Mam bzika na punkcie Biegu Papiernika

Kwidzyński Bieg Papiernika ma specjalne miejsce w moim sercu, a od teraz również na blogu. Główną rolę gra tutaj sentyment; to była pierwsza zorganizowana, a zarazem w ogóle pierwsza dycha w życiu. Któż by nie miał sentymentu do pierwszych razów?

W sobotę pobiegłam tam po raz piąty! Aż trudno mi w to uwierzyć, że to piąty medal z Kwidzyna. W to, że bieg ukończyło ponad trzy tysiące zawodników, wierzę za to bez problemu. To wydarzenie od początku miało potencjał. Z roku na rok startujących osób będzie coraz więcej.

To będzie nota… nudna. Bo naprawdę nie ma do czego się przyczepić. No, może oprócz tego, że wolę jak mi medal wieszają na szyję, a nie dają do ręki. Papiernicy z roku na rok robią tak samo dobrą robotę, a zawodnik nie płaci za to ani grosza – poza pieniędzmi na dojazd.

W tym roku w głowie miałam tylko tyle, że chcę złamać godzinę i znów poczuć klimat biegania w mało atrakcyjnych okolicznościach przyrody, ale za to jak kochanych!

11356143_966631730054154_63774783_n

Odbiór pakietu startowego poszedł gładko. Chciałoby się napisać: jak zwykle. Woda, kalendarz (od czerwca, co za pomyślunek), trochę ulotkowej makulatury. Czapeczka jak zawsze, tym razem żarówiasta. U mnie w pakiecie dodatkowo przedbiegowy przeżywacz, którego odzwierciedlenie można zobaczyć na powyższym zdjęciu. Aż tracę ostrość z tego podekscytowania.

Nie wiem, co musieliby zrobić organizatorzy przyszłych biegów, w których wezmę udział, żeby dorównać w mojej głowie rozgrzewce z sobotniego Papiernika… Ubawiłam się nieźle. Nie dość, że świetna muzyka – rodem z zajęć Indoor Cycling – to było tanecznie na tyle, że niektórzy zamiast robić wymachy, w najlepsze kręcili biodrami. Pozytywna energia na maksa: dziękuję, Akademio Biegania! Świetna robota.

bieg papiernika rozgrzewka

Obecność ponad trzech tysięcy osób na starcie zaowocowała tym, że linię mety przekroczyłam dopiero dwie minuty po wystrzale z armaty (to na pewno nie był pistolet). Start jak zawsze odbywał się stadionie, więc elita wybiegała z niego zanim w ogóle postawiłam kroki na startowej nawierzchni. O wiele większą frekwencję odczuwałam przez cały bieg.

Apel do organizatorów: nie tłumaczcie, że liczy się czas netto. Że nie trzeba jak najszybciej przekraczać linii startu. Szkoda Waszych sił… Zawsze znajdzie się grupa zapalonych biegaczy, która stwierdzi, że będzie na mecie za 50 minut, podczas gdy dokulają się tak naprawdę po godzinie piętnaście.

No, ale wróćmy na trasę. Pierwszy podbieg jest już na pierwszym kilometrze i moje zaskoczenie nie znało granic, kiedy okazało się, że kilka osób przede mną już po podbiegu przechodziło do marszu. Nie wiem, jak skończyły się ich losy. Z kolei na trzecim kilometrze to ja narobiłam hałasu, śmiejąc się piskliwie i wrzeszcząc „Co za debil!!!”, kiedy klepnął mnie w plecy krzyknął „Ja też biegnę!!!” rolewicz.pl, którego nie miało być na biegu. Wszystkich oburzonych natężeniem mojego głosu serdecznie przepraszam, a i do siebie samej kieruję przeprosiny, że tak podniosłam sobie puls, który wrócił do normy za jakiś kilometr.

I tak już leciały kolejne metry, jak zawsze. Nadszedł piąty, zakończony pomiarem czasu, później szósty, bardziej ciasny niż zwykle. Na drugiej edycji biegu byłam prawie że sama na tym odcinku, podczas szóstej trzeba się było przeciskać. Potem podbieg, po którym zastanawiałam się, czy Anioł Stróż przyjdzie i wyrówna mi puls, a następnie już tylko ciary połączenia beztlenu z upałem w samo południe. To te ciary kazały mi wrzasnąć „Kurde, no ale nie środkiem!” do pięciu chłopów, którzy wymiękli na ostatnim podbiegu i… szli sobie swobodnie całą szerokością trasy i rozmawiali, blokując tym samym drogę tym, którzy pod górę jednak podbiegają.

bieg papiernika medal

Mój fuks mnie nie zdziwił, rzutem na taśmę złamałam godzinę. Przez całą trasę pilnowałam, aby tak jednak się stało. Potem już foteczki, izotoniki, których nie starczyło dla wszystkich (bo jak za darmo, to trzeba wziąć pięć), grochówki, parówki i inne festyny. Radośnie jak zwykle w Kwidzynie.

W Kwidzynie. Nie w Kwidzyniu.

Podaj dalejShare on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *