych dystansach nie mogę się jeszcze wypowiedzieć.

Tutaj nic nie jest albo czarne albo białe i może właśnie ta niepewność jest tak pociągająca? Jednego jestem pewna: dla mnie maraton ma sens tylko wtedy, gdy jest poparty solidnym przygotowaniem. Debiut zdarza się popełnić lekkomyślnie – to jest urok pierwszego startu na danym dystansie czy dyscyplinie. Nie wiadomo, czego się spodziewać i takie doświadczenie to ogromna lekcja. Jednak podczas kolejnych startów nie chcę mieć sobie już nic do zarzucenia i to chyba jest główna motywacja do tego, by znowu ubrać buty i robić te długie wybiegania, które… za rok mogą okazać się niewystarczające. I gdzie tu sprawiedliwość? Nie szukaj jej w maratonie.

Ogromny szacunek dla wszystkich, którzy od wczoraj mogą nazwać się maratończykami.

maraton1

***

Jeśli podczas niedzielnego maratonu minąłeś trzy osoby, wrzeszczące na trasie: „Gdzie jest Gruby?! Gdzie jest Gruby?” albo byłeś adresatem pytania: „No gdzie jest Gruby? Zgubiliście Grubego!”, daj znać. Postaramy się wynagrodzić Wam uszczerbki na zdrowiu.

Podaj dalejShare on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *