Komu przeszkadza (nie)bieganie?

 

W kontekście tego, co dzieje się ostatnio z Internecie w związku z tęczowymi profilówkami, niesnaski między biegaczami i osobami stroniącymi od truchtania są miłą i prawie nic nie znaczącą odskocznią.

BIEGANIE

Fejsbukowy ekshibicjonizm różne ma oblicza, a każdego wkurza co innego. Bardzo często irytacje użytkowników spowodowane są tym, że po raz ósmy w tygodniu zobaczyli, iż Tadziu przebiegł 3,87 km wokół bloku.

Sama zastanawiałam się, komu potrzebne jest publikowanie trasy biegu na wszystkich portalach społecznościowych jednocześnie – w końcu endomondo dobrze się w tej materii sprawdza, a i lajka można dostać. Życie przynosi jednak wiele innych tematów do rozmyślań, a zatem prędko stwierdziłam, że to nie moja sprawa i w razie potrzeby używam jednej z moich ulubionych opcji na fejsbuku. Przestaję obserwować.

Lubię pochwalić się półmaratonem czy innym sportowym wydarzeniem, które wprowadziło w moje życie jeszcze więcej kolorów (króluje purpura na twarzy). Czym się różnię od Tadka? Ktoś powiedział mi, że taki długi dystans zaprezentowany od czasu do czasu na fejsie nie przeszkadza, ale już każdą piątkę zamieszczać… to siara. No dobra, to jego granice. Tadek ma inne. W jego życiu to jest ważne i chce sobie udostępnić swoje bieganie.

Szanuję tę inność.

Swoje odczucia również. Ktoś codziennie raczy mnie swoim niezbyt ciekawym śniadaniem, antyżyciową refleksją, udostępnia głupie (w mojej opinii) obrazki, pokazuje dziecko w niekoniecznie korzystnej pozie… Czy raczę owych „autorów” publicznym hejtem i za pośrednictwem fejsa sapię do nich, oczywiście nie imiennie, tylko „wszyscy, którzy upubliczniają swoje treningi, niech się gonią, skoro bieganie takie zdrowe…”?

Nie. Co by mi to dało oprócz złudzenia chwilowej ulgi? Jeśli coś takiego mi nie pasi, nie obserwuję delikwenta, a jeśli od dawna nie rozmawiamy ze sobą, kasuję go ze znajomych.

DSC08959

Uwaga, będzie nowość!

Fejs to portal społecznościowy. Jak sama nazwa wskazuje, raczej nie jesteśmy tam po to, by być samemu i lajkować swoje posty, choć zdarzą się i tacy, którzy będą taką taktykę obierać. Patrząc na czyjeś endo-mapki na fejsie myślę : Ktoś zaczął biegać i się tym jara – spoko! Mi, jako osobie biegającej, to nie przeszkadza i Tobie też nie powinno – chyba że faktycznie masz tak wielkie wyrzuty sumienia, że siedzisz z tyłkiem. A jeśli nie, to po co się burzysz? Klikasz „przestań obserwować” i Twoja psycha staje się spokojniejsza. Proste.

Jeśli jesteś biegaczem, ale hasasz bez endomondo i jesteś tak blisko natury, że w zasadzie najlepiej biegałbyś na golasa, a czyjeś aktywności z trylionem rodzajów sprzętu Ci przeszkadzają, możesz zrobić to samo. Portal Marka nie ma innych ustawień w zależności od preferowanej aktywności fizycznej…

(NIE)BIEGANIE

W bardzo kulturalnym radiu usłyszałam ostatnio, iż redaktor dotrzega ostracyzm społeczny w stosunku do tych, którzy nie biegają. A jeśli dodatkowo jeszcze się pali papierosy…

Och, chwileczkę. Oddzielmy zupełnie niebieganie od palenia. To drugie ma prawo mi przeszkadzać, bo szkodzi mojemu zdrowiu i dobremu samopoczuciu. Ale to, że redaktor bądź ktokolwiek nie biega?

Widział ktoś kiedyś dwóch biegaczy, którzy nagle stają przed kimś spacerującym po ulicy i mówią do siebie: „Ty, patrz, my biegamy, a on nie. Co za leń/ nie dba o siebie/ szybciej umrze”? Możecie mi wierzyć, osoby biegające są zwykle tak skoncentrowane na sobie („Dobrze oddycham?”, „Dobrze stawiam stopy?”, „Czy do twarzy mi w tym różowym?”, „Dlaczego garmin zgubił gps?”, „Ile do końca?”, „Dzisiaj skończę na ośmi kilometrach i siedmiuset metrach… Ech, no dobra, dobiegam do dychy”), że mają w nosie czyjś brak aktywności. Przeciwnie – najczęściej myślą, że to na nich się dziwnie patrzy.

To takie typowe w przypadku każdego trendu. Kiedy wszyscy się na coś rzucają, zawsze znajduje się grupa, która postawi sobie za cel pokazać, że idzie pod prąd. Prędzej lub później może też stwierdzić, że społeczeństwo coś jej narzuca, że jest pokrzywdzona, że tacy biedni, niebiegający są w mniejszości. W mniejszości? Nie prowadzę specjalnych statystyk, ale i tak mogę śmiało powiedzieć, że wśród moich znajomych to biegacze stanowią małą grupkę w porównaniu z innymi aktywnymi (albo mniej ruszającymi się) osobami. Mimo tej całej mody, objawiającej się w zapełnieniem półek sklepowych kolorową odzieżą idealną na przebieżki, mniej jest tych, którzy ubierają buty i idą truchtać.

Naprawdę nie przeszkadza mi to, że nie biegasz. Jak masz sporą nadwagę, to nawet przybiję Ci piątkę za to, że tego nie robisz, a już na pewno zrobiłyby to Twoje kolana, gdyby tylko miały dłonie. Jeśli ktoś Ci zarzuca, że się nie ruszasz, albo robisz to źle, odeślij świra na jakiś półmaraton, bo może mu się staty w endo ostatnio nie zgadzają.

Do drugiego człowieka można się przyczepić zawsze. Biegacz do niebiegacza, że się opierdziela. Ten drugi do pierwszego, że szpanuje wynikami. Jako biegacz, możesz marudzić kompanowi, że źle ładuje węgle po treningu i krzywo stawia stopy, w związku z czym powinieneś przez tydzień za karę biegać w halówkach. Ja mogę powiedzieć komuś, że co to za dystans triathlonu 1/8? A mnie Ironman zapewni, że 1/4 to śmiech na sali.

Po co? Dlaczego nie pozwalamy komuś żyć tak, jak chce, jeśli nie szkodzi innym? Skoro mamy problem z tak prozaiczną sprawą jak jego wolny czas i profil na fejsie, to co dopiero w przypadku wyznania, orientacji czy poglądów politycznych?

Niech sobie publikuje te wypady po bułki. Nie musisz na to patrzeć. Możemy zrobić tak, że nie będziemy sobie przeszkadzać w egzystowaniu – obojętnie, czy w rzeczywistości namacalnej czy wirtualnej. Tu jest naprawdę dużo miejsca i wszyscy się pomieścimy. Nawet z nadwagą.

Podaj dalejShare on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *