Jakie cechy dyskwalifikują instruktora?

 

Pomyśl sobie: do jakiego instruktora nie poszedłbyś nigdy na zajęcia, albo po treningu z kim uciekałbyś w popłochu, obiecując sobie, że prędzej odpalisz Ewkę, niż wrócisz na godzinne spotkanie z tym człowiekiem? Czyli, innymi słowy, czego nie wpisywać w żadne, a już na pewno nie w instruktorskie CV.

NIECHĘĆ DO LUDZI

„Jak ja nie lubię ludzi” – usłyszałam kiedyś od znajomej, po czym czekałam, aż w końcu zostanę sama, by móc bez zbędnych tłumaczeń złapać się za głowę. Nie ma co dywagować nad tą dziwną generalizacją i problemami ze sobą, z jakimi musi zmagać się ta jednostka, skoro przeszkadzają jej inni osobnicy na tej planecie. Istotne jest to, że człek o takich odczuciach wobec świata dla bezpieczeństwa nie powinien wychodzić z domu prowadzić zajęć. Jeśli nie czerpie się radości z przebywania z drugim człowiekiem, nie ma co się brać za tę robotę. Tutaj kontakt z ludźmi jest cały czas, a dodatkowo odpowiada się częściowo za ich zadowolenie i bezpieczeństwo.

Rozwiązanie: Można wygrać casting na wirtualnego instruktora i gadać do ludzi z komputera. W gratisie dostaje się gwarancję, że nie trzeba będzie patrzeć na innych.

NIEŚMIAŁOŚĆ. CHOROBLIWA

Umówmy się, że aby prowadzić zajęcia, nie trzeba przejawiać nie wiadomo jakich skłonności do bycia liderem, ale już strach przed zwróceniem komuś uwagi może być problematyczny. Jednym z obowiązków instruktora jest dawanie wskazówek i korygowanie błędów, które robią uczestnicy, a do tego potrzeba pewności siebie i tego co się robi. Rozumiem, że nieśmiałość nie musi się wiązać się z brakiem przekonania co do swoich umiejętności, ale zdarza się tak bardzo często. Możliwe też, że gdzieś na świecie chodzi sobie ktoś, kto na co dzień jest bardzo nieśmiały, a na fitnessowym parkiecie wstępuje w niego lew…!

Yhym.

Rozwiązanie: Mimo wszystko uważam, że wielka śmiałość nie jest warunkiem koniecznym do rozpoczęcia instruktorskiego życia. Ekstrawertycy mają po prostu większe zadatki na bycie instruktorską gwiazdą, ale przecież nie każdy musi takową być. Nie łam się, jeśli trudno Ci spytać kogoś obcego na ulicy o godzinę. Z wielu stref komfortu trzeba wyjść, kiedy zaczyna się prowadzić zajęcia; może to właśnie one spowodują, że niedługo będziesz jak rasowy Amerykanin mówił „heloł, co tam?” do wszystkiego, co się rusza. No a tym bardziej przestaniesz się bać nowych osób na treningu. Zatem odpadasz tylko wtedy, gdy chęć prowadzenia zajęć nie potrafi wygrać z lękiem.

BRAK WYTRENOWANIA

Nawet widoczna nadwaga prowadzącego nie zniechęciłaby mnie do pocenia się tak, jak jego brak kondycji. Po części dlatego że sama nie jestem chuda wiem, ile kosztuje doprowadzenie się do stanu instruktorskiego i że można włożyć trochę pracy w to, żeby później móc przekazać wiedzę uczestnikom bez większej zadyszki. Cenimy sobie ludzi, którzy coś już osiągnęli w jakiejś dziedzinie i tych jesteśmy skłonni posłuchać czy wziąć z nich przykład. Osobie, która ma zadyszkę po 10 minutach zajęć trudno byłoby mnie zmotywować do wysiłku. Cóż, tak już jest, że wymagamy pewnych standardów od osób oferujących różne usługi.

A przynajmniej powinniśmy!

Rozwiązanie: A jakże. Trenować.

Jak zawsze, podejdź z otwartą głową i dystansem wobec tego, co przeczytałeś. Zawsze możesz mi udowodnić, że nie mam racji i pokazać, że doskonale sobie radzisz jak prowadzący zajęcia nie mogąc patrzeć na ludzi, odezwać się do nich i dysząc po rozgrzewce.

Ciepło pozdrawiam!

Podaj dalejShare on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

Komentarze (2)

  1. Dodałabym tylko monotonność.. Ta sama muzyka, te same ćwiczenia, te same „motywujące teksty” i komendy. Chociaż niektórzy lubią taką.. rutynę? Ja nie. Zdecydowanie!

    1. Hm. Najlepszym rozwiązaniem jest zmiana instruktora chociaż na jakiś czas. :) Jeśli ten sam z siebie nie czuje potrzeby zmian. W końcu sam wie najlepiej, kiedy ostatnio zaprezentował uczestnikom choćby jeden nowy utwór.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *