Frozen! Co to jest i po co stosujemy?

Frozen to nie technika Indoor Cycling, ale dodatek do jazdy. Który, czym Cię pewnie nie zdziwię, nie ma na celu zmniejszenia wysokości temperatury na sali.

„Frozen jest wtedy gdy pedałując (najczęściej dość szybko i zawsze z obciążeniem) jesteś w stanie jednocześnie malować rzęsy” – tak przeczytałam kiedyś u Graży i jak do tej pory nie wymyśliłam lepszego określenia.

Podczas standardowej jazdy masz rozluźnione ramiona, ciężar Twojego ciała skupiony jest na pedałach, a i biodra znajdujące się na siodełku/nad nim też nie tańcują jak na zumbie. Kiedy instruktor postanawia bawić się w królową bądź króla śniegu i krzyczy, że zamarzamy, to masz zrobić coś, na co wskazuje sama nazwa. Nie, nie przestać pedałować, Śmieszku. Napiąć korpus, który do tej pory miał sobie jechać na luzie niczym punto zbliżające się do skrzyżowania. Podręcznikowo nazwano to: „wzrastającym naprężeniem ciała”. W praktyce wygląda to tak, że masz wrażenie, że zesztywniałeś i nie rusza się nic oprócz Twoich pedałujących nóg.

Frozen indoor cycling – po co i kiedy?

Frozen ma wzmocnić Twoje ciało i sprawić, by sylwetka podczas jazdy była jeszcze bardziej stabilna. Miałam czas, że w ogóle tego nie stosowałam. Do tej pory nie widzę takiej potrzeby, jeśli grupa jedzie bardzo dobrze technicznie. Jeśli natomiast musimy bardziej łopatologicznie podejść do sprawy sylwetki na tomahawku, korzystam z dobrodziejstw zamarzania.

Jazda z „frozen” jest mniej komfortowa niż ta zwyczajna, powstaje więc pytanie:

Jak długo?

Początkujący zamarzają na siedząco (serio!) i nie dłużej niż na 16 beatów. Natomiast początkujący, którzy już czają o wiele więcej, na stojąco nie na dłużej niż 16 beatów, a siedząc: cały blok muzyczny.

Zaawansowani… wedle uznania instruktora. Zatem proszę ładnie jeździć, bo mam prawo krzyknąć „mrozimy!” i odpłynąć myślami, a na salę wrócić dopiero za 5 minut, sprowadzona przez piekące uda.
.
A tak serio to pożądaną cechą u instruktora jest zmysł obserwacji, brak chorej ambicji i intuicja, która pozwala nie przegiąć, ale pozytywnie wzmocnić. I oczywiście rozluźnić, co jest jednym z fajniejszych elementów zajęć.

Dla mnie mrożenie grupy na niewiadomoile przez połowę zajęć to żaden wyczyn.

Czym nie jest „frozen”

„Odcinaniem tlenu”. Wiem, że wiedzą to prawie wszyscy, ale ten komentarz zostawiony gdzieś przez spinningowca bawi mnie do dziś. Nie wiem, czy to wynika ze złośliwości czy z niedouczenia – pewnie z obu tych cnót. Podczas napinania korpusu masz nadal oddychać.

A jak zapomnisz, to instruktor w stroju supermana podleci do Ciebie i poda Ci maskę tlenową. Nawet jak jesteś mądrującym się spinningowcem. Tyle że wtedy rozważy najpierw zaaplikowanie Ci „głupiego Jasia” na rozluźnienie pupci. Lub na jej rozmrożenie.

Źródło zdjęcia: klik

Podaj dalejShare on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

Komentarze (4)

  1. Świetny wpis. Z humorem, a i można się czegoś dowiedzieć :)
    Byłam na zajęciach, gdzie frozeny były baaaardzo długie, dochodziły nawet do 128, traciło się całą przyjemność z jazdy. Podoba mi się Twoje zdrowe podejście :)

    1. Dziękuję. Otóż to, stosowanie takich długich „zamrożeń” moim zdaniem kompletnie nic nie wprowadza, co najwyżej wyprowadza… uczestników z równowagi i dobrego nastroju. Trzeba umiejętnie korzystać ze swojej instruktorskiej władzy.

  2. Pewnie się usmiejesz, ale jak przeczytałam tytuł posta na Facebooku, to od razu sobie pomyślałam: Frozen jest wtedy, kiedy wkurzona wsiadaja na rower, zaczynasz pedałować ile sił w nogach, czujesz wiatr we włosach, puszczasz kierownicę i zaczynasz śpiewać „Mam te moc, mam te moc!” :-D Cieszę się, że zostałam uświadomiona, że to nie o to Frozen chodzi ;-)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *