Jak się żyje bez kawy?

 

Nie żyje się dobrze – myślałam jeszcze niedawno. To był rytuał: prawie że równoczesne włączenie guzika od komputera i czajnika, a potem umieszczenie dupska na siodełku krześle z aromatem kawy w tle. Który korpoludek tego nie zna? Uwielbiam zapach tego czarnego płynu mocy, doceniam jej smak i lubię celebrować chwile właśnie z ciepłym kubkiem w ręku. Najlepsze pomysły wpadają mi do głowy w toalecie właśnie wtedy, gdy stoję sobie o poranku na balkonie z kubkiem parującej czarnej.

Ile jest jednak takich balkonowych chwil, a ile zwyczajnego siedzenia w pracy, gdzie kawa miała podtrzymywać coś więcej poza funkcjami życiowymi?

Zorientowałam się, że kawowe nawyki mną rządzą. A ja bardzo, ale to bardzo nie lubię, kiedy coś ma nade mną władzę. Kawa takową miała; bo bez niej nie mogłam się obudzić, przetrwać popołudniowej zmułki przed komputerem albo słodyczowego detoksu. Wszystko to jednak do czasu.

Zauważyłam bowiem, że mój status związku z kawą robi się skomplikowany głównie przez mój zawód nią spowodowany. Otóż czarna pani w ogóle przestała mnie pobudzać. Picie trzech kaw z trzech łyżeczek było totalnie bezsensowną zagrywką, która wysuszała mnie i rozdrażniała. Straty przewyższały zyski (jedynym było w zasadzie zadowolenie kubków smakowych). Niewiele to miało to wspólnego ze zdrowiem, a jako że jest to jedna z głównych wartości w moim życiu, to trzeba było zdecydować się na zmiany. Pomogło mi w tym doładowanie akumulatorów na Bydgoszcz Triathlon; dotleniona głowa była bardziej skłonna do negocjacji.

Jasne, nie jestem aż takim cwaniakiem – potrzebowałam zamiennika, więc razem z postanowieniem porzucenia kofeiny w kawowej postaci wzięłam ze sobą do pracy (dokładnie 23 lipca) bombiję i tykwę, a także trochę zielska. To właśnie zasługa Yerba Mate, że nie odczułam mocno rozstania z poranno-popołudniowym dopalaczem. O korzyściach ostrokrzewu paragwajskiego słyszałam i czytałam niejednokrotnie, równocześnie dowiadując się o jej podobno koszmarnym smaku. Cóż – jeśli ktoś pije sobie rozpuszczalną kawkę z jednej łyżeczki, zalaną do połowy kubka mlekiem, na pewno dostanie wykrzywienia żuchwy przy pierwszym łyku yerby. Każdy, kto jest w stanie to przeżyć i nie zrezygnować od razu, na pewno będzie zachwycony. Albo co najmniej zadowolony.

kawa

I cóż – bez kawy można żyć, jeśli się tego chce, więc bez wymówek! Zaznaczam jednak, że wcale nie uważam, iż ten napój jest zły. Absolutnie nie. Czarna, sypana siekiera oprócz tego, że jest pyszna (o takiej rozmawiamy. Inne kawy traktuję jako deser), ma wiele zalet i nie można wrzucać jej do jednego worka ze wszystkimi rzeczami, od których się uzależniamy. Nie będę więc uogólniać. Po prostu na mnie nie działała już tak, jakbym tego chciała i wiem, że jest wiele osób, którym nadużywanie kawy zwyczajnie przeszkadza.

Jak tam Wasze związki z kawą? A może chodzicie poyerbani lub chcielibyście zaprzyjaźnić się z Yerba Mate? Dla tych z drugiej grupy przygotowuję małe wprowadzenie, co byście się nie zrażali od razu!

Autor zdjęcia tytułowego: Stirling Noyes

 

Podaj dalejShare on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

Komentarze (6)

      1. Yerby mam takie „lecznicze” jedną z probiotykiem, a drugą z ziołami więc jedyna różnica jaką czuje to większa lekkość w żołądku, gdy je pije. Pobudzenie i samopoczucie mam podobne. Po prostu od czasu do czasu robię sobie odwyk od kawy!

  1. Pierwsze zalanie i tak wykrzywia, ale z czasem można to nawet polubić. I tak trochę cheatuję pijąc yerbę ze stewią.
    Z kawą nie zaprzyjaźniłem się nigdy, a yerba pojawiła się u mnie, gdy zorientowałem się że przeginam z energetykami. Od dwóch miesięcy funkcjonowanie umożliwia mi CBSe Guarana, ostatnio pita na zmianę z zieloną herbatą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *