Jak mieć salę pełną ludzi na zajęciach fitness?

 

Czemu wróciłeś na ten blog? Pomijając to, że skierowała Cię tu wyszukiwarka, abyś mógł poznać różnicę między spinnigiem a indoor cyclingiem. Możesz też być moją rodziną albo przyjacielem – wtedy musisz.

Jesteś tu prawdopodobnie dlatego że kiedyś coś tutaj Cię poruszyło. Mógł być to suchy żart, tekst prosto z mostu albo głębsze przemyślenie. Wywołałam w Tobie jakąś emocję. Po latach w klubach fitness wiem, że analogicznie jest w przypadku zajęć.

Pragniemy emocji

Nie zdziwi mnie wcale, że na zumbę chętniej wracasz do Ani, a nie do Sylwii, choć to ta druga ma o wiele wyższe uprawnienia. Tak samo będzie w przypadku indoor cyclingu, ABT czy nawet treningu personalnego. Papiery i kursy są super i niech do głowy Ci nie przyjdzie prowadzić zajęcia bez nich, ale w pierwszym kontakcie instruktor-klient wielokrotnie przegrywają. Wiedzą o tym szkoły fitness, kładące nacisk na wypracowywanie własnego stylu prowadzenia zajęć i podkreślające, jak ważna jest charyzma.  

Co jeszcze można robić na trzecim poziomie szkoleniowym, jeśli na pierwszym i drugim wałkowało się pracę z muzyką i technikę jazdy? Pracuje się na tym, by umieć położyć tę wisienkę na torcie, by nie próbować wygrywać tylko wysokim poziomem wiedzy, która, choć bardzo wartościowa, przy pierwszych wyborach nie będzie miała wielkiego znaczenia.

To brutalne, ale nie łudź się, że oferując poprawną jazdę będziesz miał na zajęciach więcej osób niż instruktor, który odklepał tylko bejsika, ale za to dobiera muzę tak, że ludziom razem z potem do majtek spływają ciarki. Na pierwszych zajęciach klient nie zapyta Cię o wszystkie licencje, jakie masz. W czasie jazdy oceni raczej, czy masz licencję na zabijanie, wzruszanie albo rozśmieszanie.

Ten lew właśnie jest w połowie zajęć, które prowadzisz. Ziewa czy ryczy ze śmiechu?

 

Kiedy jedziesz na Evolution Ride spodziewasz się, że występujący na scenie masterzy porwą tłumy, a serce będzie bić szybciej jeszcze na długo po tym, jak rozciągniesz mięśnie. Prowadzący z tytułem mistrzowskim wiedzą, że perfekcyjna technika jazdy to za mało, by ktoś ich godzinę na maratonie wspominał jeszcze przez kilka lat.

Uczestnik wchodzi na salę i po zegarowej godzinie chce być mokry, styrany, podniecony, wesoły, rozluźniony, rozśmieszony – w zależności od zajęć. Kiedy idzie na pilates, raczej nie chce by po tej godzinie w głowie dudniła mu muzyka z ostatniego ćwiczenia, ale już wychodząc z obwodowego, nie ma to dla niego znaczenia.

Po jakie emocje ludzie przychodzą na twoje zajęcia?

Mogą przychodzić po nudę, to niewykluczone. Jeśli na co dzień praca zapewnia im milion bodźców, chętnie wsiądą na rower, by godzinę przejechać w trybie zen na dziewięćdziesiąt obrotów. To samo bez problemu odpękają zimujący kolarze. Jednak tacy uczestnicy wciąż nie stanowią większości, która pojawia się na zajęciach. Większości, która przyszła się poczuć lepiej, doświadczyć mocniej.

Nie powiem Ci, jakiego rodzaju emocje masz dać uczestnikom zajęć. W końcu sam dotrzesz do tego, w czym jesteś najlepszy. Znam prowadzących mających świetne poczucie humoru, dzięki którym na każdej lekcji można się czuć jak bohater skeczu i dzięki temu zapomina się, że czworogłowy piecze. Spotkałam też instruktorów siejących grozę i to na niej budujących swój autorytet. Zajęcia tych drugich wcale nie rzadziej cieszą się powodzeniem, na co ma wpływ szereg czynników – może ludzie są przyzwyczajeni do regularnego opierdolu w pracy i nie chcą drastycznie zmieniać otoczenia, albo w pracy to oni są nadawcami wyżej wspomnianych komunikatów i pragną odwrócić role.

Ten drugi przykład to tylko niepoważna teza, którą chcę Ci pokazać, że kluby fitness pełne są różnych ludzi, którzy w tylko sobie znanych celach przychodzą na zajęcia. Niektórym z nich te cele pomożesz zrealizować. Długofalowo, zapewniając im dobry trening, i krótkofalowo, dając emocje, po które przyszli.  

Porusz strunę

Grunt, to działać zgodnie ze sobą, bo fałsz łatwo wyczuć. Ja, gdybym spróbowała być poważnym tyranem z krwi, kości i mięśni, a nie jego parodią, prawdopodobnie walnęłabym śmiechem przy pierwszym wydarciu się na uczestnika zajęć. Kompletnie tego nie czuję, to nie leży w mojej naturze i nie zamierzam udawać na sali kogoś, kim nie jestem.

Pewnie dlatego od lat najlepiej się czuję na zajęciach dla początkujących, których trzeba zachęcić do powrotu do studia kolejny raz. A potem, jeśli chcą, mogą uciekać po wpierdol dalej bądź wskakiwać ze mną na wyższy poziom wtajemniczenia.

Papiery i uprawnienia dają narzędzia. Stukania emocjonalnym młotkiem w odpowiednią strunę drugiego człowieka musisz nauczyć się sam.

Podaj dalejShare on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *