Fit fan pages? Nie, dziękuję

 

Fejsbukowe strony, rosnące jak grzyby po deszczu, z przepisem na zdrowie, schudnięcie, wyciszenie, dobry sen, udany trening. Kto ich nie zna? Ty na pewno kojarzysz – w końcu tematyka bloga zahacza o takie tematy. Dziś sporo na temat tego, dlaczego dałam sobie spokój ze śledzeniem większości stron dotyczących „zdrowia i dobrego samopoczucia”. Jeśli temat jest Ci bliski, sprawdź, czy się zgadzamy. W końcu mało rzeczy jest bardziej przyjemnych podczas czytania blogów niż myśl: „ja też tak mam!”

 

Zdefiniować fit

 

Gdybym była wirtualną fanką kobiet, które zawodowo zajmują się fitnessem sylwetkowym, w ciągu miesiąca dostałabym na głowę. Zatem przyjemność w postaci fotek pań-tuż-przed-zawodami dawkuję sobie w rozsądnych ilościach, czyli wtedy, gdy któraś z moich nakręconych na sport znajomych obdarzy zawodniczkę lajkiem.

Tak się przyjęło, że mięśnie to oznaka zdrowia. Widząc zwyciężczynię konkursów sylwetkowych mogę podziwiać jej determinację i siłę, jednak w kategorii fit i zdrowia nigdy nie będę tego postrzegać. Wystarczy poczytać, z jakimi wyrzeczeniami wiąże się taki tryb życia i jaką cenę ta kobieta za niego płaci. Ten styl nie wpisuje się w moje rozumienie pojęcia „fit”. Karmienie się tego typu obrazkami i zestawianie ich ze swoim tłuściejszym odbiciem, jeśli nie jest odpowiednio wyważone, skończy się marnie.

Wszędzie to samo

Pięć pomysłów na śniadanie. Na owsiankę. Na rybę. Co jeść rano, co jeść wieczorem. Dlaczego wieczorem jeść węglowodany, dlaczego rano jeść też. Mnóstwo uogólnień! …ziew. Niestety, wszystko już było (poza linkami do najnowszych badań) i jeśli nie jest podane zawinięte w złoty papierek, nie porywa. To samo w przypadku wysiłku – w końcu ile można oglądać garmina z przebiegniętymi kilometrami albo zrzut z endo dotyczący ilości spalonych kalorii. Co innego, kiedy jest się – modne słowo – psychofanem autora. Wtedy obchodzi każda spocona koszulka. W innym wypadku jedna taka strona wystarczy, jeśli jest porządnie tworzona.

Mnożą się również strony, które powtarzają po sobie tak zwane inspiracje. Wiąże się to bardzo z pierwszym punktem, który wymieniłam, bo owe internetowe, obrazkowe muzy mają podrasowane sześciopaki i olbrzymie biusty. Może to motywować kobiety, które na co dzień żyją z fitnessowych zawodów, ale raczej nie studentki, które jeszcze mają boczki z czasów liceum i pocą się trzy razy w tygodniu na ABT. Nie dość, że w głowie robi się śmietnik, to ma się jeszcze skrzywiony obraz rzeczywistości. Warto popatrzeć na swoje najbliższe otoczenie i już ma się jak na tacy… normalność. Taką z fałdką na brzuchu i kraterami na pośladkach, jeśli wiesz, co mam na myśli.

 

A jak nie to samo, to ciągłe poczucie winy w pakiecie

I robienie sobie wody z mózgu. Kiedy udało mi się już obrać własną ścieżkę odżywiania, zaprowadziłam porządki: również na fejsie i w innych miejscach, które odwiedzam w necie. To pozwoliło mi na obserwowanie naprawdę cenionych w środowisku specjalistów w interesujących mnie dziedzinach. Powoli jednak wymiękam, dowiadując się, że ten olej jednak jest niedobry (dwa miesiące temu był), że coś tam mi się nie wchłania, a to, że myję zęby pastą z fluorem najpewniej zwiastuje mą rychłą śmierć. W dodatku na pewno mam mnóstwo nietolerancji, jak co druga osoba na „fit” fejsie. Strach pomyśleć, co jeszcze mi grozi ze strony producentów żywności, kosmetyków, pościeli i samochodów. Chyba zamiast się dystansować do treści, wolę ich nie przyswajać.

 

Autopromocja

To ważna umiejętność w sieci, w życiu, gdziebądź. Ale kiedy lajkuję fan page dotyczący zdrowia, odżywiania i tak dalej, to chciałabym stamtąd czerpać informacje na temat szamy, cennych składników, badań, a nie… kosmetyków pani dietetyk i jej psa (no dobra, pies jeszcze ujdzie, bo lubię). Niekoniecznie chcę patrzeć na selfie podpisane pseudomądrym cytatem, przy dobrych wiatrach wetkniętym w cudzysłowie. Nie chcę widzieć piętnastej „stylizacji” w tym tygodniu. Wiem, że takie działania mają sens lajko- i zasięgogenny, w końcu kiecka dostanie więcej kciuków w górę niż post o zaletach jarmużu. Nie dziwi mnie to, jednak nie tego szukam na stronach „fit”.

Ostatnio dosyć mocno zaskoczył mnie też poziom uzewnętrzniania się przez niektórych autorów. Owszem, blogi i fan pages bardzo często dotykają prywatności; te pierwsze pewnie bardziej od drugich, bo wciąż kojarzą się tak… pamiętnikowo. Granice intymności mocno się przesuwają, jednak wciąż nie mogę się nadziwić, kiedy autorka-biegaczka decyduje się na bardzo szczegółowe opisy dotyczące np. starania się o dziecko i związanych z tym przykrych chwil. W gratisie: opis wskakiwania partnerowi do łóżka. Potem stwierdzam, że może nie mnie to osądzać, skoro społeczność autorce przyklaskuje i z ochotą klika w post sponsorowany na ten temat. Może ktoś serio nie ma z kim porozmawiać na trudne tematy i jest mu lepiej po tym, jak idolka z fit stronki pisze o swoich problemach. Wirtualne wsparcie, czy coś, tak sobie tłumaczę.

Staram się jednak przy tym pamiętać, żeby ktoś mnie kopnął mocno w dupę, jeśli sama się zdecyduję kiedyś na takie wynurzenia…

Ponadto uważam, że ciągłe przyswajanie wszystkich tych postów nasączonych zdrowiem, szczęściem, rzeźbą i tęczą prowadzi w końcu do tego, że zaczynamy się porównywać z autorami. Trenerka A robi taki trening, Trenerka B je znowu wypasione śniadanie, inna ciuchy ma chyba z najwyżej półki… Człowiek w końcu głupieje i czuje się gorszy, bo ma tylko jedne getry na ćwiczenia, zjadł na obiad makaron, a herbatę to parzy sobie z torebki, zamiast przyrządzać napar z dodatkiem suszonej aronii, korzenia imbiru i co to tam jeszcze było na tej fotce z instagrama…

Uff! Zbierałam się do tego tekstu kilka dobrych tygodni. A Ty jak tam? Masz jakieś wymagania wobec takich stron? A może sama/sam prowadzisz jedną z nich? Może myślisz, że mam poglądy jak ze średniowiecza? Daj znać.

Zachęcam do wklejania linków. Dzielimy się dobrym!

Podaj dalejShare on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

Komentarze (4)

  1. „[…] Powoli jednak wymiękam, dowiadując się, że ten olej jednak jest niedobry (dwa miesiące temu był), że coś tam mi się nie wchłania.” – to jest to :) z drugiej strony pokazuje, jak wielkie są jeszcze rezerwy w wiedzy na temat naszych organizmów, skoro jedne teorie wykluczają się z drugimi. To jeszcze nie jest moment, gdy ludzkość może sobie wydłużyć życie do 150 lat. Jeszcze ;)

    1. „Jedne teorie wykluczają się z drugimi” – to mnie właśnie zachęca do tego, by do wszystkich nowinek podchodzić z dystansem. Zanim przychylnie spojrzę na jakąś tezę/opinię, chcę wypróbować na sobie. Czas wchłaniania (by nie rzec: łykania) wszystkiego jak leci minął bezpowrotnie. ;)

  2. Przed chwilą właśnie czytałam wpis o tym czy soja jest zła czy nie. Ile ludzi, tyle opinii i tak jest ze wszystkim i chyba będzie. Tak jak piszesz, można zwariować od tych zmian, nagonek na to co jeść, a czego nie. Chyba nie można ślepo podążać za jakąś teorią, co wiele osób robi i tworzy się jakby moda na jedzenie lub niejedzenie danych produktów. Co do portali, nowinek itp – to wczoraj kupiłam nowy magazyn Chodakowskiej- z czystej ciekawości i nadziei na jakieś inspiracje do blogowych wpisów. Jeśli ktoś jest fanką Ewy to może będzie czytać od deski do deski, ale jak dla mnie to znów powielanie tysiąca identycznych rad, przepis na koktajl, przepis na brzuch, przepis na miłość, na stylowy ciuch itp. Może jeden artykuł był wart przeczytania.
    Co do uzewnętrzniania się to też jestem trochę jak ze średniowiecza;) Zdjęcia mojego męża czy dziecka nie ujrzysz ani na blogu ani na facebookowej stronie, jednak i tak postanowiłam się otworzyć na Social Media bo niestety tak teraz żyjemy i chcąc nie chcąc trzeba działać i na tym polu. Wymagało i wciąż wymaga to ode mnie odwagi i pracy, ale staram się;)

    1. Hej, Emilia. Magazyny „fit” chyba powoli robią się drukowaną wersją różnych fan pages. Niestety, w naszych czasach treści ciągle będą się powielać. Niektórym to wystarcza, inni wolą poszperać. Życzę sobie i wszystkim takich stron, magazynów i innych źródeł, w których można znaleźć informacje nieco… przecedzone. :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *