Grube nogi, wielki brzuch i co tam jeszcze masz…

Im więcej czasu spędzam w Internecie, tym mniejsze mam szanse na dodanie nowego tekstu na bloga. Paradoks? Stwierdzisz, że chyba nie, jeśli nadmienię, że to przez wrażenie, iż wszystko już było. Przecież od kilku lat najróżniejsze portale zasypują Cię informacjami na temat najlepszych diet świata. Ponadto wiesz już, jak nie zamienić się w święta na tusze z ciotką Renią i na hobby z jedenastoletnim Jankiem (konsolowiec w rozmiarze XXXL nie leży w obszarze Twoich zainteresowań). Niestraszne Ci interwały, buty do biegania już dawno dobrane, a o Indoor Cyclingu czytałaś już kiedyś na jakimś blogu.

Mimo to czasem doznaję oświecenia i stwierdzam, że nawet, jeśli powielę rady napisane już w czasach starożytnych przez redaktorki „Przyjaciółki”, nic się nie stanie, bo pewne rzeczy można powtarzać do znudzenia. Zawsze urodzą się nowi, którzy będą poszukiwać rad, odpowiedzi albo zwykłego „nie jesteś saaama, nie jesteś saaaama”, wygłoszonego na ten sam temat.

KOMPLEKSY. ONE ZAWSZE BĘDĄ

 Nie mówimy tutaj o tych, które wiążą się z bardzo niskim poczuciem własnej wartości i być może z trudnymi przejściami w przeszłości. Jeśli ktoś ma taki problem, to lepiej, by pogadał z osobą wykształconą i doświadczoną w temacie ludzkich głów, niż czytał niespecjalistyczne wypowiedzi dziewczyny z bloga. Tutaj będzie mowa raczej o rozprawieniu się z kompleksami, które kobiety nagminnie nadmuchują, sprawiając, że duży brzuch osiąga rangę największego problemu, a rozmiar miseczki od stanika przewyższa IQ, a przecież wcale tak nie jest.

Są rzeczy, których nie zmienisz. Może trzeba dodać: bez chirurgii plastycznej. Aby nie zmarnować sobie kolejnych dni i tym samym życia, można postawić na zaakceptowanie tego nosa, uszu, nóg, bioder i na punkcie czego tam jeszcze kobiety mają kompleksy.

MÓW MI DOBRZE

Wiem, że to brzmi jak z poradników, których autor nie może się zdecydować, czy bliżej mu do medytacji, czy do wyluzowanego Amerykanina, ale… To ze sobą spędzasz najwięcej czasu i najlepiej się ze sobą nie kłócić, bo z tego same problemy się robią – w końcu nie wiesz, kto dzisiaj zmywa gary, a kto wynosi śmieci. Z tej bitwy nie wyjdziesz zwycięsko. Chyba że się nieco przeprogramujesz i chociaż przez kilka dni postarasz się mówić do siebie i o sobie dobrze. Tak, to będzie wyglądało sztucznie jak ja na zajęciach stepu, ale tylko na początku. Jeśli będziesz trenować, to wejdzie w krew, a wraz z nią: w mózg. Problem jest jeden: musisz uwierzyć bardziej w te swoje miłe słowa niż w to, co Ci ktoś powiedział dziesięć lat temu. To cholernie trudne zadanie, któremu jesteś w stanie podołać.

SPORT

Apropos trenowania. Bardzo możliwe, że aktywnym trybem życia sprawisz, iż części ciała, dla których nie jesteś zbyt łaskawa, bardzo zmienią swój wygląd. Z reguły na lepsze. Są też przypadki beznadziejne: na przykład moje nogi nigdy nie będą przypominały tych Anji Rubik, no ale nie szkodzi, w końcu mając jej penciny musiałabym postawić na off bike teaching, gdyż inaczej spadłabym z roweru na każdych zajęciach (choć kto wie, co te modelki mają w nogach!). Wtedy pozostaje fakt zaakceptować i docenić, co te nogi/ ramiona/ klatka dla Ciebie robi podczas tachania ciężarów czy pokonywania kilometrów w biegu i na rowerze; potraktować jakimś pachnącym kosmetykiem i spojrzeć jak na kumpli. Coraz trudniejsze treningi, które – nawet amatorsko ruszając się – podajesz swojemu organizmowi, to dla niego naprawdę ciężka praca. W Internecie wszyscy krzyczą, że to głowa się liczy podczas biegania, że możesz więcej niż Ci mówi mózg… Jasne, ale spójrz też na to, ile ciało dla Ciebie robi. I nie zapominaj przejrzeć się w lustrze co jakiś czas – być może już nie masz powodu, by pielęgnować swoje kompleksy, bo te pośladki czy uda wyglądają caaaałkiem inaczej. 

Uwaga! Warto przyjąć założenie: nie ćwiczę, bo nienawidzę swojego ciała, ale dlatego że je kocham (to też jakaś złota myśl z Internetu, nie?).

 

UBRANIA I MAKIJAŻ

 Oprócz słabszych stron masz też swoje atuty i to je trzeba wydobyć! Najbardziej oporne kobiety muszą to zrobić w towarzystwie Goka Wana, a Ty – z braku tego pana – wspomóż się sama. Skoro już tak wiele znalazłaś w sobie niedoskonałości, skupiając się na swoim odbiciu, czas sprawdzić, do czego żywisz uczucia pozytywne albo chociaż neutralne. No i teraz do akcji wchodzą poradniki, teksty, blogi (albo osoby, jeśli chcesz zainwestować), które wreszcie będą mogły się do czegoś przydać! Warto podejść też do sprawy rozsądnie, by się nie załamać na dzień dobry: kiedy nosisz rozmiar 44 i wzwyż, kupienie czegoś w niektórych sieciówkach jest jak dogonienie Kenijczyka na maratonie. Można, ale… po co się tak męczyć? Bardziej opłaca się zainwestować czas w wyprawy do lumpeksów albo butików, w których wiesz, że można spodziewać się oczekiwanego rozmiaru. Głowa spokojniejsza, ciuch wygodniejszy, samopoczucie wynagradza wysiłek. Zupełnie jak po treningu.

 

Na koniec dobra wiadomość. Myślenie, że cały świat, reprezentowany przez ludzi na ulicy, gapi się na Twoje grube nogi/gruby brzuch/krzywy nos/odstające uszy ma w sobie trochę próżności. Wejdź na fejsa i zobacz, o co teraz jeden jest w stanie przysapać do drugiego i w imię czego znienawidzić. Wciąż myślisz, że Twoja nie do końca udana część ciała jest tematem przewodnim do omówienia przez obywateli Świata?

Podaj dalejShare on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *