fbpx

Zmierz się ze swoimi przekonaniami. Kursoksiążka, po której trzeba pisać

 

Żeby być instruktorem fitness, najlepiej być po AWFie.

Żeby prowadzić bloga o indoor cyclingu, trzeba mieć co najmniej licencję B.

Prawdziwa praca to tylko ta na etacie.

Po studiach trzeba pracować w zawodzie.

Gotuję gorzej, niż mój brat.

Trudno zarobić na własne mieszkanie.

Wiesz, co łączy powyższe zdania? To nie są fakty. To przekonania. (Sprzedam ten akapit któremuś raperowi, rym niczego sobie).

Przekonania to pewne uogólnienia na temat otaczającej nas rzeczywistości (…) Powodują, że myślimy w konkretny sposób, co wzbudza w nas określone emocje. Emocje z kolei wywołują określone zachowania (…) Przekonania są pewnym filtrem, który sprawia, że widzimy wybiórczo.

Ola Budzyńska, Kursoksiążka. Asertywność i pewność siebie

 

Blog powstał dwa lata po urodzeniu się myśli o nim. Zwyciężyło przekonanie, że potrzeba książkowej wiedzy do tego, by zachęcić innych do jazdy na rowerze stacjonarnym i zdrowego życia bez napinki. Przez dwa lata czytałam cudze blogi i żałowałam, że nie mam własnego. Jakie to rozwijające…

Na szczęście nie zrobiłam pięciu lat AWF-u tylko po to, żeby potem „móc” pojechać na weekendowy kurs basic i zasiliłam grono instruktorów jako dziennikarz.  Pasja do tego zajęcia wykluczyła też z mojej głowy mgliste myśli o idealnym wyglądzie i nie wkręcałam sobie samej, że: „Żeby być instruktorem, trzeba mieć rzeźbę/ 60 kg wagi/ sześciopak”. Jestem instruktorem bez tych trzech rzeczy i jest wspaniale.

Przez przekonanie tylko trochę spóźniłam się z blogiem, nic straszniejszego się w moim życiu nie wydarzyło. Ale może się zdarzyć – również Tobie. Ugrzęźniesz w nielubianej pracy, bo przecież „nie umiesz nic innego i nauka trudno Ci przychodzi”. Będziesz trwać w nieudanym związku, bo „w moim wieku trudno poznać kogoś nowego”. Nie zabierzesz się za poprawę swojego jadłospisu, bo „zdrowe jedzenie jest takie drogie”.

Trochę szkoda Twojego życia i potencjału, tylko dlatego że coś kiedyś zakodowało Ci się w głowie, no nie?

Skąd to się we mnie wzięło?

Niektóre przekonania Cię wzmacniają. Klata do przodu i idziesz z tym przez świat! Jednak te, o których wspomniałam wyżej, to przekonania ograniczające. Takie, przez które nie osiągniesz zamierzonych celów, bo opinie z głowy będą sabotować Twoje działania. Żyjesz sobie tak zapewniona o czymś przez rodzica, babcię, pedagoga, księdza (bo czemu nie miałabyś im wierzyć jako dziecko?), a potem dorastasz i w którymś momencie łapiesz się za czuprynę z krzykiem: „WTF?! Czyja to jest myśl w mojej głowie, przecież nie moja!?”. I brawo. Taka refleksja oznacza, że czujesz, że coś tu jest do weryfikacji.

Ja do tej pory nie wiem, skąd się wzięły te przekonania odnośnie bloga i bycia instruktorem po AWF-ie. Ale znalazłam źródła innych ograniczających zdań, które zdążyły się pojawić w życiu. I mam narzędzia, które pomogły sporo uporządkować.

Długopis i mądra książka, po której można, a wręcz trzeba! pisać.

Ola Budzyńska, Kursoksiążka

Półki w księgarniach uginają się pod ciężarem książek poruszających ten temat. Jeśli szukasz czegoś nietuzinkowego, Kursoksiążka. Asertywność i pewność siebie Oli Budzyńskiej już na Ciebie czeka (co prawda nie w księgarni, a w wirtualnym domostwie autorki).

Choć to asertywność i pewność siebie są w tytule wysunięty na pierwszy plan, w Kursoksiążce na równi z nimi pierwsze skrzypce gra właśnie praca z przekonaniami. Te tematy bardzo się zazębiają, nie ma asertywności bez przepracowanych ograniczających przekonań.

Kursoksiążka jest godna polecenia, bo… w zasadzie to nie jest książka. Jeśli potraktujesz ją jak typową knigę, nie wniesie nic do Twojego życia, a Ty zanotujesz tylko stratę pieniędzy. I złudne poczucie, że zaraz zmienisz swoje życie, poziom asertywności czy przekonania. Na Instagramie natknęłam się na czyjś komentarz: „przeczytałam i pożyczę Ci”. Autorka komentarza pewnie miała dobre intencje, ale ja się tylko zaśmiałam. Tej książki się nie czyta, tylko z nią pracuje. Dlatego przykro mi, ale ja swojego egzemplarza nie pożyczę. :)

Tylko z długopisem

Z tym tytułem wypełnisz tabelki, odpowiesz na pytania, dokopiesz się do najmocniej zakotwiczonych w głowie przekonań, które dawno – lub niedawno – zakodowali w Tobie najbliżsi, nauczyciele, religia. To trochę trwa. I nie mówię, że nie boli. Ale procentuje i to w najmniej spodziewanym momencie.

Kiedy po ponad miesiącu regularnej pracy z Kursoksiążką odłożyłam ją na półce byłam przekonana, że robota zaliczona i w razie potrzeby wrócę do tego tytułu za jakiś czas. Ale to on wracał do mnie. Głowa tak się nastawiła na łapanie różnych ograniczeń, że czasem żałowałam, że z zasady nie zażywam środków przeciwbólowych… Myślałam, że bania mi eksploduje.

Kursoksiążka daje okazje rozmowy ze sobą, której tak wielu z nas aktualnie brakuje. Już samo podarowanie sobie kwadransa na lekturę i ćwiczenie zaprocentuje odkryciami, a co dopiero późniejsze łapanie się na różnych przekonaniach*, co może spotka Ciebie, jak i mnie spotkało. 

To nie jest kolejna książka o pozytywnym myśleniu, chyba że sama ją tak potraktujesz, nie robiąc nic poza czytaniem. Równie dobrze możesz, chcąc poprawić kondycję, kupić książkę o bieganiu i ani razu nie wcisnąć „start” na sportowym zegarku.

 To jest trening. A treningi na tym blogu lubimy bardzo, więc polecam.

 

*  Oczywiście, jeśli borykasz się z poważniejszymi problemami natury psychicznej, siedzenie piętnaście minut dziennie z książką nie będzie wystarczające, by trwale zmienić swoje samopoczucie. Żebyśmy się dobrze zrozumiały. :*

Podaj dalejShare on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *