Jak skaleczyć indoor cycling?

 

Dzisiaj pierwszy raz w stu procentach poczułam, co znaczy znalezienie się w stanie: „Co zostało zobaczone, nie może zostać odzobaczone”. Jest to stan pożądany tak bardzo jak poprawne są zdania go opisujące.

Na fejsbukowej tablicy pojawiło się to i to. Obejrzałam dwa razy, i trzy może nawet, maltretując swoją głowę, zbierając szczękę z podłogi  i jednocześnie chcąc nasycić oczy czymś, co niedługo zniknie z sieci. To znaczy mam nadzieję, że tak będzie.

Bo to jest złe. Bo to jest szkodliwe.

Czasem nawet na siłę staram się znajdować odcienie szarości. Tutaj białym obłokiem na czarnym tle mogłaby być radość uczestników. Dziś jednak pieprzę tę poprawność. Skoro każdy może tak z siebie różne rzeczy wypuszczać do sieci, to ja bym też chciała coś wypluć. W końcu po to mam to miejsce. Wielu instruktorów też zabrało głos. I całe szczęście.

Indoor cycling? Tylko z nazwy, bo nie da się ukryć, pedałują w miejscu zadaszonym… Zadyszonym pewnie też… Jako klienci i instruktorzy już wiele widzieliśmy. Naprawialiśmy po kimś albo zostawaliśmy olani na rzecz „dobrej zabawy”. Tłumaczenie bezsensu pompki na kierownicy klientom-nawet-fizjoterapeutom zajęło mi również sporo minut. Jako niedoświadczony uczestnik zajęć też różne cuda robiłam, choćby dziwne wymachy głową (!). Całkiem niedawno instruktorka najpierw jechała po bożemu kadencję 100, po czym zwolniła o połowę, każąc nam wstać i „panować nad pedałami bez obciążenia” (na szczęście wybrałam seated climb). Sporo mam więc mało rzeczowych wspomnień; chyba dlatego dziwi mnie, że to zobaczone dziś tak totalnie mnie zmroziło i zaskoczyło (choć to w sumie dobrze, bo znaczy, że pasja jest wciąż żywa). Wielu z Was, którzy tu zajrzeli – jeśli nie wszyscy – domyślacie się i widzicie, jakie te działania mają sens i co mają wspólnego ze zdrowiem.

Wina leży w instruktorze. Jeździ tak, bo ludzie tak chcą, tak lubią? To niech Ci prowadzą zajęcia. Uczestnik ma prawo ufać instruktorowi w kwestii treningu i będzie powielał błędy prowadzącego. To nie sztuka wykupić sobie instruktorskie OC i kazać innym tyrać zębami kierownicę. Opcjonalnie, jechać z kadencją 140 i machać przy tym ręką.

Można gadać o psuciu rynku i o innych efektach takich działań. To pogadajcie jak macie „SIŁĘ!!! <3 <3”. Ja przypomnę tylko: Instruktorze, grzebiesz przy czyimś zdrowiu. Miej ten honor i poczucie odpowiedzialności. I zapierdalaj na szkolenie.

Podaj dalejShare on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *