Mamy w klubie fitness

Dziś sieć kipi od podziękowań i refleksji kierowanych do mam. To dzień wzruszających tekstów. Ten nie będzie kolejnym chwytającym za serce wpisem, ale…

Może tak masz, że czasem przez godzinę zastanawiasz się, czy lepiej iść na sztangi z Kasią, czy maltretować pośladki pod dyktando Andrzeja. Kręcąc nosem ubierasz buty – prędzej chwila wahania, czy lepiej do neonowej bluzki będą pasować zielone najki czy niebiesko-czarne njubalanse. Ostatnie spojrzenie na fryzurę, która zaraz i tak będzie wyglądała jak po przejściu huraganu i przekręcasz klucz w zamku.

Doceń to.

Bo w klubie fitness spotkasz kobiety, które dopiero po dotarciu do niego biorą oddech i rzucają okiem na grafik zajęć. Prędzej – tak jak Ty – pakują torby na fitness, ale te ich będą cięższe niż Twoja. Muszą zmieścić w nich wszystkie rzeczy, które mogą być potrzebne Małym-Wielkim Towarzyszom. Mamy zostawiają swoje pociechy w przeznaczonym dla nich kąciku; z dziadkami tym razem się nie udało. Przed samym wejściem na salę zajęć przypominają sobie, że miło byłoby wypić te kawy, które wystygły na parapecie w kuchni. Czwarte i piąte kawy w tym tygodniu.

Jak jest być mamą – wiem tylko z obserwacji i opowiadań. Jak być aktywną mamą – widzę średnio co drugi dzień.

Aktywne mamy – jak wszystkie zresztą – to kobiety waleczne. Zgodnie twierdzą, że wyrwać chwilę dla siebie to nie lada zadanie. Jakie zajęcia są akurat w grafiku i który instruktor je poprowadzi…? To sprawy drugorzędne. Najważniejsze, że cała wyprawa doszła do skutku; udało się dotrzeć z punktu A do punktu B. Że brzdąc siedzi w klubowym przedszkolu, że zabawiają go miłe panie.

(Miłe? Czy aby na pewno? Czy mogę spokojnie ćwiczyć przez godzinę? A może wyjdę w połowie, bo może czegoś potrzebować? Czy to moje płacze?)

Chcą być idealne. Zadbane, uśmiechnięte, najedzone (opcjonalnie) i oczywiście zgrabne. Bo „nie wyglądasz, jakbyś rodziła” to największy komplement po ciąży, choć lepiej, by było nim powiedziane z uznaniem „Ale ty to wszystko ogarniasz!”. Rozdarte między poradami producentów gadżetów dla dzieci i blogami mam wracających do formy a pobrudzonym śliniakiem trwają w postanowieniu, że chociaż chwilę poćwiczą z Ewą. Że wrócą do regularnego biegania i każdy medal będzie jeszcze więcej wart. Że przypomną sobie smak innego wysiłku niż schylanie się do podłogi i pchanie wózka. Że wyprawy do klubu fitness staną się regularne.

Kiedy już tam przybywają na jedne zajęcia, korzystają z tej jednej godziny jak mogą.

Wiem, że będą sobie za to wdzięczne. Będą im za to wdzięczne ich dzieci za kilkanaście lat, bo zapamiętają mamę, która nie miała w oczach pretensji pod tytułem: „Wszystko dla ciebie poświęciłam!” Nie będą każdego dnia patrzeć na kobietę zmęczoną życiem, która nigdy nie chciała zrobić niczego dla siebie. I niech faktycznie dla siebie wraca do formy, a nie dlatego że „takie czasy”: trzeba wyglądać vel nie rozleźć się.

Mijam je. Rozmawiam z nimi. Pokazuję, jak ustawić siodełko. I podziwiam. Ich oczy świecą się, gdy wspominają o swoich maluchach. Wyglądają na przeszczęśliwe i zafascynowane swoją rolą. Skargi? Nigdy w życiu na głos. Swoim tempem wracają do formy. Chciałyby, żeby ciała bardziej ich słuchały, ale mają do nich szacunek, bo pamiętają, jaki przeżyły wysiłek. Są bardzo świadome siebie.

Szukamy życiowych bohaterów daleko. W telewizji, za oceanem, w rozwojowych książkach. A oni są tu.

One. Dzisiaj mają swój dzień.

Podaj dalejShare on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

Komentarz “Mamy w klubie fitness”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *