Kindle. Nie wącham książek, nie gapię się w smartfon

 

O czytniku książek, który zmienił moją codzienność, miałam napisać tutaj już pod koniec ubiegłego roku. Dlaczego tak się nie stało, wiedzą tylko chochliki z mojej głowy – prawdopodobnie uznałam, że bezsensu o tym pisać na blogu, który zaczął się od rowerów stacjonarnych. Na szczęście mamy już kwiecień roku następnego i każde „bezsensu” obracam w palcach pięć razy, żeby upewnić się, czy aby na pewno nie sprawi mi ono przyjemności. Zdecydowanie chcę opowiedzieć o tym małym przełomie w moim życiu, nawet, jeśli daleko mu do pedałów.

Przed

Wielu z nas ma problemy natury kontuzyjno-estetycznej; jesteśmy właścicielami zarówno nadwyrężonych kciuków, jak i drugich bród. Już te nasze siaomi, hułałeje i inne ajfony dbają o to, byśmy nie chcieli się od nich oderwać, pokazując co ciekawsze obrazki z czyjegoś życia i zasypując nasze mózgi gotowymi rozwiązaniami na każdy problem pierwszego świata. Gapimy się w ekrany, dokumentujemy chwile zamiast je przeżywać. Każdemu wedle potrzeb, może nie każdemu taka aktywność szkodzi, ale mnie któregoś razu zaczęło to przeszkadzać. FOMO, scrollowanie bezużytecznych treści, sprawdzanie, czy nikt nie dzwonił, priorytet – odpisać komuś, kto o coś pyta na messengerze, a dopiero potem podniesienie wzroku na osobę, która stoi obok.

Był to czas, kiedy przeszkadzało mi nie tylko przyklejenie do smartfona, ale nadmiar rzeczy. Jedną z pierwszych ofiar była półka z książkami, która mieściła więcej pozycji, niż bym chciała. Oprócz tych, które mają dla mnie wartości emocjonalną i tych, do których na pewno wrócę, mam też szereg książek czekających na lepsze jutro, ale już u innego właściciela. Bo ja nie będę ich chciała dźwigać przy następnej przeprowadzce. Każdy kolejny przedmiot powodował coś w rodzaju ukłucia pod tytułem „gdzie ja to włożę?”. Jak nie pozbywać się radości regularnego czytania?

 

I po

Nigdy nie wpadłabym na to sama i w sumie do tej pory trochę wzrusza mnie ten prezent – świadczy o tym, że jestem słuchana; chyba tylko raz westchnęłam na głos, ile to zbędnych książek mam na półce. I to wystarczyło. W okolicy dwudziestych ósmych urodzin zaczęłam odkrywać uroki czytelnictwa z trochę innej perspektywy, która dotąd wydawała mi się absurdalna, no bo jak to, takie czytanie bez klimatu. I kiedy piszę o perspektywie, nie mam na myśli czytania jako jednego z elementów multi-zadaniowości, co może sugerować poniższe zdjęcie z urlopu samochodowego:

 

Nie wiem, czy mój mózg dał się tak łatwo oszukać: bo litery migają mi po ekranie, stukam w ten ekran palcem i po prostu trzymam coś w rękach. Bo mam w rękach urządzenie. To już jest zagadka, której nie mam potrzeby rozwiązywać. Liczy się dla mnie efekt, czyli to, co udało mi się wypracować: masz chęć włączyć WiFi w smartfonie i zobaczyć, co tam…? No możemy to zrobić, ale może lepiej zamiast tego przeczytać kilka stron książki na Kindle? Jako że częściej wybieram czytnik (w domu, w autobusie, w przerwach między kolejnymi etapami dnia – jakoś chętniej dźwigam 800 stron w czytniku), liczba przeczytanych przeze mnie książek rośnie o wiele szybciej niż dotąd. Ma na to wpływ również podświetlany ekran, dzięki czemu chętniej niż dotychczas czytam przed snem. I to nie dlatego, że dotąd czytywałam przy świecy… Ale o wiele więcej czasu zajmowało mi dobranie odpowiedniego oświetlenia. Łatwiej było poczytać coś w Internecie.

Nie chcę pozbawiać się czytania interesujących mnie książek tylko dlatego, że nie mam zamiaru ich kupować w wersji fizycznej, zapisywać się w kolejce do biblioteki czy podpytywać znajomych o posiadanie konkretnych tytułów. Czytnik doskonale rozwiązuje ten problem, bo daną książkę można mieć przy sobie już w kilka minut (uwaga na kompulsywne kupowanie :)). Pozostaję również pod wrażeniem cen – można upolować doskonałe promocje, również na aktualnie popularne tytuły.

Nie mam zamiaru nikogo przekonywać, że Kindle to o wiele lepsza opcja niż „prawdziwe” książki, a już w ogóle dyskutować z argumentem „czytniki są bezsensu, najważniejszy jest zapach druku!”. Chcę tylko pokazać inną perspektywę. Perspektywę osoby, która też była dość sceptycznie nastawiona do tego wymiaru czytania.

Na pewno znalazłyby się minusy czytelnictwa czytnikowego, pozwólcie mi jednak pozostać w stanie zakochania i nie doszukiwać się zbyt wielu wad. Wszystkich, którzy zastanawiali się nad takim nabytkiem, szczerze zachęcam. Może ktoś z Was będzie takim szczęściarzem jak ja i otrzyma czytnik w prezencie, bo palnie odpowiednim tekstem w odpowiednim czasie. Przy TEJ osobie.

Od wgapiania się w Kindle może i moja druga broda nie zniknęła, ale kciuki częściej eksploatuję trzymając je za kogoś, niż przewijając fejsa.

Podaj dalejShare on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *