Inspirujący początek czerwca

 

To wszystko stało się wczoraj, w Dzień Dziecka. Musiałam się z tym przespać… Dziś działa na mnie tak samo. Inspiracje są tak blisko. Zostawię je tutaj. A w zasadzie ich.

Przemek

Działo się to w styczniu. Kiedy dotarłam na miejsce sesji (serio, zdjęciowej. Nie egzaminacyjnej), odbicie w lustrze dało mi do zrozumienia, że nie nada się nawet do dobrego prezentowania się przy sprzątaniu, a co dopiero na stronie internetowej w zakładce „Instruktorzy z Licencją A”. Fotograf mi kłaków nie poprawił, ale znowu wywołał uśmiech na mojej twarzy (co znowu nie jest takie trudne) i dobrze ujął śmieszki na zdjęciach. Że prawie wyglądam na ładną na fotkach – to jedno.

Rozmowa z wtedy – to drugie.

Pamiętam urywki. Bo chcę pomyśleć o czymś swoim, ale… Bo może jednak bym popracował dla jakiegoś portalu, z tego i tego się do mnie odezwali, no ale wiem, to tylko zlecenia. Swoja firma? Brzmi zajebiście, no ale koszty, ale biegać z papierami i te inne ale, ale, ao. No, ale dla kogoś będziesz pracował? A wypromować się to co? Głupi fan page jakiś masz chociaż? Pada wiele niecenzuralnych słów, nie przebieramy w słowach rozmawiając o tym, jak (nie!) można pracować na tropikalne wakacje kogoś znajdującego się pięć poziomów wyżej w strukturach firmy. To porozumienie, które czujesz, kiedy nie musisz zbytnio uważać na poprawność i możesz mówić co ślina przyniesie na język.

Kilka dni później dostaję na skrzynkę zwariowane fotki, jakieś ujęcia mnie, lecącej na holenderce nad galerią handlową, bo póki co nie wyszło nad Mordorem. Takie typowe zdjęcia…
I kontakt się urywa.

Po kilku miesiącach dostaję wiadomość, że poszedł na swoje. Że lepszy sprzęt, że firma i niezależność. I że czas na mnie, by system rozwalić.

No, trochę mocniej, niż rozwalić.

Władek

Kilkadziesiąt minut później siadam w auli i zaczynam słuchać emanującego radością Władka Labudy. Kim jest Władek, zapytacie. Mogłabym napisać, że to absolwent stosunków międzynarodowych na UKW, że przejechał świat bez płacenia za noclegi, że w podróży spędził prawie tysiąc dni. To jednak byłoby zbyt odległe. Czy nie wyglądałby wtedy jak kolejny człowiek, którego widzisz w internecie i myślisz, że „o, spoko” i nic poza tym?

Jeśli jednak zaznaczę, że to ktoś, kto powiedział, że wszystko zaczyna się od jednej decyzji, najtrudniejszej, która jest równoznaczna z rzuceniem wszystkiego, robi się bardziej dramatycznie. Jeśli powiem, że jak na tacy podał wszystkie narzędzia, które sam poznał, by móc zwiedzić świat, marzenia stają się bardziej osiągalne. Oto stanie przed Tobą osoba, która ma odpowiedź na wszystko. I ona sprawi, że Twoje wymówki znikają równie szybko jak tekst z pliku, kiedy wpuścisz na klawiaturę kota, nie wciskając prędzej „ctrl +s”.

Od zmian dzieli Cię tylko jedna decyzja. Ta, której się boisz. Nie mówię o strefie komfortu, którą można się już zrzygać, tyle się o niej czyta. Chodzi raczej o proste działanie, które przynosi rezultaty i o szukanie możliwości. I już nie musisz powtarzać swoich aforyzmów i złotych myśli – masz swoje własne. Władek też ma:

 „Podróżowanie to jedna z najbardziej podniecających rzeczy, które można robić w ubraniu”.

„Mówią, że jedno życie to mało. Jedno życie przeżyte porządnie w zupełności wystarczy”.

Więcej. Takich. Ludzi.

Podaj dalejShare on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *