Jak myślę, że wyglądam podczas treningu… I jak wyglądam naprawdę

 

Podczas uprawiania sportu i ćwiczeń kobiety są takie seksowne! Te ich wyrzeźbione ciała, nieskazitelne cery, doskonałe newralgiczne miejsca… Uf, od samego patrzenia zasycha w gardle.

No, a teraz wyłączamy już teledysk „Call on me” i przyglądamy się, jak to wygląda w klubie fitness, na parkiecie Twojego mieszkania i na leśnych ścieżkach. Bo to, jak sobie wyobrażamy siebie podczas wysiłku, a to, jak rzeczywiście wyglądamy… To sprawy tak odległe jak ja i dyskretny chichot.

 Włosy

Największymi szczęściarami są odważne chłopczyce, które zdecydowały się na krótkie fryzury. Te, choćby na sztandze miały stówę, a podbieg zahaczał o 90 stopni, nie przyprażą włosów ani trochę. Nawet jeśli kłaczki lekko się zlepią, na głowie pozostanie coś, co przypomina tak zwany artystyczny rozpiżdżaj. Tenże nie dotyczy niestety pań z długimi, gęstymi włosami, a już w ogóle właścicielek niepraktycznych rozwiązań typu grzywka. Długowłose piękności zwykle ratują się kitą, a w ostateczności warkoczem i opaską typu „na bywalczynię zerówki”. Ten grzeczny i praktyczny fryz ma jednak jeden zasadniczy mankament: aby wyglądać sexy na przed i potreningowym selfie, należy jeszcze mocniej niż zwykle wydąć usta.

Rozwiewając (ho, cudowne słowo w kontekście włosów) wątpliwości: rozpuszczone kosmyki podczas treningu nie dodają uroku, animuszu ani innych rzeczy potrzebnych do zwiększonego spalania.

Protip: w przypadku indoora można spróbować przejechać całą godzinę na frozenie, dzięki czemu nawet najbardziej niesforne kłaczki pozostaną na swoim miejscu. Ale ja tam się wolę wyluzować, nawet kosztem wyglądu a’la mokry spaniel.

 

Czy te oczy mogą kłamać?

Może i będą próbować, wmawiając Ci, że rzęsy są stuningowane za pomocą tuszu typu łaterpruf. Działanie upiększaczy tego typu jest szybko weryfikowane przez zestaw interwały + tabata. Wtedy najczęściej okazuje się, że kasa znów poszła w błoto – tym razem to pod oczyma. Zawsze można spróbować też specyfików niewiadomego pochodzenia, które będą wodoodporne jak garmin warty dwie moje pensje, jednak istnieje ryzyko, że do demakijażu będzie trzeba użyć domestosa.

Co robić? Odważyć się na wyjście do klubu bez mejkapu albo docenić najbardziej efektowne „smoky eyes” – na pandę.

 

A ta cera!

Opalone buzie trenerek fitness i mistrzyń świata raczej nie wskazują na to, żeby im było ciepło od środka, a przecież nie każda jest tak zimną suką, że sercem schładza drinki. W telewizji zaś jedyną dostrzegalną czerwienią na sportowej twarzy są urocze rumieńce Justyny Kowalczyk.

Dopiero spore niedocukrzenie może spowodować u mnie treningową bladość – zwykle zaś, od wczesnych lat szkolnych, po chwili wysiłku wyglądam jak dorodny burak z lekko przepitym wzrokiem w pakiecie. Jeśli odczuwamy potrzebę udowadniania czegoś otoczeniu, w przypadku takiego odcienia twarzy należy dążyć do pokazania, iż nasz poziom wytrenowania osiąga przyzwoite normy.
Jeżeli nie chcemy prezentować dzikich sprintów po schodach klubu, można po prostu prosić o zgaszenie światła w sali. Albo mieć władzę i samemu to zrobić (właśnie po to zostałam instruktorem).

 

bieg papiernika medal

 

 One się nie pocą

A nawet jeśli, to możesz zobaczyć, jak czyściutkie krople potu sływają po ich ciałach, całkiem przypadkowo wpadając w mocny zarys mięśni brzucha. W dodatku każdy nadmiar wody, jaki ośmielą się wypuścić ich ciała, jest natychmiast przechwycany przez najnowszej generacji t-shirty, które zamieniają przykrą woń w kryształki napełnione Chanel No. 5. Niestety, ty na razie liczysz tylko na bawełnę, a przed włożeniem zużytej koszulki do treningowej torby znów trenujesz wyżymanie prania.

 Zwinna pantera czy zmęczony hipcio?

 

Dumnie wypięta klata podczas biegu, proste plecy, spięty brzuch… Jeśli masz 50 kg i silne mięśnie, prawdopodobnie kwalifikujesz się pod ten opis, tak jak większość jutubowych motywatorek. Jeśli jednak w dole brzucha coś zwisa, dość spory cycek nie widział dobrego stanika, a pupie daleko do sprężystości… Warto upewnić się, że poziom samoakceptacji jest na dobrym poziomie, zanim zacznie się oglądać fotki z biegów. Przygarbiony klops to niekoniecznie smaczny widok, jeśli po drodze nie złapiesz do siebie dystansu. 

 

I tak się pocisz, garbisz, kleisz, pachniesz nie zawsze fiołkami, dyszysz i łapiesz buraka. Warto?

 

Wyobraź sobie siebie w tej najlepszej swojej sukience, którą w końcu włożysz, by po dobrej kolacji zrzucić ją na podłogę.

Podaj dalejShare on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

Komentarze (6)

  1. Wejdź do łaźni parowej. Zapomnij, że masz odrobinę tuszu na rzęsach… W rzeczywistości jestem sloniem, ale wizja siebie jako antylopy podczas biegu dodaje powera.

  2. mnie zawsze intrygują dziewczyny na siłowni w rozpuszczonych włosach i w pełnym makeupie.. No ale pozostaje mi się jedynie dziwić i robić swoje :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *